wtorek, 30 września 2014

rozdział 18

 Dedykacja dla Dagmary G.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 muzyka

***
Właśnie jedziemy autostradą i próbujemy jakoś do nich dojechać. Tej stoi na moście razem z Hanem, Gisele,Jaxonem, Liamem i Carly i kontroluje sytuacje, trochę tak jak planowaliśmy. Oczywiście mamy ze sobą kontakt. Ja, Rome, Tyna, Bri, Dom i Letty jedziemy.
-Pospieszcie się, zaatakowali konwój-usłyszeliśmy Tej'a-ej Lena, jest z nimi Ry.
-Trzymamy się planu-rozkazałam
Przyspieszyliśmy i jechaliśmy dalej.
-ok. Słyszeliście ją, do dzieła. Oni już tu jadą-poinformował nas Tej

*brak Pov*
(Lena jest za Doma a za Letty- Ryan,wyglądało to tak --------->>>>>>)

Tej spojrzał przez lornetkę chcąc sprawdzić sytuację
-Musimy wymyślić nowy plan......oni mają czołg-powiedział Tej
-Słucham czy ktoś tu powiedział 'czołg'-dramatyzował Roman-jest jakiś plan B?
-Plan B?! Tu potrzeba planu C, D i E. Brakuje alfabetu!-drama Teja
-Hej, robimy to na czym znamy się najlepiej. Improwizujemy!-rozkazał Bri.
Każdy zmienił bieg i zawrócił zmieniając tym pas ruchu. Przyspieszają i jadą coraz szybciej. Gisele, Han i Jaxon wsiedli na motory i też zaczęli jechać. Zajęli się samochodem który jechał za czołgiem. Kierowca próbował strącić Gisele o ciężarówkę. Han wpadł na samochód i gwałtownie skręcił ratując tym Gisele. Jaxon wjechał na jeepa, chyba nie chciał zniszczyć Hondy i przystawił kierowcy pistolet do głowy, opanowali sytuację. Czołg przejechał na drugą stronę niszcząc 'mur', teraz jechał 'pod prąd'. Niszczył wiele aut. Lena, Dom i Bri przejechali przejazd natomiast Tyna i Roman zdąrzyli przejechać na drugą stronę i teraz jechali za czołgiem.
-Ściągnijcie ich na siebie-rozkazała Lena
Po kilku próbach Roman wyprzedził czołg i lekko go blokował. Nagle armata czołgu zniżyła się i wycelowała w Mustanga Romana
-W dupę-krzyknął Rome i ostro wyhamował
Z armaty wystrzelił pocisk, czołg przejechał przez ogień pchając samochód Rome'a
-Roman trzymaj sie-krzyknęła Tyna
Samochód nie chciał odpalić. Czołg zaczął zgniatać tył auta.
-Niech ktoś coś zrobi, czołg pieprzy mnie w dupe-krzyknął Rome
Roman odwinął kawałek liny i zaczął oplatać nią lufę czołgu. W ostatniej chwili przeskoczył na auto Tyny bo jego Mustang nie nadawał się już do niczego bo czołg zgniótł go całkowicie. Rome wsiadł do auta.
-Ten Mustang byłby niezłą kotwicą-stwierdził Dom
-Już się robi-przytaknęła Tyna
Zaczęła podbijać swoim autem Mustanga. Próbowała go zrzucić. Nagle Ryan wyszedł z czołgu i powoli i ostrożnie zaczął przechodzić na lufę chcąc odwinąć linę.Mustang musiał spaść bo tył czołgu się podniósł wyrzucając Ryana. Lena przyspieszyła i skręciła do środka, wyszła przez okno  i gdy auto uderzyło w barierę wyleciała. W powietrzu złapała Ryana i po chwili spadli na auto.
-O jezu-powiedział Hobbs gdy zobaczył cały ten rozpierdol

***
*Marlena's POV*

Jesteśmy w bazie wojskowej, dokładnie tej którą mieli zaatakować. Tej wyciągnął z auta 'broń' i położył ją na stole. Wszyscy z ekipy Shawa tu są. Co prawda na razie są w innym pomieszczeniu. Jestem trochę poobijana od tego upadku ale najważniejsze że uratowałam Ryana. Nagle podszedł do mnie uratowany Ry.
-Dlaczego to zrobiłaś-zapytał
-Nie chciałam żebyś zginął-mówiłam patrząc w jeden punkt na ścianie
-Skąd wiedziałaś że ten wóz zamortyzuje nasz upadek?
-Nie wiedziałam.
Nagle do pomieszczenia wszedł Hobbs z Shawem i resztą
-Musicie tego posłuchać-stwierdził
Shaw zaczął coś pierdolić ale jakoś nie słuchałam. Tylko jedno zdanie przykuło moją uwagę. Było kierowane do Briana. 'Zadzwoń do Mii'. Bri zadzwonił ale po chwili wkurwiony szybko przyjebał w ryj Shaw'owi. Chłopacy szybko go odciągnęli. Shaw zaczął znowu coś pierdolić. Dom był skupiony. Nagle Riley rozkuła wszystkich na polecenie Hobbsa. Już wychodzili z walizką z chipem. Shaw się odwrócił.
-Idziesz ze mną-zapytał
Miałam nadzieję że Ryan się nie zgodzi. Nie, ja to wiem.
-Oczywiście! Nie przepuściłabym takiej okazji-usłyszałam Riley
A to ździra! Od początku coś mi w niej nie pasowało. To stąd oni wiedzieli co my robimy, że będziemy na torze i to dlatego ten chuj wiedział co robię! Wtyczka... nie popuszczę im! W końcu wyszli.
-Dlaczego miałeś zadzwonić-zapytał Liam
-Porwali Mię-Bri był wkurwiony ale i smutny
-Nie daruję tej kurwie-stwierdziłam i zaczęłam się zbierać-Tej masz więcej tych zabawek-pokazałam na broń
-No pewnie-uśmiechnął się łobuzersko
Roman jeszcze jej nie widział więc podszedł, wziął ją do ręki i zaczął się przymierzać.
-Nie dotykaj, to nie zabawka-Tej podbiegł do niego
-W czym problem-zapytał lekko oburzony Rome, będzie kłótnia
-To rozciągliwa lina tytanowa-wytłumaczył mu spokojnie
-Czyli?
-Używa się jej przy budowie mostów, nie znasz się-Tej wyrwał mu przedmiot z ręki-ich wersja jest niezła ale moja to arcydzieło. Podrasowałem silnik i dodałem zbiornik tylny.
-Muszę go wypróbować-Rome odebrał Tejowi broń
-To nie dla głombów-kłócił się Tej i próbował zabrać mu broń
-Znam się na dużych splówach!
-Nie odróżniasz nawet dupy od głowy.
Westchnęłam i wymamrotałam sobie pod nosem 'zero profesjonalizmu'.
-Skończcie już te babskie pierdoły. Tej rozdaj to tak żeby na jedno auto była chociaż jedna. Ruszamy dupy i jedziemy po Mię do cholery-wkurwiłam się
-pomogę wam-zaoferował Ryan
Wsiedliśmy i pojechaliśmy.

***
*Ryan's POV*

Odzyskaliśmy Mię. Lena pobiła się z Riley ale ostatecznie Lena wygrała nie zostawiając nawet śladu po policjantce. Jesteśmy z całą ekipą już prawie na końcu pasa startowego na lotnisku. Samolot płonie. Ale chwila... tu nie ma wszystkich! Brakuje trójki: Doma, Leny i Carly. Co prawda niby wyjechał samochód z samolotu ale zaliczył dachowanie i obstawiam że teraz na pewno płonie razem z samolotem. Wpatruję się w ogień z niedowierzaniem, niedowierzaniem w to że oni zginęli. Jednak po chwili zobaczyłem że z ognia wychodzą dwie postacie. Letty i ja szliśmy pospiesznie w ich stronę. Dom i Lena. Dzięki Bogu! oni żyją! Przytuliliśmy się i wróciliśmy do pozostałych. Ale gdzie Carly?

