piątek, 5 maja 2017

Rozdział 40-ostatni

-O matko-powiedzieli zgodnie bracia gdy weszli do garażu- wszystko wasze?
-Właściwie to Leny-zaśmiał się Brian i przybił piątki z nimi.
-Coraz bardziej mi się podoba-rzucił Grzesiek, mógłby się ogarnąć chociaż tu.- To co jest do roboty?
-Chcę mieć tamtego Aventadora w czarnym chromie, tamte Camaro ma mieć na masce i dachu czarny coś jak mat, GT-R czarny metalik, niebieskie rury-wskazywałam na auta- tamte Lambo ma być w moro, BMW zróbcie jak chcecie, body kit, wiecie. Dacie radę?
-Jest jeden warunek-Rafał był bardzo poważny.
-Jaki?
-Chce się z tobą przejechać samochodem-uśmiechnął się.

Zaczęliśmy się śmiać.

-Nie ma sprawy. Po ulicy czy torze?
-Tor!

***

Pojechaliśmy na tor bo i tak mieliśmy dziś ćwiczenia. Brałam w nich udział jak zawsze, do wesela zostały 2 tygodnie więc luz. Przewiozłam Rafała tak jak obiecałam a on cieszył się jak głupi. Driftowaliśmy w trójkach a jemu się to cholernie podobało.

-Grzesiek spróbujesz-zapytał go brat gdy wysiedliśmy
-Od samego patrzenia chce mi się rzygać.

Usłyszałam warkot silnika i się odwróciłam. Koło nas zatrzymały się właśnie dwa Chargery a z nich wysiedli Luke, Theo i Brad.

-Hej skarbie.
-Hej, cześć, co tu robicie?
-Przyjechaliśmy potrenować.

O cholera.

***

3 dni później zadzwonił do mnie Rafał, żebym przyjechała zobaczyć Camaro. Jechałam do nich Lykanem, z którym teraz praktycznie się nie rozstawałam, z czego Jax się śmiał. Jak to mi przypominał "nie bo to za drogi prezent", a że teraz ciągle nim jeżdżę. No bo go lubię bardzo. Killer wyglądał przed szybę pasażera. Zajechałam do chłopaków i zanim wysiadłam oni już stali i oglądali auto.

-Dziewczyno! Jak mi powiesz, że masz rakietę kosmiczną... To się nie zdziwię- Grzesiek oglądał dokładnie auto.
-Rakietę nie, ale mam samolot.
-Kurwa skąd ty bierzesz na to kasę...
-Kiedy kręcą się koła, kręci się mój licznik w banku-puściłam mu oczko i weszłam z Rafałem do garażu a Killer podreptał za nami.
-Oto i on-wskazał
-No nawet, nawet ale...Maska mi się nie podoba, zróbcie mniej. A jak reszta?
-Ze 4 dni i wszystkie będą gotowe-dołączył do nas Greg.
-To świetnie. Mówiłam, że jeżeli mi się spodobają to podstawię Wam Veyrona, Mercedesa... i może Lykana?
-Nie...
-To już wiecie.

***

Na następny dzień miałam wywiad dotyczący chłopaków.

-Jak państwo wiecie trwa dyskusja na Twitterze-powiedział redaktor do kamery i zwrócił się do mnie-Jak reagujesz na prośby o autografy, zdjęcia?
-Za każdym razem mnie to dziwi ale zgadzam się oczywiście. Pozdrawiam 4 dziewczyny z McDonald's-pomachałam do kamery.
-Czy to prawda, że Zayn Malik odszedł z zespołu? Dlaczego?
-Zayn nie czuł się dobrze w boysbandzie. Nie chodzi o atmosferę, po prostu powiedział, że... od początku wolał występy solo, że zespół to nie dla niego, dlatego zgłosił się do programu sam a nie w towarzystwie.
-Jak się z tym czujesz?
-Jest mi przykro, że zostawił chłopców ale cóż, taką decyzję podjął i nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. Mam nadzieję i będę mu kibicować, że droga solowa będzie dla niego dobra-uśmiechnęłam się.- Wie, że może na mnie liczyć.
-Dobrze, więc przejdźmy do pytań od fanów.- Na ekranie pojawiły się tweety, przewijał je i wybierał niektóre- jak przygotowania do ślubu?-przeczytał jedno z pytań
-Dobrze, czekam na suknię i wszystko gotowe.

Czytał kolejne pytania na które odpowiadałam. Mijał tweety typu ,,'czym się pani zajmowała' co za debilne pytanie" , "mógł się przygotować do wywiadu" itp.. Nagle jeden tweet przykuł moją uwagę.