*Marlena's POV*

-Gdzie Carly-zapytałam gdy staliśmy wszyscy razem
-Myślałem że jest z wami-powiedział Han
Podeszłam do Liama i mocno go przytuliłam a on się rozpłakał. Uspokajałam go. Oddałam go pod opiekę ekipy a sama wróciłam do Doma.
-To jest warte miliardy-zapytał Dom i podniósł walizkę
-Podajcie swoją cenę-stwierdził Hobbs
Spojrzeliśmy się z Domem na siebie i z powrotem na Hobbsa.
-1327-powiedzieliśmy zgodnie
Hobbs nie zrozumiał na początku o co chodzi a wszyscy zaczęli przybijać sobie piątki.

*następny dzień*

Jest już ok.12 a ja nadal nie wyszłam z sypialni. W nocy w ogóle nie spałam. Nie mogłam. Chłopacy obiecali mi że zaopiekują się Liamem. Jest kompletnie zdołowany. Przez ten krótki czas bardzo zżył się z Carly. Może nawet byli parą... Kręcę się po pokoju bez celu. Usiadłam na łóżku i objęłam kolana rękami. Przed oczami cały czas widziałam wczorajszą akcję. Próbowałam to wszystko jakoś poskładać w całość i zrozumieć kiedy zginęła Carly. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nagle ktoś objął mnie ramionami.
-Musisz coś zjeść, chodź na dół-mówił ktoś siedzący obok, nawet nie chciałam wiedzieć kto to
-Dlaczego ona, a nie ja-zapytałam patrząc nadal na ścianę
-Nie możesz tak mówić-zobaczyłam twarz Beau'a przed swoją
-Taka jest prawda-zerwałam się
-Może tak miało być...
-Pójdziesz ze mną do chłopaków?
-Pewnie. Chodź.
Ubrałam bluzę i wyszliśmy. Gdy już byliśmy w domu sąsiadów ruszyłam prosto do sypialni Liama. Weszłam gdy usłyszałam pozwolenie. Liam stał na balkonie oparty o balustradę. Podeszłam do niego. Moją uwagę przykuły posiniaczone ręce Liama i papieros w jego dłoni. Wyrwałam go i wzięłam do ust. Jak się nie mylę to Liam nie może palić.
-Powiesz mi jak to się stało-zapytałam niepewnie
-Zaczęło podrywać tył auta bo samolot się wznosił, stykaliśmy się z drugim autem. Tamten kierowca wyszedł z auta przez okno i złapał ją za szyję. Zaczął ją wyciągać z samochodu. Szybko się wydostałem z auta, chciałem ją ratować. Samochody się zachwiały, trzymałem ją żeby nie spadła, ale ona puściła moją rękę i spadając strzeliła kilka razy. Odwróciłem się a za mną leżał martwy kierowca. To przez niego ona... chciałem go dobić więc zacząłem go uderzać.
-Nie zadręczaj się, ona chciała cię ratować.
-To wszystko przez niego...
-Teraz twoja złość już nic nie da.

***

-Tylko tym razem nie przypal-rzucił Tej do Romana który stał przy grillu.
-Nigdy nie przypalam.
Teraz chociaż na chwilę możemy poczuć się jak na samym początku.... w 1327.
~~~~~~~~~~~~~~`
A tu takie żebyście wiedzieli jak to mniej więcej wyglądało
Hej hej mam nadzieję że się podoba wyrażajcie opinię w komach. Sorka jak są błędy!komentujcie bo będzie się działo. Dzięki za życzonka!! Komentujcie pamiętajcie o zasadzie! 5kom=następny rozdział
do następnego, miłego tygodnia buziaki

wtorek, 23 września 2014

informacja

hej hej!!
Słuchajcie wiem że jest 5 komów i czekacie na nexta ale nwm kiedy się pojawi ponieważ ten tydzień jest trochę szalony... W niedzielę mam urodziny no i wiecie... przygotowania. Zapraszam was do zaglądania na zakładkę 'bohaterowie', będę dodawać nowe osoby gdy się pojawią.Pojawią się też inne zakładki oczywiście. Witam nowych czytelników.... Ankę, hejka Kajtek i wszystkich pozostałych :) Będę starała się dodawać do każdego rozdziału muzykę!! Cieszę się i dziękuję Daguś że czytasz wszystkie notki i mam nadzieję że coraz więcej osób będzie to robić. Zachęcam was do komentowania bo rozdziały się teraz rozkręcają... będzie się działo!!!! Kłótnie, groźby, dużo krwi i przede wszystkim NOWI GOŚCIE!!!!Zapraszam was też bardzo serdecznie na stripper!!!! To co? Do następnego, pozdrawiam. Miłego tygodnia xx.

Dziś otrzęsiny... pierwszaczki szykujcie się!!!!!!!!!!!!! hihi PAPA

poniedziałek, 8 września 2014

rozdział 17

Ważna notka pod rozdziałem!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
muzyka

-Skupcie się! Wyjadę przed was i jedziemy dalej potem zahamuje a wy nie zwalniacie i wyjeżdżacie przede mnie. Jedziecie do domu, i właśnie teraz przyda się wam to co ćwiczyliśmy. Ogarniacie-zapytałam
-Tak-usłyszałam chór
-Reszta rusza dupy. Jedziecie z chłopakami do domu. Brian i chłopaki pomożecie mi?
-Pewnie,ruszamy.
Przyspieszyłam i wyjechałam przed chłopaków. Stworzyliśmy grotę. A tak w ogóle to skąd oni wiedzieli że my dziś tu będziemy? Wtyczka? Usłyszałam strzał. Obejrzałam się. Jax oddał strzał. Kolejny. Na szybie ich auta były ślady po kuli.
-Jaxon nie cwaniakuj-upomniałam go-tylko ja mogę.
Usłyszałam sygnał mojego telefonu. Dostałam sms'a. Tak, od tego chuja który jedzie za nami.
'Nie ładnie żeby taki synek strzelał do mnie,
 A właśnie, gratuluje. xx'
No wkurwiłam się. To już jest przesada. W tym momencie dołączyła do nas reszta.
-Ok. Jesteśmy gotowi-stwierdziły dziewczyny
-Więc zaczynamy przedstawienie.
Ostro wyhamowałam. Dziewczyny jechały teraz z chłopakami. Potrzebowałam trochę miejsca.
-Lena teraz-usłyszałam głos Briana więc posłuchałam
Odwróciłam auto szybko tak że teraz jechałam tyłem. Odblokowałam broń i wyciągnęłam rękę z bronią przez okno.
-To za tego synka, gnoju-krzyknęłam i strzeliłam mu prosto w oponę. Wybuchła.
-Ty suko-usłyszałam
John zaczął zjeżdżać na bok z toru. Sorry, synku.
-Ok, jednego mamy z głowy-powiedziałam do urządzenia
-Ej, znam skądś tego kolesia-usłyszałam Tej'a
-Przecież ich ścigaliśmy, głąbie-Roman jak zwykle trochę chamski
-Nie, nie to nie to-kłócił się Tej
Odwróciłam się z powrotem i przyspieszyłam. Dojechałam do chłopaków. Wjechałam pomiędzy swoich dwóch ulubieńców (sarkazm!). Odjechali na boki i szybko zjeżdżali z powrotem do środka,chcieli przytrzeć mi boki. O nie! Tak łatwo się nie dam. Chyba nie wiedzą z kim zadarli. A poza tym jadę przecież swoją ukochaną mazdą. Nie dam jej zniszczyć. Przyspieszyłam gwałtownie i trochę pokrzyżowałam im plany bo zamiast przytrzeć mi to przytarli sobie. Ups. Tak mi przykro... że aż wcale.
-Pięknie-usłyszałam Tej'a- jak możesz to spójrz mu na ryj, może ty go rozpoznasz.
-Ogarnij dupę Tej-krzyknął Rome, znowu zaczęli się kłócić.
-To Ryan-krzyknęłam chcąc ich uspokoić-zadowolony?
-Skąd wiesz-zapytał Brian
-Bo to Ry ją postrzelił-wytłumaczył Han
-Dobra dosyć tej debaty! Wyjeżdżamy poza tor-zarządziłam
Przejechałam przez bramę i wyjechałam na ulicę.
-Ty kutasie połamany-krzyknęli Rome i Han
-Chłodnica-usłyszałam
-Dźwońcie do dziewczyn. Przyjadą po was.
-Nie damy rady we trzech. Potrzebujemy pomocy-usłyszałam Briana
-Załatwione-miałam pomysł
Wybrałam odpowiedni numer i czekałam aż odbierze.
-Co tam-usłyszałam po chwili
-Potrzebujemy twojej pomocy.
-Jakiej?
-Jesteśmy w 3 na 2 auta. Chcemy pojechać 2 na 1. Nie wiem co miałeś z matmy ale potrzebujemy pomocy.
-Czemu ja?
-Bo wiem jak jeździsz. A Dom się źle czuje. Wsiadaj w samochód i dołączaj do nas.
-Gdzie jesteście?
Podałam mu ulicę na której właśnie jesteśmy i się rozłączyłam. Jeśli się pospieszy to będzie z nami za góra 10 minut. To tylko 2 przecznice od naszego domu.
-Masz-zapytał Tej
-No raczej, zaraz będzie.
-To co, ja i Tej bierzemy mitsubishi a wy nissana-zaproponował Brian
-Ok.
Spojrzałam w bok. Koło mnie jechał Justin w.... moim Lambo?! Rzuciłam mu przez okno krótkofalówkę.
-Nie za wygodnie ci-zapytałam
-Nie, a co jakieś specjalne bajery tu masz-uśmiechnął się cwaniacko.
-Już wiem jak tak szybko się tu znalazłeś. A tak w ogóle to skąd masz kluczyki?
-Od Tyny-wyszczerzył się
-Macie wpierdol!
-Nie chcę wam przerywać ale moglibyśmy zaczynać-powiedział Brian
-Właśnie nam przerwałeś. Spoko, spoko-stwierdziliśmy zgodnie
Justin bardzo pięknie przepierdolił moim autkiem przez chodnik na którym było w chuj pełno ludzi. Wjebał się Ryan'owi centralnie pod maskę czy jak ja to mówię, pod ryj. Odwrócił się tak jak ja wcześniej. Wystawił rękę przez okno i pokazał Ryan'owi pięknego fucka. To go wkurwi. Odwrócił się z powrotem i pięknym driftem wjebał się w jednokierunkową, w dodatku 'pod prąd'. Chłopak ma talent, muszę przyznać. Musimy jakoś zatrzymać Ryana.
-Justin uważaj -ostrzegłam- przepraszam autko-wyszeptałam i zrównałam się z Ryanem.
Uderzyłam w jego bok. Zakręcił pół kółka i stanął. Wyszedł wkurwiony z auta, z bronią w ręku. Wysiadłam, Justin też. Ryan podniósł rękę z bronią w naszą stronę.
-Co? Znowu strzelisz? Ry-powiedziałam
-Znasz mnie-zapytał zszokowany
-Ty mnie też-podeszłam powoli do niego
Podwinęłam lekko jego koszulkę, ukazując bliznę na brzuchu. Juss stał z tyłu i się gapił.
-Tą bliznę masz od 18 roku życia-mówiłam wolno-pierwsza poważna akcja. Uderzyłeś w lampę. Spadła na twoją Toyotę. Przygniotło cię, próbowałam pomóc ci wyjść. Tą na karku masz od uderzenia rurą. Te na rękach od cięcia. Robiłeś to po tym jak zmarli twoi rodzice. Wiem o tobie wszystko. Łącznie z tym że masz tatuaż na tyłku-uniosłam jedną brew
-Ten Ryan którego pamiętasz... jego już nie ma.
-Jest. Tylko boi się ukazać. Nie chcesz sobie narobić wstydu przed chłopakami. Zobacz jakie to będzie śmieszne-odeszłam od niego i szłam w stronę auta, parsknęłam śmiechem-oni jeśli przeżyją pójdą za kratki, a ty nie.  A wiesz czemu? Bo mimo że się od nas odwróciłeś to i tak nadal jesteśmy rodziną. Powiedz temu chujowi że nie lubię jego sms'ów.-wsiadłam do auta tak jak Justin.
Odjechaliśmy. Odjechaliśmy zostawiając go tam samego z tym co przed chwilą usłyszał. Pojechaliśmy do domu.

***

*dzień głównej akcji*

Wczoraj wieczorem Hobbs powiedział nam o zmianie planu. Nie zaatakują konwoju tylko bazę. Mam nadzieję że Ryan przypomni sobie wszystko i wróci do nas. Justin dostał porządny wykład pod tytułem 'nikt nie ma prawa ruszać MOICH aut bez mojej zgody'. Tynie też się oberwało. Hobbs i Riley wczoraj wpadli do ich kryjówki. Coś tam znaleźli i dali to Tej'owi do sprawdzenia. Aktualnie siedzimy w bazie i czekamy na sygnał od Hobbs'a. Brian jeszcze nie wrócił z Los Angeles. Poleciał tam żeby dowiedzieć się czegoś od Bragi. Nie wiemy o której będzie atak. Nic. Musimy czekać. To takie dziwne... Nagle czyjś telefon zaczął dzwonić.
-To Hobbs-krzyknął Tej i wszyscy podeszliśmy do niego, a on odebrał i dał na głośnik.
-Masz dla mnie dobre wieści-usłyszałam głos Hobbsa
-Farba z kryjówki Shawa jest niewidzialna dla urządzeń wykrywających podczerwień-tłumaczył mu Tej
-Wojskowa-stwierdziłam
-Dokładnie. Mam listę europejskich baz które jej używają-dodał Tej
-Porównaj ją z celami Shaw'a. Jedna z nich musi pasować-nakazał Hobbs
Tej zaczął przeszukiwać listę. Aż znalazł.
-Bingo! Baza N.A.T.O w Hiszpanii.
-Shaw jest w innym kraju. Ma 8 godzin przewagi.-powiedział Dom
-Ruszajcie. Tej prześlij mi dane. Trzeba zabezpieczyć komponent. Wyślę po was samolot. Uczcie się hiszpańskiego i widzimy się na miejscu-rozkazał Hobbs
Szybko spakowaliśmy najważniejsze rzeczy. Ustaliliśmy że nie wszyscy pojadą. Tylko Han, Gisele, Dom, Letty, Tej, Roman, Jaxon, Liam, Carly, ja i Tyna, no i Brian jeśli zdąży wrócić. Dostaliśmy sygnał że samolot już jest. Każdy wziął torbę, reszta życzyła nam powodzenia, oczywiście Luke się trochę rozgadał...
***
Lecimy samolotem do Hiszpanii. Brian zdążył i leci z nami. Tej właśnie skończył rozmawiać z Hobbs'em.
-W bazie złapali człowieka Shawa-powiedział gdy podszedł do nas
-Coś tu nie gra-stwierdził Brian-podpuszcza nas. Atak na Interpool też tak wyglądał.
-Możesz jaśniej-poprosił Roman
-Braga powiedział że zbliżymy się do Shawa tylko gdy on sam tego zechce.
-Tej gdzie ten komponent-zapytałam
-Przewożą go w bezpieczne miejsce.
-Shaw nie zaatakuje bazy-stwierdził Dom
-Tylko konwój-dokończył Bri
Poprosiliśmy pilota żeby leciał trochę szybciej...
~~~~~~~~~~~~~
Hej hej, słuchajcie nwm czy zauważyliście ale rozdział jest krótszy niż te które były dotychczas. I teraz każdy kolejny będzie krótszy. Ten rozdział dedykuję Tynie która jest w szpitalu :((.  Mimo że jestem chora dodaje rozdział. Zrobimy tak. Żeby pojawił się nowy rozdział ma być 5 komentarzy co najmniej. Zachęcam was do komentowania bo dużo się dzieje od 20 rozdziału :) Sorry za błędy i do następnego
5 komentarzy= następny rozdział

czytasz=komentujesz

czwartek, 21 sierpnia 2014

rozdział 16

Spóźnione naj naj najlepsze życzonka dla najukochańszej kuzynki na świecie i na dzisiaj naj naj najlepsze życzonka dla najukochańszego kuzyna na świecie ;**!!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Luke's POV
Mam nadzieję że mi nie odmówi. To jest najbardziej stresująca chwila w całym moim życiu. Kocham ją całym sercem i myślę że ona też mnie kocha. A co jeśli nie i odmówi? Nie dość że wyjdę na idiotę przed dziewczynami, chłopakami i Niall'em to jeszcze przed braćmi. 'No? Tak czy nie?'-myślałem Ta cisza była nie do zniesienia. Na pewno się nie zgodzi... Mówiłem że to zły pomysł ale oni się uparli. Spojrzałem jej w oczy. Pierwszy raz zobaczyłem w nich coś innego niż zwykle, jakby...wahanie? Ona zawsze jest zdecydowana więc dlaczego nic nie mówi? Kątem oka spojrzałem na naszych gości. Każdy patrzał na Lenę wyczekując odpowiedzi. 'No dalej,dalej'-pospieszałem ją w myślach. W jej oczach pojawiły się.. łzy?? Ona płacze? Spojrzałem na nią uspokajająco. Gdy pojedyncze łzy zaczęły spływać po jej policzkach wyglądała tak bezbronnie i słodko. Prawie jak nie ona. No bo ona bezbronna??
-Marlena Brooks,ładnie brzmi-usłyszałem szept Tyny
Moja ukochana spojrzała na Tynę i lekko potrząsnęła głową jakby wybudziła się z transu. Powie nie? Spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
-Tak-wyszeptała
Założyłem jej pierścionek
na palec, wstałem, otarłem jej łzy i pocałowałem. Usłyszeliśmy gwizdy i oklaski. Wziąłem ją na ręce i biegłem w stronę basenu. Wskoczyłem do wody razem z moją narzeczoną na rękach. Jak to ładnie brzmi. 'Moja narzeczona'.
-Kocham Cię-wyszeptałem
Pocałowała mnie i kładąc ręce na moich ramionach zanurzyła mnie pod wodę.
Marlena's POV
Ja w to nie wierzę! On mi się oświadczył. Czyli na prawdę mnie kocha. Wyszłam z basenu i owinęłam się  ręcznikiem. Ściągnęłam spodenki żeby wyschły i poszłam do Niall'a.
-I jak-zapytałam
-Dobrze. Gratuluję-przytulił mnie
-A długo jeszcze?
-Właściwie to już można stawiać na stół.
Podałam mu  miskę do której nałożył kiełbaski i szaszłyki. Do drugiej włożył mięso a na talerz grillowane pieczywo.Pomógł mi zanieść to na stół i poszliśmy jeszcze po piwo. Gdy każdy miał napój usiedliśmy. Tej wyciągnął rękę po chipsa.
-Pierwszy wyciągasz rękę, odmawiasz modlitwę.-powiedział Roman
Wszyscy złączyliśmy ręce a Tej zaczął modlitwę.
-Dobry duchu dziękujemy ci za te posiłki, za to spotkanie, za każde auto i motor, za bezpośredni wtrysk podtlenku azotu, za amortyzatory koni, za tytanowe zawory... I za nasze przyszłe małżeństwo. Amen.
-Amen.
Każdy zaczął jeść i rozmawiać.
-Ej no to skoro wszystko jest gotowe to może jutro zrobimy próbę-zapytałam
-Pewnie-cały chór
-Ja to w ogóle nie rozumiem po co wy się ścigacie-stwierdził Hazza siedzący koło mnie
Wszyscy spojrzeliśmy na niego.
-Wyścigi to rodzaj sztuki...-powiedział Dom
-...Ale dla pasjonatów to sztuka najwyższych lotów-dokończyłam
-Mówiłem żebyś nie pytał-zaśmiał się Zayn
-Pamiętaj, słuchaj Zayn'a-rozkazała Tyna
-Ok.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciekawe. Przecież wszyscy tu są. Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stały 3 motory.Yamaha TZR50Kawasaki z250sl i Honda CBR1000RR. Na Hondzie wisiała karteczka. Podeszłam i ją zabrałam.
'Obiecałam że dziś to dziś :) Mam nadzieję że się podobają! Zobaczymy się za niedługo. Buziaki! Suki.'-przeczytałam i poszłam do gości.
-Kto-ciekawski Luke...
-Suki dostarczyła motory.
-To niech wchodzi-krzyknęły dziewczyny
-Ale jej nie ma, ani nikogo innego. Tylko motory i list.
-Typowa Suki-zaśmiał się Dom
Chłopacy weszli do basenu.
-Dziewczyny chodźcie do nas-krzyczeli
Wszystkie zgodnie pomachałyśmy im środkowymi palcami. Poszłam się ubrać.
***
Wszyscy się kłócą bo goście chcą już iść a jest dopiero 21. Oni się kłócą a do mnie podszedł Dominic.
-Mnie jutro nie będzie na torze.
-Ej, pamiętasz co ci mówiłam? Zasady są po to żeby je łamać. To że nie możesz jest zasadą którą trzeba złamać. Będziesz nam potrzebny.
-Ach no dobra.
Dom poszedł rozstrzygnąć kłótnię.  Pogadałam jeszcze z Letty o jutrze. Goście poszli. Chłopacy posprzątali i usiedliśmy. Luke posadził mnie sobie na kolana.
-No ale powiedzcie. Lena Brooks, dobrze brzmi.-stwierdziła Tyna
-No tak. Nawet bardzo-przytaknął Jai
-Moja pani Brooks-zamruczał Luke
-Jak na razie to jeszcze jestem Ross.
- No bracie żeś sobie wybrał żonę-zaśmiał się Jai.
Chłopacy zaczęli się śmiać. Beau najwyraźniej miał dosyć tej rozmowy.
-Wiecie co.. Ja pójdę spać. Do jutra-Beau wstał i poszedł na górę.
-A temu co-James pokazał na schody
-Pójdę zobaczyć co mu jest-wstałam i poszłam na górę.
Zapukałam do jego drzwi i gdy usłyszałam pozwolenie weszłam.
-Czego chcesz-zapytał zły
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś miał wymiotować.
-Nie twoja sprawa-odwrócił się plecami do mnie.
Stałam jak taki debil przy drzwiach podczas gdy on miał na mnie kompletnie wyjebane.Podeszłam do łóżka na którym leżał.
-Beau o co chodzi-zapytałam mając nadzieję że usłyszę normalną odpowiedź
-O co chodzi? Pytasz się o co chodzi-krzyczał zrywając się z łóżka- o to gówno co masz na palcu.
-Uspokój się!
-Nie! Luke ci się oświadcza a ty się zgadzasz? Co? Tak źle ci było przy mnie? Chciałaś mi tym udowodnić że między nami nic nie będzie? Że masz mnie w dupie?-nadal krzyczał-To było jakby ktoś wbił mi najbardziej ostry nóż prosto w jebane serce. I wiesz co? To boli. Kurewsko boli. A wiesz czemu? Bo mam coś czego ty nie masz. To się tak fachowo nazywa uczucia.
-Nie mów tak.Myślałam że mogę ci ufać ale się pomyliłam.
-Kurwa, poetka się znalazła. Nawet nie wiesz co to ryzyko. Ty nie wiesz i się nie dowiesz jakie jest życie póki nie da ci porządnego kopa w dupę!
-Nie! To ty nie wiesz jakie jest życie. Nie wiesz co to ryzyko. Nigdy go nie podjąłeś. W przeciwieństwie do mnie. Cały czas chłopaki są z tobą i dbają o twoją dupę! Zobacz na swoje i na moje życie! Ja cały czas robię coś ryzykownego. Całe moje życie to jedno wielkie ryzyko. Nawet nie wiesz ile  dupków chce mojej śmierci za to że przeze mnie resztę życia spędzą w pierdlu. A teraz? Jakiś napalony kutas pisze do mnie sms'y i cały czas mnie widzi. Nie wiem jak to jest możliwe. Kurwa dostawia się do mnie. A wiesz co jest najlepsze? Że w piątek dołączy do listy dupków których wsadziłam do paki. I co potem? Myślisz że nie będzie chciał zemsty? To kolejne ryzyko! Kolejny chuj który będzie chciał się mnie pozbyć-wkurwiłam się, no kurwa, palant jebany, krzyczałam i szłam trącając go palcem, w końcu stanął pod ścianą, nie było ucieczki-I co? Teraz widzisz różnicę? Całe moje życie to ryzyko, a ty? Siedzisz tu bezpieczny z dupą bo jestem na tyle głupia żeby ciebie i wszystkich których znam i kocham ochronić przed śmiercią. Poświęciłabym za was życie!
-Kochasz mnie?
-Debilu będziemy rodziną!
-Przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło! Nie chciałem tego powiedzieć.
-Nic się nie stało. Przynajmniej wyrzuciłeś to z siebie.
-Ale serio nie chciałem.
Nagle drzwi się otworzyły. W drzwiach stał Tej. Fuck.
-Emm... Lena możemy porozmawiać?
-Pewnie.
Zeszliśmy na dół. Nikogo tam nie było. Zapytał o co chodziło z tą kłótnią, czyli wszystko słyszał. Opowiedziałam mu wszystko od początku. Tej przyszedł żeby zapytać po co Justin i reszta mają kontakt z ekipą więc opowiedziałam mu o koncercie. Wsparł mnie. Oczywiście pogratulował. I poszedł. Gdy wyszedł poszłam się wykąpać i spać.
***
Jest około 11. Chłopacy jeszcze śpią. Dziewczyny są już gotowe. Tyna ma obudzić chłopaków i sąsiadów a ja idę do Justina. Zapukałam i po chwili drzwi się otworzyły.
-O hej... em... wchodź, sorka za strój-Jax podrapał się po karku
-Nic nie szkodzi. Widzę że dużo ćwiczysz.
-Tak jakby-uśmiechnął się-eee... poczekaj pójdę obudzić Justina.
-Mogę ja? Proszę...
-Emm.. No ok. Nie widzę problemu. Chodź.
Poszliśmy na górę i weszliśmy do pokoju Justina.
-Justin obudź się-szturchałam go a on mruczał
Postanowiłam obudzić go trochę inaczej
-Chodź-kiwnęłam w stronę Jaxona a on podszedł
Pokazałam mu co ma zrobić. Włożyłam ręce pod materac Justina, Jax zrobił to samo, razem podnieśliśmy jedną stronę materaca po której staliśmy tak że się wywrócił a Justin spadł z łóżka
-Co jest do chuja-krzyczał zrywając się z podłogi
Zaczęlismy się śmiać z Jaxonem. Przybiliśmy piątkę. Mówiłam że się obudzi...
-No i z czego się ryjecie-zapytał Jus masując się po głowie- a tak w ogóle to hej.
-Hej-śmiałam się- u was takie klaty to rodzinne czy co?
-Każdy ćwiczy.
-Później o tym pogadamy, szykujcie się bo musimy jechać.
***
-Dobra następna czwórka. Albo dobra, piątka. Jai, Liam, Zayn auta. Jaxon i Beau motory. Załóżcie słuchawki.
Justina i Doma nie ma z nami. Jus postanowił się uczyć a Dom się niby źle czuje. Dziewczyny stoją w różnych miejscach i wyjeżdżają żeby blokować chłopaków kiedy im każę.
-Ok, startujemy-zarządziłam
Chłopacy jechali równo ze mną. Jechali ładnie, płynnie i co najważniejsze szybko.
-Emm.. Lena kazałaś wyjechać dziewczynom-zapytał Jai
-Nie a czemu-zapytałam
-Bo mamy towarzystwo, spójrz w lusterka.
Spojrzałam w lusterko wsteczne. Wiedziałam że coś pójdzie nie tak. Fuck. Zajebie tego chuja. Tak to...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hej. Wiecie powiem wam że ta cisza Leny trwała serio długo, aż miesiąc!  Sorry za błędy. Jak się podobają motory i pierścionek??
Przeczytałeś/-aś= skomentuj
15 komentarzy= następny rozdział
powodzenia!!

czwartek, 17 lipca 2014

rozdział 15

Ważna notka pod rozdziałem!!!

Z windy zaczęły wyjeżdżać auta. Zaparkowali je w garażu i wysiedli.
-Jai idź po dziewczyny-rzuciłam
Jai poszedł więc podeszłam do Teja.
-Kupiłeś wszystkie jego auta-zapytałam
-Na co ci forsa w banku skoro z niej nie korzystasz-wzruszył ramionami-mam jeszcze garnitur, chcesz?
Zaśmiałam się. Teraz gdy wszyscy przyjdą trzeba ustalić plan.
***
Stoimy wszyscy przy stole. Czas zaczynac.
-Ok, słuchajcie musimy ustalić plan. więc tak. Dom, Brian i Roman jedziecie autami i zajmujecie się nimi gdy zaatakują, tam będzie most, Tej będziesz stał na nim i kontrolował sytuacje, Han i Gisele standardowo na motorach, będziecie czekac na sygnał koło Teja na moście, Letty i Mia obserwujecie wszystko z góry, z helikoptera, Kelsey ty też motor, Justin-ty masz zajęcie na ten czas, leży tam-wskazałam kupkę papierów na stole-Jaxon, hmm... co z tobą?
-Dobrze jeżdżę na motorze-uśmiechnął się
-W takim razie będziesz na motorze, na moście z Tej'em, dalej... chłopaki co z wami?
-Znasz moje zdolności do takich rzeczy-wyszeptał Luke
-To ty pojedziesz z chłopakami na most, Beau-próbowałam nie patrzeć na niego-pojedziesz motorem, o ile się nie zabijesz na nim, Jai pojedziesz samochodem, Zayn i Liam będziecie udawać normalnych kierowców ale macie ich blokować, Tyna wybieraj. Na pewno autem ale z kim?
-Ze mną-odezwał się Jai
-Może być-zapytałam a ona przytaknęła.
-A ty jak-zapytała patrząc na mnie.
-Nie wiem, myślę że motorem.
-Pojedziesz ze mną-usłyszałam głos Beau'a
Tylko nie to! Luke kurwa powiedz coś!!!... cisza... Ja pierdole... NIE!!!! Przełknęłam głośno ślinę.
-Ok-powiedziałam przez  zęby.
Nie chciałam z nim jechać ale gdybym się sprzeciwiła Jai zacząłby coś podejrzewać.
-Pozostali czekają tu w bazie i czekają na ewentualny sygnał. To co... sprawdźmy co za cudeńka żeś kupił.
Poszliśmy przyjrzeć się autom. Widziałam minę Tej'a. Był pewny siebie. Faktycznie nie mogłam się przyczepić do niczego. Auta świetne. Nie wymagają za dużo roboty. Genialnie
-Bierzemy się do roboty. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy i mamy czas wolny.
Dziewczyny zabrały się do pracy a reszta, oprócz Justina, im pomagała. Chyba trochę go to przerosło. Obiecałam że mu pomogę i chyba właśnie zacznę to robić. Podeszłam do niego.
-Zdziwiony-zapytałam
-Trochę, nie myślałem że tego aż tyle.
-Chodź, trochę tu za głośno jak na naukę.
Wzięliśmy kartki i poszliśmy do sali muzycznej. I tak to nie wszystko co potrzebne... Justin śpiewał 'na sucho'. Tak wolał więc się nie sprzeciwiałam. Gdy on śpiewał sobie pod nosem ja  szukałam jakiegoś kontaktu  z tancerzami w necie. No i dodatkowo weszłam na twittera. Dużo nowych rzeczy się wydarzyło. Chłopaki z 1D, czy jak to tam, dali mi follow tak jak Justin i Jaxon. Poza tym nic ciekawego. Nie znalazłam żadnego kontaktu. Ale jak nie tak to inaczej. Obiecałam że pomogę to pomogę. Może Tej mi to znajdzie. Wyłączyłam laptopa.
-Justin mogę cię tu zostawić?
-Tak,pewnie.
Wyszłam z  pomieszczenia i przeszłam do garażu. Zawołałam Gisele.
-Co jest-zapytała
-Ile mamy motorów?
-2, a co?
-Te wasze Harleye?
-No a czemu?
-Potrzebujemy 5 i teraz nie mam pomysłu skąd by tu wziąć te pozostałe 3.
-Zadzwoń do Suki. Ona ci załatwi.
Faktycznie. Że też nie pomyślałam o tym od razu. Ale ja debil jestem. Wyszłam z garażu bo trochę tu za głośno nawet na rozmowę. Wybrałam odpowiedni numer i czekałam aż odbierze.
-Halo-zapytała gdy odebrała
-Hej Suki, to ja Marlena, słuchaj mam sprawę.
-No hejka, o co chodzi?
-Potrzebuje 3 motory.
-Na kiedy?
-Na czwartek muszą być gotowe.
-Jutro będziesz je miała u siebie.
-Wiedziałam że mogę na ciebie liczyć. Powiedz tylko ile i zrobię przelew.
Pogadałyśmy jeszcze trochę ale musiałam iść i im pomóc. Rozłączyłam się i szłam w ich stronę. Chłopacy o czymś gadali, a dziewczyny oglądały auta.
-Ej, yo, macie pozdrowienia-krzyknęłam
-Od kogo?
-Od Suki.
Usłyszałam parsknięcie śmiechem dochodzące od chłopaków. Odwróciłam się do nich.
-Coś was bawi-zapytałam
Chłopacy trochę się speszyli i przymkli jadaczki. Poszłam pomóc reszcie, ale serio, nie było co tam zbytnio robić. Wszystko gotowe. Byłam pod wrażeniem.
-No to wszystko, tylko wsiadać i jechać-zaśmiała się Kel wycierając ręce brudne od smaru.
-Słuchajcie, skoro wszystko jest ok, to co? Zapraszam jutro do mnie na grilla-uśmiechnęłam się  łobuzersko-podobno ma być gorąco więc myślę że popływamy..
-Ok-usłyszałam chór.
Mogliśmy jechać do domu ale postanowiłam że zadzwonię do Martina i zapytam jak się czuję. Wybierałam już numer gdy nagle przede mną stanął Tej.
-Musimy pogadać-powiedział przez zęby i łapiąc mnie za rękę prowadził  mnie pod salę muzyczną.
-Spokojnie, man-próbowałam go uspokoić
-Ale jak? W ogóle co on tu kurwa robi, ja się pytam?!
-Kto? I się uspokój kurwa.
-Kto? Kto?-krzyczał
-No kto? Skąd ja mam wiedzieć?
-No Justin!
-A skąd ty go znasz?!
***
Tej opowiedział mi wszystko. Faktycznie mogłam skojarzyć fakty. Dzwoniłam do Martina. Powiedział że już jest ok, że jest już w domu  i że nie trzeba się martwić. Aktualnie ja, Jai, Tyna i Luke jesteśmy na zakupach. Musimy kupić to co będzie potrzebne  na jutrzejszego grilla. Jak na razie mamy w wózku dużo piwa,  coli, chipsów i popcornu. Chłopacy poszli po kiełbasę na grilla i mięso, a ja z Tyną jesteśmy w stoisku warzywnym. Tyna wzięła pomidory.
-Zauważyłaś że Tej dziwnie zachowuje się w towarzystwie Justina-zapytała
-Nie. Ale Tej powiedział  mi dziś wszystko i już wiem dlaczego.
-To czemu?
-Oni się znają. Przecież oby dwoje kiedyś byli piosenkarzami. I tak się złożyło że razem śpiewali. To wszystko.
-A no fakt, możliwe. To by wszystko tłumaczyło.
Nagle podbiegli do nas chłopacy i wrzucili mięso do kosza.
-Dziewczyny, my musimy lecieć-powiedzieli dając nam buziaka w policzek i poszli. Dziwne.
-To, ty i Jai... oficjalnie-zapytałam
-Sama nie wiem.
-Przecież się kochacie.
-No tak, ale...zobacz ile ty spędzasz czasu z Luke'iem a ile ja z Jai'em.
-No może trochę więcej czasu spędzam z nim ale faktem jest że my jesteśmy dłużej razem.
-Nie poznaję cię.
-Czemu?
-Mówisz jak nie ty.
***
Chłopacy rozpakowali zakupy. Jestem zmęczona mimo że wcale nie jest tak późno. Justin uczy się tekstów, Jax mu pomaga. Cieszę się z tego bardzo. Zawsze przyda mu się pomoc. Poszłam się wykąpać i spać a reszta jeszcze siedziała. Długo nie mogłam zasnąć, ponieważ moi współlokatorzy  zaczęli sprzątać na jutro i ciągle słyszałam odgłos odkurzacza. Jednak po ok. 30 minutach zmęczenie przejęło całkowitą władzę nade mną i usnęłam.
***
Gdy się obudziłam było kilka minut po 11, a w domu kompletna cisza. Całe towarzystwo śpi. Zeszłam na dół, ubrana w dres, muszę przyznać że odwalili kawał niezłej roboty. Jak tu teraz czysto, o ja pierdole. Jak nigdy. Usiadłam w salonie z laptopem i postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o Justinie. Szczerze? Myślałam że jeżeli był gwiazdą to miał ochronę i był bezpieczny, a tu się okazuje że wcale nie. Muszę wiedzieć o tym coś więcej. I już wiem kto mi w tym pomoże. Poszłam na górę i szybko się przebrałam po czym wzięłam kluczyki i poszłam do garażu.  Wsiadłam na mojego Kawasaki Ninje
i ruszyłam w stronę domu dziewczyn. Po kilku minutach byłam na podjeździe. Weszłam do domu i przeszłam do salonu.Pusto. Poszłam do garażu. Bingo! Przy komputerach siedział Tej a koło niego Hobbs. Genialnie. On pewnie będzie coś wiedzieć.
-Hej panowie. Mam sprawę-kiwnęłam głową na cześć
-Co jest?
-Tej wyszukaj mi coś więcej na ten temat-odpaliłam mu stronę
-Już się robi.
Po chwili wszystko co było o tej sprawie w aktach policji było na ekranie. on włamie się wszędzie. W komputerze znajdzie wszystko.
-Powiesz mi coś o tym-zapytałam Hobbsa
-No nie wiem, to tajemnica służbowa...
-którą właśnie czytam. Ale mi tajemnica-wtrąciłam
-No to ok. Em...
***
Po chwili wiedziałam już wszystko. Ludzie to są jednak jebnięci.
Kurwa, jacy debile-pokręciłam głową z niedowierzaniem
-Na szczęście siedzą teraz w psychiatryku i mają kompletny zakaz zbliżania się do Justina i ludzi z jego otoczenia.
-Chociaż to dobre.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. O wilku mowa!
-Halo?
-Hej, gdzie jesteś-zapytał
-U dziewczyn w garażu. A co?
-Zaraz będę.
-Ok.
Nie usłyszałam już odpowiedzi bo Jus się rozłączył. Tej wyłączył informacje. Nie minęło 5 minut kiedy Justin wszedł do budynku.
-Hej-krzyknął
-Co tak długo, hej-przywitałam się
-Nie mogłem znaleźć kluczy. A tak w ogóle to czyj to motor na podjeździe?
-Mój a co?
-Fajny. E...Nie wierzę... Luda??!!
-We własnej osobie-Tej się uśmiechnął
***
Chłopacy się rozgadali a ja pogadałam jeszcze chwilę z Hobbsem i pojechałam do domu. Była 14. O 16 przychodzą wszyscy na grilla. Sprawdziłam czy wszystko jest i poszłam na taras żeby podłączyć sprzęt do głośników. Przecież grill bez muzyki to żadna impreza. Gdy wszystko było podłączone poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Ubrałam bikini i krótkie spodenki. Zeszłam na dół i zaczęłam szykować sałatkę, mięso i szaszłyki. Było wpół do 16 kiedy wszystko było gotowe do wrzucenia na ruszt. Leżaki były rozłożone. Podeszłam do sprzętu i włączyłam muzykę.  Przypomniały mi się stare czasy... Z zamyśleń wyrwała mnie Tyna która machała mi ręką przed oczami. Przeniosłam chipsy i całą resztę na stół do ogrodu. Nigdzie nie widziałam bliźniaków ani Beau'a. Pewnie się szykują albo coś. Rozpaliłam grilla i usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
-Hej-krzyknęli moi sąsiedzi i unieśli do góry 2 skrzynki z piwem
-Hej, wchodźcie-przywitałam się
-Gdzie to postawić-zapytał Zayn trzymający skrzynki.
-Chodź za mną-prowadziłam go do kuchni
-W końcu-westchnął gdy postawił 'bagaż'-ładnie wyglądasz.
-Em.. dzięki?!
Poprowadziłam ich na taras.
-Mogę ja grillować-Niall zrobił słodkie oczka
-Pewnie.
Podałam mu szczypce a on przewrócił jedzenie na ruszcie. Ponownie usłyszałam dzwonek więc poszłam otworzyć. Tym razem dziewczyny z resztą ekipy. Też nie przyszli z pustymi rękami. Przynieśli wódkę i chipsy. Poszliśmy na taras. Co chwilę podchodziłam do Nialla i  sprawdzałam czy nie przypalił nic.

-I jak twoja nauka tekstów-zapytałam Justina podchodząc do niego
-A nawet dobrze, a co?
-Pamiętaj, jeśli będziesz potrzebował jakiej kolwiek pomocy to mów to ci pomogę.
-Pamiętam i jeszcze raz dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
-Myślę że koncert, tylko trochę inny-puściłam mu oczko
Postanowiłam że pójdę porozmawiać z Niallem. Jak pomyślałam tak zrobiłam.
-Możemy porozmawiać-zapytałam
-Co jest?
-Em... słuchaj, może nie znamy się za dobrze i nie wiem czy takie 'koncerty' robisz na co dzień, ale powiedz mi, dlaczego to zrobiłeś?
-Wiem że mi nie ufasz a to że pobiłem się z Justinem jeszcze bardziej mnie pogrążyło ale w ten sposób chciałem cię przeprosić za to co  zrobiłem przyznając się że jestem tylko teenage dirtbag.
-Wcale nie jesteś. To co, zgoda?
-Zgoda-uśmiechnął się i się przytuliliśmy.
Nagle zobaczyłam wchodzących na taras chłopaków. Luke był jakiś dziwny.
-Ej, yo. Możemy prosić o chwilę uwagi-krzyknął Beau a wszelkie rozmowy ucichły-dzięki. Słuchajcie, mój kochany braciszek chce coś powiedzieć.
Beau podszedł do mnie i podprowadził w stronę Luke'a. Ciekawe co tym razem...  Widziałam że Luke się stresuje, tylko pytanie czym? Spojrzałam na niego dając znak żeby zaczął mówić. Wziął głęboki wdech i zaczął mówić.
-Skarbie. Kocham cię najbardziej na świecie. Dziękuję za każdą chwilę, minutę, sekundę którą spędziłaś ze mną i dziwie się że jeszcze wytrzymujesz. Bardzo długo się wahałem ale chłopacy dodali mi otuchy i teraz jestem pewien. Jak tutaj wszyscy siedzicie, bądźcie mi świadkami-nagle uklęk przede mną, wyciągając małe, czerwone pudełeczko w kształcie serca i je otworzył-Marleno Ross czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No witam!!
I jak się podoba rozdział, motor i bikini??
Słuchajcie niestety nie mam innego wyjścia. Od teraz:

10 komentarzy= następny rozdział
Nie ma to być tak że jedna osoba napisze 10 komentarzy i będzie następny rozdział. KAŻDY KTO PRZECZYTA MA SKOMENTOWAĆ ROZDZIAŁ!!! na początek zacznę od 10 komentarzy potem liczba komentarzy będzie wzrastać!!! Sory jak są błędy!!! Do następnego!!!! + Tak na wczoraj : HAPPY BIRTHDAY THEO!!!!

środa, 9 lipca 2014

zapraszam!!

Hej!! Zapraszam was na mojego nowego bloga Stripper!! tu macie link: http://stripper-dancer.blogspot.com/ Miłego czytania. Mam nadzieję że będzie się wam go czytało tak miło jak mi pisało!! Do następnego Ride!!!

wtorek, 8 lipca 2014

rozdział 14

Gdy dojechałam do bazy wjechałam do windy i zjechałam nią na dół. Całą rękę miałam zakrwawioną. Wysiadłam z auta.
-O kurwa-krzyknął Jaxon
-Jak ładna to pozdrów-puściłam mu oczko
-Co się stało-zapytała Mia podchodząc do mnie
-Mały postrzał, chłopacy wyciągnijcie pocisk, jest w siedzeniu-powiedziałam i  poszłam z Mią w stronę dużego stołu.
Usiadłam na nim a Mia oglądała ranę. Nie było tam pocisku czyli cały był w siedzeniu. Zrobiła mi opatrunek i mogłam iść do reszty. Jednak nie było mi to dane bo podszedł do mnie Beau.
-Co się stało, piękna-zapytał
Nic mu nie odpowiedziałam tylko odwróciłam głowę na bok żeby nie musieć na niego patrzeć.
-Teraz nie będziesz się do mnie odzywać-powiedział, złapał mnie za podbródek i odwrócił w swoją stronę
-Nie mamy o czym gadać-wydusiłam przez zęby.
Przez to co się stało nie umiałam z nim teraz 'normalnie' rozmawiać. Fakt to może trochę dziwne że najpierw gadamy, robimy naleśniki i rzucamy się żarciem a potem nie chcę z nim gadać ale cóż taka już jestem. Nie chciałam mu patrzeć w oczy. Nie teraz.
-Co ty myślisz? Że mogliśmy się przepierdolić i teraz mam spadać-mówił nadal trzymając mnie za podbródek
-Słucham? A co ty sobie myślisz? Że mogłeś mnie przepierdolić i teraz ma być wszystko ok? No chyba cię pojebało. Równie dobrze mogę oskarżyć cie o zgwałcenie mnie.
Rozejrzałam się dyskretnie po garażu. Jestem w czarnej dupie. Nie ma tu nikogo oprócz mnie i niego. No zajebiście.
-Wiem że tego chciałaś-o nie, teraz to przegiął
-Nigdy nie myślałam że jesteś takim...
-Sexownym i najlepszym w łóżku przystojniakiem?
-...Egoistom i skurwysynem.
Spojrzałam na drzwi windy które się otworzyły. Wyszli z niej wszyscy. Wyrwałam się Beau'owi i ruszyłam w ich stronę. Gisele usiadła na masce jednego z BMW a Han majstrował coś przy lusterku tego samego auta. Usiadłam obok Gisele.
-To szaleństwo. Nie jesteśmy w Brazylii.Teraz mamy latające samochody? Jakiś James Bond? To nie nasz styl-narzekał Roman
-Wyluzuj, biadolisz jak Scooby-Doo. " To nie nasz styl..."-Powiedział Tej udając wycie psa i przedrzeźniając tym Romana
-Kiedy kumpel do ciebie strzela to znak że trzeba spierdalać. Musimy stąd wiać. To mogło być moje czoło-kłócił się Rome
-Nie. Twój łeb jest o wiele większy-powiedział Tej i odszedł
Parsknęłam śmiechem tak jak Gisele i Han. Roman zaczął macać swoje czoło.
-Jak ręka-zapytała Gisele
-Bywało gorzej, jest ok.
-Wiedział że to ty-tym razem Han
-Patrzył mi prosto w oczy.
-Może tamten stary Ryan już nie istnieje.Choć żyje to już nie on...
-Nie odwraca się od rodziny. Nawet jeśli on sam to robi-zwróciłam się do niego-ok, chodźcie wszyscy-krzyknęłam
Poszłam z Hanem i Gisele do dużego stołu. Czas na naradę.
-Co o nich wiemy-zapytałam gdy byłam już na swoim miejscu
-Mają niestandardowe silniki. Słyszeliście te skrzynie, zmianę biegów w tym spychaczu-zapytał Tej
-Sekwencyjna ręczna skrzynia biegów-tym razem Han
-To nie są normalne silniki-dodała Gisele
-Raczej jak Turbo diesel rodem z Le Mans*-powiedziałam
-Wytrzymały na uderzenia-znowu Tej
-Hydraulika-Han
-Magnetyczne zawieszenie-powiedział Rome
Spojrzałam na Hobbsa który zrobił minę z lekkim podziwem w stylu " a nie mówiłem że wiedzą wszystko" do policjantki.
-Kto jest w stanie wyprodukować takie części- zapytał Han
-Kilka warsztatów w Londynie-powiedział Bri
-Warsztaty tuningowe nie dały by rady. Kopmy głębiej-powiedziała Tyna
-Han, Gisele, Roman, to wasze zadanie na jutro-rozkazałam-spotkamy się tu jutro i wtedy pojedziecie-powiedziałam
Kiwnęli głową.
-Dobra na dziś to tyle. Czas iść spać. Spadamy-powiedziałam
Chłopacy, ja i Tyna pojechaliśmy do domu. Każdy się wykąpał i poszedł spać. Długo nie mogłam zasnąć. Czułam że o czymś zapomniałam... KURWA! Miałam pogadać z Justinem. Ale ze mnie debil. Jak mogłam zapomnieć. Wzięłam telefon z szafki i napisałam do Justina.

Do: Justin
"Śpisz??"

Nie czekałam długo na odpowiedź.

Od: Justin
"Nie. Już myślałem że o mnie zapomniałaś, mieliśmy 'pogadać' ;) ^^"

Gdy to przeczytałam pomyślałam sobie "napalony dzieciak"

Do: Justin
"Zaraz będę"

Ubrałam się szybko w rurki i bluzę. Wyszłam cichutko z pokoju żeby nie obudzić Luke'a.
-Wybierasz się gdzieś-usłyszałam i zaraz się wyprostowałam
-Muszę coś załatwić-rzuciłam i zaczęłam ubierać buty
-A gdzie?
-A co, chcesz iść ze mną?
-Zależy gdzie.
-Jezu Jai, muszę iść do Justina pogadać z nim.
-Luke ma być zazdrosny?
-A to jakieś przesłuchanie? idziesz czy nie?
-Idę, chce zobaczyć jak oszukujesz mojego brata-zaśmiał się
W tym momencie zrobiło mi się nie dobrze. oszukuję? Luke'a? No właściwie to nie powiedziałam mu o tym co zaszło między mną a Beau'em. Muszę z kimś o tym pogadać. mimo że Jai brał to wszystko na żarty mi nie było do śmiechu ani trochę.Założyłam kurtkę i wyszliśmy z domu. Przeszliśmy ten kawałek do domu Justina. Drzwi otworzył Jaxon.
-Czemu ty zawsze otwierasz-zapytałam
On tylko wzruszył ramionami. poszliśmy do salonu gdzie siedział Justin.
-Hej-przywitał się-myślałem że bedziesz sama.
-A ja myślałam że tylko ja nie śpię. No hej. No to słucham. Od początku-powiedziałam siadając
-Właściwie to wszystko ci już powiedziałem.
-A masz jakiś adres albo coś tego kolesia-zapytałam
-Numer telefonu może być?
-No pewnie.
Justin napisał na karteczce numer i podał mi ją.
-Trzy tygodnie?
-Niecałe, damy radę?
-Pewnie że tak. Dobra ja pogadam z nim i ci powiem co i jak gdy będę wiedzieć,ok?
-ok.
-Dobra to my spadamy a wy idźcie spać. Jutro macie być u dziewczyn.
-Ok-powiedzieli zgodnie
-To pa-pożegnałam się
-Pa.
Wyszliśmy z Jaiem od nich i poszliśmy do siebie. Położyłam się spać i zasnęłam.
*następny dzień*
Gdy się obudziłam była 10. Luke jeszcze spał. Mój słodziutki śpioszek. Ubrałam się w krótkie spodenki, top i full capa. Zeszłam na dół. W kuchni był Jai.
-Hej-przywitałam się
-Cześć-powiedział oschle
-Coś ci jest-zapytałam siadając na blacie
-Nie, przepraszam.
-No spoko.
-A o co wczoraj chodziło z Justinem?
-Dowiesz się w swoim czasie.
Do kuchni weszła Tyna.
-Hejka.
-Siemka-przywitaliśmy się
-To co, szybkie śniadanie i spadamy do dziewczyn??
Tyna kiwnęła głową. Wzięłyśmy sobie po  jabłku i zaczęłyśmy je jeść. Nasze 'śniadanie'
-jedziesz z nami-zapytałam Jaia
-Ok.
Wzięłyśmy z Tyną kluczyki od aut. Napisałyśmy karteczkę do chłopaków że jesteśmy u dziewczyn i jak chcą to niech przyjadą.
***
Staliśmy przy stole z wszystkimi.
-Han, Gisele, Rome do roboty-powiedziałam-producent tego wozu doprowadzi nas do Shaw'a
-Chodźmy-powiedziała Gisele
-Pomogę wam-powiedziała policjantka
Han, Gis,Rome i ta policjantka poszli.
-Tej załatw wozy bez elektroniki którą można unieruchomić.Mają być szybkie-powiedziałam a Tyna się zaśmiała.
-Robi się-powiedział Tej
-Nie ma potrzeby.Nasi ludzie już nad tym pracują-powiedział Hobbs
-Hobbs zajmę się tym-powiedział Tej
-To może być interesujące-stwierdziłam
-A właśnie, ten pocisk to pocisk pełnopłaszczowy 5.45x18mm. Pasuje tylko do pistoletu PSM. w Wielkiej Brytanii taka broń jest zakazana dlatego łatwo można znaleźć jej właściciela. Opłacało się długo być gliną.-mówił Bri
-Lombard
Martyna's POV

Pojechałam z Brianem do lombardu. Miałam przy sobie pocisk który Bri wyciągnął z siedzenia. Weszliśmy do środka. Niewielki sklep. Z boku siedziało dwóch typków i jeden za okienkiem. Brian stał blisko drzwi a ja podeszłam do okienka. Wyciągnęłam pocisk z kieszeni i pokazałam go przez szybę sprzedawcy.
-Szukam właściciela tego-powiedziałam
-Tu nie informacja-powiedział i kiwnął głową do tamtych.
Wstali i szli w moją stronę ale Brian ich zatrzymał uderzeniem głowa o głowę plus kilka ciosów. I takim oto sposobem leżeli na podłodze. Ja w tym czasie złapałam za koszulkę faceta za ladą i mocno przycisnęłam go do okienka.
-Przyjrzyj się dokładnie-powiedziałam
-Tydzień temu jakiś chłopak wykupił cały towar.
-Chłopak? Jak wyglądał?
-Ciemne włosy, wysoki, chyba niebieskie oczy, twardziel, podobno lubi się ścigać-powiedział
-Gdzie się ściga?
-Wyglądam jak fan wyścigów?
Uderzyłam nim mocno o szybę a on opadł na blat.
-Nie, nie wyglądasz.
Wyszłam z Brianem z lombardu,  jechaliśmy do bazy.
*Marlena's POV*
Dziewczyny poszły do domu bo narazie nie musiały nic robić, dopiero jak przyjedzie Tej z autami to przyjdą. Martyna pojechała z Brianem, Gisele, Roman, Han i policjantka jeszcze nie wrócili no i Hobbs pojechał z Tejem. Chłopacy nie przyjechali więc pewnie śpią, sąsiadów też nie ma. Jestem tylko z Jai'em. Siedzieliśmy w ciszy. Próbowałam się skupić i pomyśleć o ich wozach. Oglądałam zdjęcia na ekranach. Przełączyłam zdjęcia ich aut na ich twarze. Na wszystkich sześciu ekranach pojawiły się ich zdjęcia ale tylko jeden przykuł moją uwagę. Ryan. Nie mogłam na niczym się skupić.
-Czemu jesteś rozproszona-zapytał Jai
-Wydaje ci się-próbowałam uniknąć tego tematu
-Znam cię, coś cię rozprasza. Widzę to.
-Sorry ale nie mam ochoty na rozmowę-powiedziałam i szłam w stronę auta
-Czyż byś się bała?
-Ja się niczego nie boję-powiedziałam i odwróciłam się w jego stronę
-To czemu mi nie powiesz?
-Bo...bo...bo są sprawy o których nie powinno się mówić innym.
-Chodzi o Luke'a.
-Nie...tak...może... nie twoja sprawa.
Drzwi od windy się otworzyły. Dziękuję. Nie będę musiała mu nic więcej mówić.
-Wrócimy do tej rozmowy-powiedział Jai
~~~~~~~~~~~~
Sory jak są błędy ale jestem wykończona i nie mam siły.
* Le Mans-to miasto we Francji. Miasto jest znane głównie ze sportów motorowych - znajduje się tu jeden z najsłynniejszych torów wyścigowych na świecie, na którym rozgrywany jest 24 godzinny wyścig Le Mans. :) Do następnego!! Miłych wakacji!! Komentujcie!!!