-Niech pan cofnie-poprosiłam a on cofał-stop.

Na ekranie wyświetlał się tweet "Jezu dziewczyny ona nas pozdrowiła" z oznaczeniami 3 innych kont.

-Poproszę mój telefon-poprosiłam a jeden facet z ekipy podał mi telefon. Weszłam na TT i zaobserwowałam te 4 dziewczyny.-Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy- uśmiechnęłam się do kamery.

Na ekranie pojawiały się tweety "cudowna kobieta", "jaka ona fajna", "cieszę się, że chłopcy/Justin ją mają"

-Co myślisz o osobach, które cię nie lubią?
-Mają do tego prawo. Nie znaczy to, że ja zaraz również ich nie lubię. Każdy ma prawo do swojej opinii.

Zobaczyłam, że mam nieodczytaną wiadomość. Od Zayna.

"Dziękuję.".

***

To już dzisiaj. Mój wieczór panieński. Nie mam pojęcia gdzie idziemy ale podobno do jakiegoś klubu. Wszyscy goście z daleka też już są. Już jutro powiem te najważniejsze "Tak" w swoim życiu i już nie będę Marlena Ross, tylko Brooks, choć rozważam jeszcze pisane z myślnikiem... Ale nie, będzie Brooks. Tak, zdecydowanie. Od rana chłopacy zaczęli szykować salon. Wieszali balony, serpentyny, ustawiali krzesła, chłodzili alkohol.

-Tylko proszę was nie pijcie za dużo... Nadrobimy na weselu, nie chcę, żeby Luke bełkotał przy ołtarzu i to nieświadomie-patrzyłam na nich i groziłam palcem.
-Spokojnie, spokojnie, nikt nie będzie bełkotał-zapewniał mnie Jai.
-Dużo osób będzie-zapytałam z ciekawości pijąc kawę
-Nie, nie, tylko kilka.
-Nie podpalcie domu ani go nie staranujcie, nie przestawcie, nie przewróćcie i ma być taki jak go zostawię.
-Spokojnie-Steph dał mi buziaka w czoło

Do kuchni wszedł Theo w dresach.

-Ile mam ci mówić, że tu się tak nie chodzi?
-A tak, zapomniałem-ściągnął spodnie i stał teraz w samych bokserkach.
-Jesteś okropny.
-Za to mnie kochasz-cmoknął w powietrzu.
-Zrobiłbyś sobie taką dziarę jak masz w filmie.
-Jaką?

Chłopcy przyglądali się naszej rozmowie z ciekawością.

-Ta co ci na szyję wchodziła, Cztery.
-Aaa...Czy ja wiem.
-Fajna była, sama bym sobie taką zrobiła.
-No ja też. Ale nie mam miejsca-zaśmiał się Steph.

Zaczęliśmy się śmiać. Poszłam z Tyną do kuchni.

-Jak z Jai'em?
-Po staremu.
-Stara pogadaj z nim.
-Kocham go i cholernie mnie boli ta kłótnia, chce żeby było po staremu, jak przed tą akcją.
-On też cię kocha.
-Skąd wiesz?
-Bo stoi za tobą i się szczerzy.

Porozmawialiśmy jeszcze jakiś czas z chłopakami i musiałam już się zbierać bo Tyna mnie poganiała.

***

Szampan był zajebisty, tak pyszny, z malinami. Mmm... Do tego pełno owoców i pysznego jedzenia. Dziewczyny się serio postarały! Byłam na kilku wieczorach panieńskich ale żaden nie był tak świetny jak mój! Dziewczyny zamówiły striptizerów co było trochę niezręczne...ale to mój ostatni dzień 'wolności'. Jutro zaczynam... Właściwie to za kilkanaście godzin zaczynam nowe, szczęśliwe życie ze wspaniałym Luke'iem jako moim mężem. Moja rodzina będzie jeszcze większa... Byłam ciekawa jak tam wieczór kawalerski Luke'a... Po występie striptizerzy usiedli z nami, pili drinki i rozmawiali. Bardzo fajne chłopaki!

-Lena jeszcze możesz wszystko odwołać-krzyknęła Kel, która była już nieźle wstawiona- No patrz jakie tu masz sztuki.
-Nie, nie, nie! Nie namówisz mnie!
-Jeszcze zobaczymy!

Zaczęłam sobie wspominać wszystkie wspólne chwile z ekipą. Ostatnio trochę ich zaniedbałam przez te wesele i trasy chłopaków. Uśmiechnęłam się na wspomnienia wspólnych grillów.

-Co się tam tak szczerzysz-zapytała Iggy
-Wspomnienia...

Dziewczyny zaczęły dyskusję o wspomnieniach. Grille, obiady, zakupy, wyścigi, imprezy. Mi przypomniało się co innego. Kiedy siedziałam z chłopakami w domu i przyszedł Martin z początkami nowej nuty prosząc, żebym mu pomogła z nią... Albo jak poszłam po Liama i resztę, żeby przyszli na obiad. Siedział z nimi... Chyba miał na imię Ed...Tak, raczej Ed. Chłopcy tak mnie zachwalali, że ten poprosił, żebym przejrzała jego teksty na nową płytę. Śpiewające tygodnie ze Stephenem. Albo wspólne trasy z chłopakami i szaleństwo w autobusach... To było coś!

-Albo ta słynna zapiekanka Leny-słowa Mii sprowadziły mnie na ziemię
-Noo... Kiedy ją zrobisz?

Zaczęłam się śmiać.

-W najbliższym czasie, dam wam znać.
-Będę miała zajebistą synową-Gina przytuliła mnie

***

-Dobra laski, ja się zwijam... Nie chcę wyglądać jak trup przy ołtarzu.
-No tak, drzemka dla piękności-zaśmiały się
-Stara no... nie idź jeszcze. To twój panieński!
-Wiem, ale jestem zmęczona. Dokończymy kiedy indziej, ok?
-Luke ci pozwoli?
-Jak nie to wyślę go w trasę.

Dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Było trochę ciszej bez Kel, która wyszła niedawno, ale nadal było głośno.

-Wyśpijcie się i widzimy się w kościele-cmoknęłyśmy się po kolei w policzek na pożegnanie i razem z Tyną wyszłyśmy.

Wsiadłyśmy do Hondy i odjechałyśmy w stronę domu rozmawiając.

***

-Hej chłopaki-wetknęłam głowę do salonu gdzie chłopacy akurat pili kolejkę.
-Wy już?!
-Nie przeszkadzajcie sobie. Idziemy spać-uśmiechnęłam się słabo i przejechałam wzrokiem po pokoju-gdzie Luke?
-Na górze. Już go tak nie pilnuj. My to robimy!
-Wariaci.
-Chodź wypij z nami.

Podeszłam do kanapy i wzięłam kieliszek od Jai'a. Beau nalał do niego wódki i unieśliśmy  kieliszki w górę.

-To za najlepszą bratową! I szwagra!

Wypiliśmy po czym odstawiłam kieliszek i po prośbie o przystopowaniu z alkoholem ruszyłam na górę. Otworzyłam drzwi od sypialni i zapaliłam światło bo było cholernie ciemno. Ale to co ujrzałam przed sobą zwaliło mnie z nóg. W moich oczach zaczęły się zbierać łzy. Nie wierzę. Odwrócili głowy w moją stronę.

-Ty suko!-krzyknęłam na Kelsey, która jeszcze przed chwilą pieprzyła się z  Luke'iem w moim łóżku!
-Lena-zaczął Luke i wstawał z niej ubierając szybko spodnie.

Zbiegłam szybko po schodach w towarzystwie wołania Luke'a, żebym się zatrzymała. Z salonu wyszli wszyscy na korytarz, żeby zobaczyć co się dzieje. Luke krzyczał coraz głośniej. Wybiegłam z domu i natychmiast wsiadłam do auta. Odjechałam z piskiem opon widząc w tylnych lusterkach jak Luke wybiega i wsiada do samochodu. Widoczność przysłaniały mi łzy a dźwięk dzwoniącego telefonu cholernie irytował. Jechałam przez centrum, które o tej porze było prawie puste jeśli chodzi o ruch na drodze. Było za to pełno pieszych. Złamałam już tyle przepisów... ale miałam to gdzieś. Chciałam być jak najdalej od niego. Obiecał mi... Obiecał, że tego nigdy nie zrobi. Otarłam łzy spływające po policzkach i zauważyłam, że Luke jest tylko kilka metrów ode mnie. Przyspieszyłam  i skręciłam w prawo. Zaczęłam trąbić na ludzi, którzy przechodzili przez przejście. Uciekali a ja jechałam dalej. Niestety on też. Po chwili poczułam ból. Nie wiedziałam co się dzieje. Ktoś uderzył we mnie i zaczęłam dachować...

*Luke's POV*

Zatrzymałem się natychmiast kiedy zobaczyłem jak jej auto dachuje. Byłem cholernym idiotą! Jak mogłem jej to zrobić. Wysiadłem z samochodu i podbiegłem do Hondy kiedy już przestała dachować. Z tyłu pojawił się ogień. Otworzyłem drzwi i wyciągnąłem nieprzytomną Lenę. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem szybko do swojego samochodu. Położyłem ją na tylnym siedzeniu a Honda wybuchła...

-Skarbie-ucałowałem jej czoło i zająłem miejsce kierowcy. Ruszyłem i kierowałem się do szpitala.


***

-Pomocy! Potrzebny lekarz!-krzyczałem kiedy wbiegłem do szpitala.
-Co z nią?-zapytał lekarz-Jak się nazywa?

Położyłem ją na łóżko, które podstawił i biegliśmy przez korytarze.

-Miała wypadek. Dachowała. Wyciągnąłem ją z samochodu. Marlena Ross.

Na odpowiednim oddziale koło nas pojawiło się pełno pielęgniarek, zabrali ją na salę i nie pozwolili mi tam wchodzić. Oparłem się o ścianę i czekałem. Zobaczyłem jak przez korytarz biegnie jakiś lekarz z teczką i wbiega do pokoju, w którym leżała moja mała. Zadzwoniłem do Doma.

-Dom jestem w szpitalu, Lena miała wypadek.
-Zaraz będziemy.

Podałem mu jeszcze oddział i adres. Czekałem jakby całą wieczność aż ktoś wyjdzie z sali i powie co z nią. Po 10 minutach, które ciągnęły się jak cholera, na korytarzu pojawił się Dom a za nim cała reszta. Dosłownie. Ekipa, Niall z bandą, Jax, Justin, bracia z Danielem i Jamesem, mama, Theo, Brad i Stephen.

-Co z nią-zapytali
-Nie wiem, jeszcze nikt nie wyszedł.

Powiedziałem co się stało i czekałem aż mi przypierdolą ale nic takiego się nie stało.

-Jeśli coś jej się stanie to nie podarujemy ci tego-przede mną stanął Steph, Theo i Brad.

Po jakimś czasie na korytarz wyszedł lekarz. Ten, który wszedł do pokoju najpóźniej.

-Luke Brooks?-zapytał
-To ja-stanąłem natychmiast przed nim
-Przykro mi, ale nie udało nam się uratować dziecka. Natomiast pani Ross... Jej stan nie jest najlepszy. Straciła sporo krwi, jest słaba.
-Ale... Jakiego dziecka?
-To pan nie wie? Pani Ross była w 3 miesiącu ciąży. Prowadziłem jej ciążę.

Opadłem na krzesełko. Miałem mieć dziecko... które straciłem przez własną głupotę...

-Ale my się dzisiaj pobieramy...
-To chyba raczej nie w kościele.
-Mogę do niej wejść?
-Jest bardzo słaba. Nie ma z nią najlepszego kontaktu... Musi odpoczywać.
-Proszę...
-Eh.. No dobrze. Ale proszę jej nie przemęczać.

Niemal wbiegłem do sali w której była już tylko ona. Była podpięta do tych wszystkich maszyn. Usiadłem na krzesełku obok niej i złapałem jej dłoń.

-Przepraszam cię bardzo. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. To było nie...- nie dokończyłem
-Tyna-wyszeptała tak, że ledwo ją usłyszałem
-Ma przyjść?

Przytaknęła lekko głową. Ucałowałem jej czoło i wychyliłem się na korytarz.

-Martyna, Lena cię prosi.

Była zdziwiona ale weszła natychmiast i stanęła przy łóżku łapiąc jej dłoń.

-Jestem.

Lena lekkim gestem dłoni dała znak, żeby Tyna się pochyliła więc to zrobiła.

-Godnie mnie zastępuj-wyszeptała i maszyny wokół niej zaczęły strasznie hałasować. Na ekranie pojawiła się pozioma kreska.
-Proszę opuścić pokój!-lekarze wyrzucili nas z pomieszczenia.

Stanąłem obok okienka, żeby widzieć co się dzieje. Reanimowali ją, robili wstrząsy czymś. Po chwili pielęgniarka zasłoniła okno i już nie widziałem co się dzieje. Podeszła do mnie Gina i pocierała po plecach mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Modliłem się, żeby tak było. Minęło kilka minut i wyszedł do nas lekarz.

-Niestety... Nie udało nam się jej uratować. Przykro mi. Możecie państwo wejść i się z nią pożegnać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i tak oto kończymy.
Dziękuję tym, którzy zostali ze mną do końca.
Zapraszam Was na inne opowiadania mojego autorstwa na Wattpadzie.
Napiszcie mi czy chcielibyście drugą część ROD!
Buziaki! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz