poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 33

Stałam i gapiłam się na osobę przede mną tak samo jako on na mnie.

-Hej słońce-wyszeptał po chwili-nie przywitasz się z dupkiem?

Na jego słowa rzuciłam mu się na szyję, a on mnie mocno objął i przycisnął do siebie jeszcze mocniej.

-Tak bardzo tęskniłem. Dlaczego się nie odzywałaś?
-Nie wiem...Też za tobą tęskniłam.

Gdy mnie puszczał dał mi buziaka w czoło. Odwróciłam się i przytuliłam Jaxona. Dałam mu buziaka w policzek.

-Dziękuję-wyszeptałam
-Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.

***

Po tym jak reszta w końcu go zostawiła, mogłam na spokojnie z nim porozmawiać o tym co działo się przez te 4 lata. Będę wdzięczna Jaxonowi do końca życia. Sprowadził go. Mojego brata. Do mnie.
Kolejny dzień minął nam na próbach i sprawdzaniu czy na pewno wszystko mamy. Z resztą! Kolejny dzień, dzień koncertu, nie był lepszy. Od rana byliśmy na arenie. Wszystko szło dobrze. Wszystkie treningi...Prócz tego jednego.

-Ej jest ok!-Jaden położył dłoń na moich plecach
-Jak jest ok jak jemu nic nie wychodzi! W sali było ok a tu nie-wyrwałam się
-To może spróbuj starej metody...
-Nie wiem czy to dobry pomysł...
-Chociaż spróbuj, może akurat.
Poszłam do Justina, złapałam go za rękę i poprowadziłam na koniec najbardziej wysuniętej w stronę widzów części sceny.
-Stań tu i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że nikogo tu nie ma, jesteś sam, sam na tej scenie. Pod sceną, przed tobą są miliony dziewczyn i chłopców, twoich fanów. Wszyscy krzyczą twoje imię, a ty stoisz nie mogąc zrobić żadnego ruchu. Ośmieszasz się. Jesteś gorszy od tancerzy, od każdego. Bez publiczności jesteś nikim! Teraz musisz zadecydować czy chcesz być kimś niewidzialnym, pośmiewiskiem-nikim czy Justinem Bieberem, dla którego żaden ruch nie jest problemem. Wybór należy do ciebie. Pomyśl, że gdzieś tam, wśród fanów jest twoja mama i Jazzy, że robisz to dla niej. Wybieraj. Justin Bieber czy nikt...
-Przecież to niemożliwe.
-Myśli czasami się spełniają-powiedziałam i odeszłam podchodząc do Jadena
-I co-zapytał
-Zrobiłam mu mały mętlik w głowie.
-Myślisz, że zadziała?
-Zaczynamy-krzyknęłam
Po tym co mu powiedziałam wziął się w garść i było ok. Dawał radę. Wychodziło mu.

 -Kelsey dzwoniła do Michaela-krzyknęłam
-Tak!

Usłyszałam dźwięk swojego telefonu informujący o nowym smsie

'Czemu nie mówiłaś, że to ty?!
 Będę dzisiaj. x'

Sms był od Chrisa. No wcale, kurwa, nie mówiłam!

-Dobra zaczynamy!

***

-Kurwa gdzie oni są?! Za 2 godziny koncert!!!
-Dobra rozdzielimy się i musimy ich znaleźć.

Poszłam z Jaxonem szukać tej cholernej dwójki. Rudej i jednego chłopaka. Po ok. 5 minutach usłyszałam męski głos w krótkofalówce.

-Lena znaleźliśmy.
-Ok. Gdzie?

Podał mi numer drzwi więc ruszyliśmy w ich stronę.

-Gdzie są-zapytałam gdy byliśmy na miejscu
-W środku-wskazał na drzwi

Zmarszczyłam brwi i otworzyłam drzwi.

-Kurwa-zamknęłam je szybko-możecie skończyć to co robicie i łaskawie wyjść do nas-warknęłam

Po kilku sekundach ruda i jej kolega wyszli z pomieszczenia ze spuszczonymi głowami.

-Pojebało was-krzyknął Justin
-No właśnie-przytaknęłam mu
-Sorki no...Już się szykujemy-chcieli odejść ale Jaxon ich zatrzymał
-Chyba nie myślicie, że w takim stanie wypuszczę was-warknęłam
-Ale nam nic nie jest.
-No wcale. A kto się naćpał i schlał?? Wy!! Nie ma mowy, że wystąpicie!
-Ale....
-Żegnam-warknęłam po raz kolejny

Jaxon kiwnął im głową dając znak, żeby poszli jednak oni zostali.

-Em...Dobra zrobimy tak. Zastanówcie się nad wyjściem z tej sytuacji. Jaxon zrób kontrolę w tancerzach bo może ktoś jeszcze wypadnie. Przećwiczcie sobie kroki a ja wracam za maks.30 minut. Ok?
-Ok-usłyszałam chór

Założyłam kurtkę bo było dziś trochę chłodno i wyszłam z areny kierując się do auta.

***

-Chłopacy gotowi-krzyknęłam gdy weszłam do ich domu
-Tak, tak. Możemy jechać-stanęli przede mną
-Zayn?
-Tak?
-Gdzie masz kolczyki?
-Eee...na górze.
-To wypierdalaj po nie-uśmiechnęłam się a on poszedł- macie wszystko?

Pokiwali głowami i kiedy Zayn wrócił mogliśmy jechać.

***

-I co wymyśliliście-zapytałam gdy weszłam do pomieszczenia, w którym byli wszyscy
-Reszta jest czysta. Tylko oni. I upierają się, że wyjdą.
-Jaja chyba jakieś-wyszłam z pomieszczenia i nie zwracając uwagi na wołanie mnie, wyszłam z areny.

Wyciągnęłam papierosy, odpaliłam jednego i zaciągnęłam się w celu uspokojenia się. Nagle nie wiadomo skąd wziął się przede mną Justin i przytulił mnie.

-Lena spokojnie, uspokój się, nie pozwól, żeby ta dwójka debili zjebała ci całą robotę. Tyle się starałaś i teraz chcesz to zostawić?
-A co mam innego zrobić?
-No jest jedno rozwiązanie...
-Jakie?
-Naprawdę nie wiesz?
-Nie, nie ma mowy!
-Ale...
-Chce zostać sama.
-Lena...
-Przepraszam Cię! Przepraszam za wszystko! Tak cholernie się starałam, żeby ten koncert był świetny! Wiem, że spierdoliłam wiele rzeczy ale tak strasznie się starałam!!! Przepraszam Cię-wybuchłam
-Lenuś skarbie to nie twoja wina, tylko ich. Nie masz za co mnie przepraszać! Odwaliłaś kawał dobrej roboty. I to nie ty tylko ja spierdoliłem wiele rzeczy. Nie wiem jak Ci dziękować za to co zrobiłaś dla mnie, żeby ten koncert w ogóle się odbył! Kocham Cię...

Odwróciłam się do niego tyłem a on przyciągnął mnie do siebie. Paliłam dalej a on co chwilę trącał mnie nosem w ucho. Po kilku minutach przyszli chłopacy i zaczęła się podobna śpiewka. Kiedy skończyli poszliśmy do tancerzy.

-No i co teraz-zapytałam-Jaxon ty jako jedyny znasz układy. Zatańcz za niego.
-Ok. Ale ty musisz zatańczyć za nią. Bo jest nierówno.
-Ok.
-Ubierz to-Justin podał mi jakieś ubrania
-Nie, zakładam strój jak każdy.
-Załóż to, chce Cię odróżnić.
-Nie!
-Zrób to dla mnie-Jus zrobił maślane oczy
-Nie! Już za dużo zrobiłam. Obiecałam, że pomogę więc pomogłam. Nie ma mowy.
-Skoro nie chcesz tego zrobić dla niego to zrób to dla mnie.
-Nie.
-Lena zrobiłaś dużo. Włożyłaś w ten koncert całe serce i wiele energii. Pamiętasz jak tancerze cię wkurzali? Teraz chcesz zaprzepaścić to wszystko?-krzyknął Jax

Popatrzyłam na tancerzy.

-Radzili sobie na treningach to i teraz sobie poradzą.
-Zrób to, proszę-usłyszałam głos rudej
-Ty się lepiej nie odzywaj-powiedziałam do niej
-Prosimy. Tylko ty i Jaxon możecie uratować Justina-powiedział tancerz.
-Eh..No ok. Który to już raz ratuje Ci dupę?-zapytałam.
-Przestałem liczyć. Zakładaj to.

Ubrałam strój od Justina.

-Nie miałeś długich spodni?
-Mogę Ci dać takie jak mam do Boyfriend.
-Te dresówki?
-No.
-Eh... Macie szczęście, że jestem przygotowana na przećwiczenie układów z wami.
-Jak to?-zapytał Justin.

Pobiegłam do auta iwróciłam w długich spodniach z opuszczonym krokiem.

-Ok!-krzyknął Jax
-Ciekawe ile miejsc wolnych-wypalił Justin
-Zero. Bilety wyprzedały się w pół godziny. Jest komplet-powiedziałam a on zbladł.

***

-Boże spraw, żeby każdy z nas zapamiętał ten dzień do końca życia i aby każdy z nas zrozumiał odpowiedzialność za to co robimy-powiedział Scott, który prowadził modlitwę przed koncertem.

Nagle podszedł do mnie Justin i mocno mnie przytulił.

-Dziękuję-wyszeptał
-Dasz radę.

Justin stanął koło mnie gdy mnie puścił.

-Słuchajcie, wiem, że już to wam mówiłam, ale powtórzę. Jestem z Was cholernie dumna, z ciebie też Jus. Mam nadzieję, że dacie radę. Tańczcie tak jak na treningach a będzie zajebiście. Powodzenia! Jaxon dasz radę!-powiedziałam i zrobiliśmy jeszcze grupowego misiaka i tancerze wyszli na scenę.

Pomogłam jeszcze ekipie zapiąć Justina do skrzydeł, które Scott trzymał w garażu a my je przywieźliśmy, i po tym jak dałam mu buziaka w policzek też wyszłam na scenę. Koncert się rozpoczął. Justin razem ze skrzydłami zaczął 'wlatywać' na scenę a fani zaczęli piszczeć, wiwatować, krzyczeć i klaskać. Szaleństwo! Justin gdy już był na scenie chwilę po niej pochodził po czym powiedział 'Let's go' i wszystko się zaczęło. Szło nam fajnie. Jus mówił do fanów. Było na luzie. 'All around the world' śpiewał z Tejem, 'Take you' sam, 'Catching feelings', 'One time', 'Eenie Meenie', 'Somebody to love' też po czym miał iść się przebrać. Jednak najpierw powiedział:

-A teraz chciałbym abyście poznali kobietę, dzięki której tutaj jesteśmy. Dzięki której w ogóle to się odbywa. Uwaga! Oto Marlena Ross-po jego słowach fani zaczęli piszczeć i krzyczeć a ja podeszłam do niego.-No to na chwilę Was z nią zostawiam-Jus wręczył mi mikrofon i poszedł.
-Hej wszystkim! Jak się bawicie?-w odpowiedzi usłyszałam piski-Justin powiedział prawdę. Ten koncert prawie by się nie odbył, ale nie darowałabym mu gdyby was zawiódł. Mam nadzieję, że spodoba Wam się całe show!

Potem było 'Love me like you do', 'She don't like the lights', 'Die in your arms', na 'Where are u now' fani wariowali, 'Out of town girl', 'Be alright' i 'Fall' po czym była dłuższa przerwa, którą zobowiązałam się wypełnić. Przejęłam mikrofon a tancerze i Jus poszli.

-Słuchajcie teraz czas na niespodziankę. Em... Myślę, że może niektórzy z Was ich znają a jeżeli tak to zaśpiewajcie kawałek ze mną. Gotowi? And we danced all night to the best song ever-skończyłam a fani śpiewali dalej- oto One Direction!-krzyknęłam a fani zaczęli szaleć kiedy chłopacy wychodzili. Założyłam pasek od gitary i stanęłam z boku bo obiecałam, że zrobię chórki.

Nie wiem dlaczego ale największy szał był na solówkach Harry'ego i Zayn'a. Chłopacy zaciągnęli mnie i tańczyłam z nimi best song ever a z Niallem co chwilę się wygłupialiśmy. Liam i Louis polewali się wodą no i Niall skakał. Ta... to ten co miał operację na kolano. Widać, nie? Następne było 'Midnight memories'. Cóż, nie mogę powiedzieć, że wśród fanów było cicho... Ciekawe, że fani Justina to też fani chłopaków. Głównie pomagałam chórkami Zayn'owi. Cieszyłam się, że mamy z Niall'em gitary elektryczne. Super widokiem były tańce Liam'a i Niall'a. A fani? Istne szaleństwo. Liam najczęściej mówił coś do fanów. I jako, że miał w swoim posiadaniu pistolet na wodę nawet ja oberwałam. Harry podszedł do mnie z butelką wody.

-Dajesz-powiedział i spojrzeliśmy na Liam'a, który widząc nasze miny zaczął uciekać.

Zaczęliśmy biec za nim. Gdy go dorwaliśmy oblaliśmy wodą a ten poślizgnął się na wodzie, która była na scenie i przewrócił się ciągnąc za sobą chłopaków. Stanęłam nad nimi i zabrałam jednemu mikrofon.

-Oto właśnie One Direction-zaśmiałam się a Niall pociągnął mnie tak, że wylądowałam na nich w dodatku twarzą w twarz z Niall'em. Zaczęliśmy się śmiać.
 -Lena złaź ze mnie skarbie ile ty ważysz?!-zaśmiał się Harry
-Mniej niż ty!

Fani usłyszeli to bo mieliśmy z Harrym mikrofony przy twarzach, więc zaczęli się śmiać. Gdy wstaliśmy był czas na 'Little White Lies'. Chłopcy znów zaczęli szaleć tak jak i tłum. Fajerwerki wystrzeliły już któryś raz a Harry zaczął swoje szaleństwo. Zaczął wybijać ręką rytm i zarzucał głową. Ku mojemu zdziwieniu podszedł do mnie Zayn, który był lekko smutny. Przytulił się do mnie, a ja, żeby nie wyglądało to dziwnie zaczęłam się ruszać i szepnęłam 'tańczymy', co zrobił. Jego oczy były smutne. Byłam zaniepokojona.

-Wszystko ok?-zapytałam a on pokręcił głową na nie-porozmawiamy po koncercie, dobrze?
-Ok.

Zayn odszedł a za mną stanął Harry i udawał, że gra na gitarze co mnie śmieszyło. Przyszedł czas na 'What makes you beautiful'. Fani cały czas piszczeli. Serpentyny wyleciały w tłum a Niall zaciągnął mnie na środek sceny. Zaczepiłam Liama i powiedziałam mu bezgłośnie 'zrób to' na co zaczął się cieszyć jak dzieciak. Cieszyłam się, że wybraliśmy tylko wesołe, takie żywe piosenki. Publiczność się wyszaleje i będzie nakręcona na piosenkach Justina. Chłopacy ustawili się już pod koniec tej piosenki w grotę i Harry śpiewał swoją solówkę. Liam kiwnął żebym podeszła więc zaszłam ich od tyłu. Złapaliśmy z Liamem za szlufki spodni Harry'ego i pod koniec jego solówki ściągnęliśmy je w dół i się rozeszliśmy. Chwilę zajęło mu założenie spodni bo były bardzo ciasne. Sam nie dał rady więc poprosił mnie o pomoc co musiało wyglądać trochę komicznie. Kiedy już je wciągnęliśmy na jego tyłek zaczęłam się śmiać i podszedł Liam.

-Sorry stary-powiedzieliśmy zgodnie

Oczy Harry'ego się rozszerzyły i usta również, w uśmiechu. Zaczęliśmy się śmiać jeszcze bardziej. Kolejną piosenką było 'Why don't we go there' podczas której chłopacy szaleli jeszcze bardziej o ile to tylko możliwe. Niall skakał co chwilę, Liam tańczył, Zayn kręcił biodrami wkoło i w przód i w tył, Harry kręcił głową na każdą stronę i wybijał bit rękami, jednak po chwili mu się znudziło i zaczął łapać chłopaków za krocza...Ta. A Louis latał za Liamem z wodą. Kiedy piosenka się skończyła nadszedł czas na 'No control'. I jako tytuł i na scenie. Chłopacy wariowali, Harry zszedł ze sceny i szedł koło fanów przed barierkami. Wróciłam na swoje miejsce, napiłam się wody i znowu robiłam chórki. Kiedy była wolniejsza solówka Louisa ustawiliśmy się w rządku i zatańczyliśmy. A skoro mowa o żywych piosenkach....Nadszedł czas 'Alive'. Chłopcy dawali z siebie wszystko a tłum wariował... To ostatnia piosenka chłopaków i zaraz wchodzi Justin. nagle głosy chłopaków zmieszały się z głosem... Justina? Aaa... Musi mieć ze sobą mikrofon... No i tak śpiewali w sześciu. Nie miałam już siły a jeszcze druga połowa...Zaczęliśmy wariację. Udawali, że rzucają się sobie do gardeł, zwłaszcza Liam, robił to tak śmiesznie! A jak tak to taki z niego cichy chłopak. No no... Kiedy skończyli ukłonili się a fani zaśpiewali jeszcze kawałek 'Story of my life'.

-Justin powiedział, że nigdy nie zrobi tego koncertu. A co Beliebers mówią na nigdy?
-Never say never-krzyknęli.
-To teraz tak głośno, żeby Justin nas usłyszał
-Never say never!
-Dostaję wiadomość, że nas nie usłyszał. Jeszcze raz.
-Never say never!
-I jak? Nic?! To teraz wszyscy z całej siły na 3. 1, 2, 3.
-Never say never!!!-dosłownie wrzasnęli
-No, usłyszał.

Jus wyszedł i zaczął śpiewać 'Never say never' a po chwili dołączył do niego Jaden. Po NSN było 'Beauty and a beat' wykonywane z Nicki. Potem Jus zrobił swoje solo na perkusji. I kiedy przyszedł czas na 'One less lonely girl' złapałam go za rękę i poprowadziłam na górę pod ekran.

-Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijesz-powiedziałam

Piosenka zaczęła lecieć. Justin zaczął śpiewać a na ekranie zaczął wyświetlać się kolaż ze zdjęć Jazzy, które dał mi Jaxon, w postaci filmiku. Justin popłakał się i przytulił się do mnie ale dalej oglądał. Fani włączyli latarki w telefonach więc widok był przepiękny. Kiedy piosenka i kolaż się skończyły a Jus uspokoił kontynuowaliśmy. Teraz 'As long as you love me'. Tańczyliśmy i wszystko było ok. Potem było 'Baby', 'Believe' i 'Boyfriend'. Jus podziękował fanom i już zjeżdżał w dół ale Micheal* zaczął śpiewać 'Wait For a minute', więc Jus wszedł z powrotem na scenę. Fani zaczęli śpiewać 'One Love' i potem 'Thought of you' i kiedy już wszyscy się ukłonili i mieliśmy schodzić Jus powiedział

-Poczekajcie chwilę.

I zniknął. Spojrzałam na tłum a oni zaczęli klaskać. I wszystko byłoby ok gdyby nie jedna osoba. Nick. Tak, TEN Nick. Kurwa co on tu robi?! Fani zaczęli znowu piszczeć, gwizdać i wiwatować więc odwróciłam wzrok. Justin szedł w moją stronę z ogromnym bukietem kwiatów. Kiedy podszedł do mnie i wziął mikrofon.

-Myślę, że wszyscy się z nami zgodzicie, że Marlena zasługuje na te kwiaty i wielkie podziękowania, bo gdyby nie ona nie byłoby nas tutaj dzisiaj. Dlatego teraz proszę o ogromne brawa dla najwspanialszej kobiety na świecie.-powiedział a tłum zaczął klaskać i krzyczeć.

Jus wręczył mi kwiaty.

-Dziękuję kochana! Wszyscy Ci dziękujemy-dał mi buziaka w policzek

Odwróciłam się z Jusem w stronę tłumu i ukłoniliśmy się. Poczekaliśmy aż światła zgasną i wtedy zeszliśmy ze sceny. Zebraliśmy gratulacje od wszystkich.

-To to jest te twoje zapełnienie przerwy?-zapytał Jus wskazując na chłopaków
-Tak-pokiwałam z uśmiechem głową i zrobiliśmy grupowego misiaka.

Do Justina przyszła mama, którą zaprosiłam na koncert i go oglądała. Oczywiście mój kochany dupek trochę się rozgadał gratulując mi...

-To teraz impreza u mnie-krzyknęłam

Zebraliśmy wszystko i pojechaliśmy do mojego domu gdzie zaczął się prawdziwy melanż.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 *Micheal Ray Stevenson 'Tyga'- w ROD brat Kelsey
Hej hej!
Witam Was z nowym rozdziałem!
Od razu przepraszam za błędy!
Wiem, że nie było mnie baaardzo długo ale po prostu miałam dużo na głowie...
Przepraszam, że koncert jest tak krótko opisany a tamte treningi są tak rozpisane i tyle rozdziałów zajęły..
Gdybym miała mniej wszystkiego na głowie rozpisałabym go :/
Ale! Zbliżamy się do końca ROD!
Dziękuję tym, którzy są tu nadal, chociaż wiem, że niektóre rozdziały to totalne dno!
Dziękuję tym, którzy komentują!
Proszę Was o komentarze bo to naprawdę motywuje!
W kolejnych rozdziałach dzieje się!
Czekam na komentarze i do następnego! XX

środa, 11 listopada 2015

Rozdział 32

***
*następny dzień *

Sprzęt dostarczyliśmy bez przeszkód.  Scooter poinformował mnie, że Justin ma jutro sesję. Czyli muszę z nim jechać.  Kiedy przyjechaliśmy na arenę Jus już tu był. Chyba oswajał się z tym miejscem i całą sytuacją. Wyglądało to tak. 

-Jest ok-zapytałam
-Bardzo.
Mój telefon zaczął dzwonić. To Tyna.
-Hej, co jest?
-Hej. Mogłabyś przyjechać wieczorem do domu? Muszę z tobą pogadać.
- Em... ok. Będę około 21:30, ok?
-Ok, do zobaczenia.
Coś się stało-to pierwsze co przyszło mi na myśl. Starając się o tym nie myśleć za bardzo zaczęliśmy próbę.
***
Kurwa, żeby nie było miejsca do zaparkowania na własnym podjeździe! Kiedy już mi się to udało, wysiadłam z auta. Zaczęłam iść w stronę drzwi kiedy te się nagle otworzyły i po kolei Beau, Roman, Daniel, Ryan, James, Dom, Brian, Han, Tej, Jai i Tyna zaczęli wychodzić z domu.
-Hej, co się dzieje-zapytałam Tynę
-Wiem, że miałyśmy rozmawiać,  ale jedziemy na wyścigi.
-Jadę z wami!
-Nie-krzyknęli chórem a ja zmarszczyłam brwi
-Eee... Idź do domu. Tam wszystko jest.
-Ok. Kasę masz?-kiwnęła głową-Ile?
-Pięć tysięcy. Starczy.
- No dobra, to powodzenia.
Wsiedli do aut i odjechali. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i gdy zobaczyłam to wszystko od razu zrozumiałam,  że zrobili to specjalnie. Ściągneli mnie do domu tylko po to, żebym porozmawiała z Luke'iem. Szłam do salonu po wysypanej płatkami róż podłodze.  Wszędzie były porozstawiane palące się świeczki oraz bukiety kwiatów. Kiedy weszłam do salonu od razu rzucił mi się w oczy stół,  którego normalnie tu nie ma. Był przykryty eleganckim obrusem, na którym rozstawiona była prześliczna zastawa. Nie jestem do końca pewna czy to moja zastawa... Na środku stołu stały zapalone świece.  Gdy rozejrzałam się wokół zauważyłam, że na meblach stały oprawione w ramki zdjęcia moje i Luke'a. Podeszłam do jednego.  Tego, które zrobiliśmy jako pierwsze. Gdy zostaliśmy parą. Obok niego stało zdjęcie z zaręczyn. Nawet nie wiedziałam, że ktoś zrobił wtedy zdjęcie... Parsknęłam śmiechem kiedy zobaczyłam zdjęcie które zostało zrobione gdy Luke skakał ze mną do basenu. Zaraz po tym jak powiedziałam tak. Moją uwagę przykuł pierścionek. Dokładnie ten, który nosiłam na palcu. Leżał pod zdjęciem z oświadczyn, a koło niego róża. Przejechałam opuszkami palców po zdjęciu. Poczułam za sobą ciepło. Nie wiedziałam czy sie odezwać czy cokolwiek zrobić.  Spuściłam głowę w dół i powoli się odwróciłam. Podniosłam niespiesznie głowę i spojrzałam na jego twarz. Smutną twarz. Jedyne co wyrażała to smutek. Spojrzałam w jego oczy. Te piękne oczy.
-To moje ulubione-powiedział cicho
-Mi też się podoba-wyszeptałam
Po chwili ciszy upadł na kolana i przytulił się do moich nóg.
- Przepraszam, tak strasznie przepraszam.  Byłem debilem.  Ubzdurałem sobie coś.  Przepraszam.  Nie wytrzymam bez ciebie dłużej! Wykańczam się psychicznie! Wiem, że na ciebie nie zasługuje... Ale nie dam rady tak dłużej. Jeszcze ta świadomość, że byłaś tak blisko a zarazem daleko, że on widział cię cały czas, rozmawiał z tobą... a ja nie... Nie dam rady tak żyć. Proszę Cię! Wybacz mi-wyszeptal. Nie odpowiedziałam nic tylko zaczęłam gładzic jego włosy-Wybaczysz mi?-podniósł głowę a w jego oczach zbieraly się łzy.
Pokiwałam tylko lekko głową.  Ucalowal moje uda przez spodnie, wstał po czym uniósł mnie i zaczął kręcić się w kółko.
- Usiądź proszę-odsunal krzesło gdy mnie juz odstawil, usiadłam-poczekaj sekundkę.
Luke ruszył do kuchni i po chwili wracał już z talerzami z kurczakiem w miodzie. Nalał jeszcze wina i usiadł. Złapał kieliszek i uniósł go w górę.
- Za nas. Dziękuję kochanie-powiedział
Stuknęliśmy się kieliszkami i upilam malutkiego łyczka.
-Smacznego skarbie.
-Sam gotowałeś?
-Tak, tylko trochę Gina mi pomogła.
Zaczęliśmy jeść.  Szczerze? Jadłam bo jadłam.  Ale chciało mi się wymiotowac... Nie piłam bo nie chciałam... Kiedy zjadłam połowę odlozylam sztućce.  Luke zrobił to samo. Uśmiechnął się i zlapal moją dłoń.
-Teraz tylko szczerość.
Uśmiechnęłam się lekko i natychmiast zakrylam twarz dłońmi.  Zacisnelam mocno oczy aby żadna łza się z nich nie wydostala.
- Kochanie co sie dzieje-zapytał i po sekundzie poczułam jak tuli mnie do swojej klatki piersiowej.
Odciagnal dłonie od mojej twarzy i ogarnął z niej kosmyki włosów.
-Co się dzieje?  Powiedz mi. Proszę...
-Ja nie chciałam.  Bylam pijana. Przepraszam.
-Lena za co?
-Chciałeś szczerości... Zdradziłam cię. -wyszeptałam i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach
-Z kim?
Nie chciałam mu mówić.
-Kochanie-spojrzał mi w oczy
Obraz zamazal mi się jeszcze bardziej.
-Beau-wyszeptałam-Przepraszam.
-Spokojnie. Nie byłaś trzeźwa. Jest ok.
-Nie chciałam.
-Ja wiem. Spokojnie skarbie. Kocham Cię.  Bardzo.
Otarł moje policzki z łez i wstał. Wyciągnął rękę. Niepewnie zlapalam ją i Wstałam. Ucalowal moje czoło i splatając nasze palce ruszył w stronę tarasu. Był pięknie przyozdobiony. Kolorowe lampki, które sprawiały wrażenie jakby unosiły się w powietrzu. Luke odszedł na chwilę ode mnie, jednak po chwili wrócił. Uklonil się lekko i wystawił dłoń.
-Mogę prosić panią do tańca-uśmiechnął się
Chwyciłam jego dłoń i weszliśmy w głąb ogrodu. Usłyszałam melodię i po kilku sekundach głos... Niall'a. Odwróciłam się i zobaczyłam naszych sąsiadów na balkonie. Parsknęłam śmiechem i spojrzałam na Luke'a, który uśmiechał się od ucha do ucha. Chłopcy zaczęli śpiewać You & I, a my tańczyc.
-Mmm-zamruczalam z podziwu.
-Ta, muszę podziękować Nickowi-powiedział i wybuchlismy śmiechem.
-Kocham Cię-powiedział gdy skończyliśmy
-Ja ciebie też... poza tym stesknilam się za określeniem Lena Brooks...
-Czyli... zgodzisz się być dalej moja narzeczoną?
- Mhm-Uśmiechnęłam sie- i na prawdę Przepraszam.  Nie chciałam, byłam pijana.  Wiem, że to żadne tłumaczenie,  ale...
-Ej na serio! Jest ok... moja pani Brooks-uśmiechnął się i namiętnie pocalowal.
- Brawo kochanie-usłyszałam i sie odwróciłam,  zobaczyłam Gine.
Zaczęłam sie śmiać.
-I co teraz-zapytałam Luke'a
-Chyba mam pomysł-pokiwal głową-chłopaki-krzyknął-jedziemy na wyścigi?
-Yeah-chlopacy zaczęli wiwatowac i krzyczeć
Przebralam się i wyszlismy. Kierowalam sie do auta. Na miejsce kierowcy.
-Nie, nie, nie. Ja kieruje-zaprotestowal Luke co mnie zdziwiło
-Eee...ok?
***
-Masz klasę stary-poklepalam Ryana po plecach kiedy przechodziłam koło niego.
Natychmiast zerwał się z laski którą właśnie bzykał na masce samochodu.  Ubral szybko spodnie i szedl z nami
-O! No proszę! I jak? Juz po bzykanku-zapytal Jai
-No Ryan właśnie skończył-zasmialam się i puscilam mu oczko.
-Startujemy-zarzadzila Tyna
Spojrzałam na start. W aucie siedział Dom a jego przeciwnikiem byl jakiś facet.
-Hector cię szukał-powiedziala
-co chciał?
-nie wiem. Nie chcial mi powiedzieć.  Ale cos o jakis wyścigach...
-hmm... no dobra.
Zaczęłam z nią rozmawiać o kolacji.  Ale wszystko przerwał krzyk.
-Luke zostaw go do cholery-krzyknął Brian
Poszłam w stronę grupki ludzi. Schodzili mi z drogi wiec po sekundzie widziałam juz cale zamieszanie.
- Luke-krzyknęłam ale to nic nie dało
Znowu rzucił się na faceta z którym się bił.  Nie ruszylo by mnie to... gdybym nie znala tamtego faceta. Sprytnie zlapalam Luke'a unieruchamiajac mu ręce i odciagnelam go od Beau'a.
- Luke kurwa-syknelam
-Powiedziałaś mu-krzyknął Beau i wiedziałam że było to kierowane do mnie-mieliśmy umowę!
Ta... jedyne co mi teraz potrzebne to kłótnia przy ludziach z wyścigów. Odwróciłam się do nich.
-Co się gapicie?-krzyknęłam-wypierdalac! -warknęłam a oni natychmiast się rozeszli.
-Obiecałas-syknal
-Związek buduje sie na zaufaniu-spojrzałam na Beau'a a Luke mnie objął.-Bez szczerości nie ma zaufania.
Zostawilismy go tam i odeszlismy
-Wszystko ok-zapytałam
- Tak.  I to bardzo. Kocham Cię.  Pamiętaj o tym. Przepraszam że nie przyjechałem do szpitala.  Przepraszam ze cie zawiodłem.
-Nic się nie stało.  Musimy się przyzwyczaić. ..nasz związek jest ciężki bo oboje nosimy w nim spodnie.
-Stara ale masz faceta-usłyszałam za sobą.
-No proszę.  Kogo moje śliczne oczy widzą-spojrzałam na nią-Alloy
-No hej. Tak myslalam ze sie spotkamy tutaj...
-Mnie zawsze tu znajdziesz-zasmialam sie- sama?
-Nie. Z Sean'em-uśmiechnęła się
Zostawilysmy ich i zaczęlyśmy rozmawiać o wielu rzeczach.
-Hej All, Lena jutro ten gowniarz przyjedzie-powiedziala Tyna gdy podeszła do nas
-Okay-rzuciłam a ona odeszła na start
"Gowniarz". Zawsze spoko. Tylko szczegół że jest starszy. Chociaż czasami zachowuje się serio jak gowniarz.
Nie wiem dlaczego ale przypomniał mi się jeden fakt... a właściwie pytanie.  Na które musiałam znać odpowiedź.
Gdy skończyłam rozmowę z Alloy ruszyłam na poszukiwania osoby która zna tą odpowiedz.
-Justin mam pytanie-powiedziałam gdy go znalazłam
-tak wiem. Co ty tu robisz? Musiałem...
-Nie! Nie to! Ale też... bo... powiedziałeś że Jax gdzieś jechał i wtedy no wiadomo co się stało, ale... Gdzie on jechał?
-Załatwić cos.
-Ale co?
-No tego to nie wiem.
-No ja pieprze.
-Pogodziliscie się?
-Tak. Em... jutro sesja! Jedz do domu! Masz wyglądać jak człowiek!
***
-A może pani by ją zastąpiła?  Zaoszczędzilibyście na czasie.  Bo na prawdę nie wiem kiedy i czy ona w ogóle przyjdzie...
-Że ja?-zrobiłam wielkie oczy
-Tak. Masz dobre ciało.  Jesteś dobra do tej sesji.
-Jakieś jaja chyba-mruknelam pod nosem-Ok! Skoro tak będzie szybciej.
Jakieś kobiety przygotowały mnie i Justina do sesji i zaczęliśmy.  Byłoby fajnie, gdyby nie fakt że na kilku zdjęciach nie miałam koszulki więc było widać moje piersi oraz że musiałam włożyć rękę w spodnie Justina.
-Super, wyślę Ci zdjęcia na maila-powiedział fotograf gdy skończyliśmy
***
-Adi-krzyknelam gdy rzuciłam mu się na szyję-stesknilam sie za tobą!
-Lenuś ja za tobą też!
Po chwili zadzwonił dzwonek więc poszłam otworzyć.
-Jaxon?
-Hej,  mam dla ciebie niespodziankę-uśmiechnął się-zamknij oczy
Wykonałam polecenie i mogłam usłyszeć kroki.
-Ok. Odwróć się-powiedział a ja tak zrobiłam i zdebialam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani moi!! Jestem z nowym rozdziałem :D
Jak myślicie kto to? Czy co to? Hmm?
Przepraszam jeśli są błędy....
Mam nadzieje ze sie podoba i będziecie czekac na nexty ♥
Dodawac postaram sie częściej żeby skończyć.
No i co?
Komentujcie Proszę was bardzo o to!
Wpadnijcie na tt @rideordienews
I do następnego
Kocham Was ♥

poniedziałek, 21 września 2015

rozdział 31

(Wczujcie się)
***

*następny dzień*

-Po pierwsze: chłopacy sprawdźcie mi to. Chcę wiedzieć co to-rzuciłam na stół woreczek, który zabrałam Liam'owi.
-Ok. Przejdźmy do konkretów.
-I jak, mamy coś?
-Okazuje się że koleś ma dosyć pokaźną kartę... Ale to nie wszystko.. Na jego koncie są, no, grube miliony.. popytałam tu i tam i dowiedziałam się że ściga się dopiero od roku więc nie zarobił tego tym sposobem-mówiłam
-Lewe interesy?
-Też nie.
-No to jakaś trawa, narkotyki czy coś?
-Nie. Więcej... Facet siedział w poprawczaku i wyszedł dopiero gdy miał 18 lat. Potem pracował przez rok w jakimś sklepie i po tym zaczął się ścigać-kontynuowałam
-Nie zarobił przecież takiej kasy w sklepie... To skąd u niego taki hajs?
-Okazuje się że trzeba spojrzeć trochę wcześniej... John jest synem bardzo dobrze znanej nam osoby, dzięki czemu po jego śmierci odziedziczył kasę.
-Kogo?
-Dragona.
-To nie możliwe. Ten facet miał tylko córkę.
-Fakt znany przez media... nie ma go nigdzie wpisanego jako jego syn, dlatego, że to nie było dziecko z jego żoną. Zwykły skok w bok.
-Ale to nie tłumaczy dlaczego porwał Jaxona.
-Tutaj zamyka się nasza wiedza. Dołączają rzeczy materialne. Spójrzcie na to-posunęłam w ich stronę zdjęcie
-To John?
-Mhm. Ale spójrzcie kto jeszcze...
-Ale to niczego nie wyjaśnia. I jak to 'kończy się nasza wiedza'?
-Prawda. Dokładnie wasza. Wiem trochę więcej.-powolnym krokiem przemierzałam salę zatrzymując się koło Jaxona-Gdy poznałam Jaxa opowiedział mi o Jazzy i o jej śmierci-opowiedziałam im tą historię i kontynuowałam- Jus pamiętasz tego gościa?-zapytałam
-Jak przez mgłę...
-To ten-na ekranie pojawiło się zdjęcie
-Mhm.
-Jak się nazywał?
-Nie pamiętam jego imienia.. Ale...Jones to było jego nazwisko.
-Rick Jones...-powiedziałam a on przytaknął- znany w naszym świecie jako...-wystawiłam rękę dając znak chłopakom aby dokończyli.
-...Dragon.
-To ojciec Johna był twoim szefem. Dwa miesiące po tym zdarzeniu John znalazł go w jego gabinecie nieżywego.
-Czemu?
-Przedawkował-Ryan mnie wyręczył odpowiadając
-Ale to wciąż nie tłumaczy porwania-zauważył Roman
-Tutaj jest istotny jeden fakt, który uroił się u Johna w głowie.
-Jaki?
-Wygląda na to, że on myśli że te proszki którymi zabił się jego ojciec to te które dostarczył mu Justin. Dokładnie te, które dowiozłeś w dzień tej akcji z Jazzy.
-No dobra ale skoro to wszystko toczy się wokół chłopaków to dlaczego uwziął się na ciebie?-zapytał Roman
-Tego nadal nie rozumiem-przyznałam
-A ja tak. Zobacz, sprawy zawsze mogły się potoczyć inaczej....On obserwuje nas i widzi co się dzieje, że mieszkasz teraz u chłopaków. Zawsze mogło być na odwrót, to mógł być on a nie chłopacy... Uwziął się na ciebie po wyścigach gdy przegrał z tobą. Chłopacy tam wtedy byli... Być może próbuje przez ciebie dotrzeć do chłopaków i się zemścić?-tłumaczył Dom
-Ale miał Jaxa i nic mu nie zrobił-zauważył Justin
-Może chodzi mu o Justina? A ciebie wziął sobie na cel przy okazji, Lena-dołączył się Brian
-Właśnie to mnie dobija w tej całej sytuacji... Te 'może'. Nie cierpię tego! Dlaczego wszystko to tylko nasze domysły...-naprawdę mnie to dobijało
-To czyli kasa jest z lewego interesu-podsumował Han
-Tak, ale nie z jego. Tylko jego ojca-wytłumaczyłam
-Gdzie to wszystko znalazłaś? Ja nic nie znalazłem w necie-zapytał Tej
-Przejebałam wszystkie teczki, każde akta.
-A co z tymi jego i Shawa.
-Obstawiam, że on je nam wykradł, żeby nam utrudnić. Ale spokojnie... od czegoś są kopie.
-Czyli chodzi mu o chłopaków.
-No właśnie nie wiadomo. Może mu też chodzić o nas.
-Czemu?
-Bo robimy mu konkurencję. Z tego co wiem to nadal zajmuje się narkotykami...
-Tak jak my...
-Właśnie.
-Nie. Jemu chodzi o ciebie nie o nich. Chłopaków załatwia tylko po drodze. Jeśli szłoby o nich nie trudził by się z tobą-Brian kręcił głową
-A to znaczy...
-Że wszyscy z twojego otoczenia są narażeni. I ze starego i z tego.
-On jest popierdolony-warknęłam i po kilku sekundach dostałam smsa- "Na 50 sposobów"-przeczytałam-Co?!
-On...on... poluje na Jamiego...
-CO?!!
-W ostatnim filmie, w którym grał mówił taki tekst... Musimy jechać do niego.
-Ludzie jeszcze jedno-powiedział Tej-Walsh mieszka tu-na ekranie pojawiła się mapa z zaznaczonym punktem
Spojrzałam na chłopaków i widziałam, że Dom wie co powiem. Chłopacy spojrzeli na mnie.
-Bum.

***

Po tym jak pojechaliśmy do Jamiego i przywieźliśmy go do Londynu, tak dla pewności, pojechałam na trening. Po skończonym treningu podsumowałam wszystko i okazało się, że mamy wszystko gotowe. Jednak kazałam im jutro przyjść, bo zrobimy układ do jeszcze jednej piosenki, którą dopiero co wprowadziłam do listy. I kiedy ogarnęłam, że koncert jest za 5 dni... wpadłam w lekką panikę. Po ogarnięciu się wróciliśmy do domu. Rozmawiałam, już leżąc w łóżku, z Jaxonem.
-Opowiedz mi o swoich rodzicach-powiedział
-Nie chcę o tym gadać. Jestem zmęczona. Chodźmy spać.
-Em... no dobrze. Przepraszam.
-Dobranoc.
-Dobranoc.

***

Wstałam w nocy do toalety. Wróciłam z łazienki i usiadłam na łóżku. Jaxon spał. Spojrzałam na swoje splecione palce i zaczęłam.
-Moi rodzice to byli najwspanialsi ludzie jakich znałam... Kochałam ich bardzo mocno, jak każde dziecko rodzica... Zginęli w wypadku samochodowym. Może to dziwne że zginęli w wypadku samochodowym a ja ścigam się i siedzę w tym wszystkim. Czasami zastanawiam się czemu. Może chcę im oddać tym hołd. Moje rodzeństwo... znaczy mój brat był zadufanym dupkiem. Nadal jest. Tęsknię za nimi. Czasem chciałabym wiedzieć kto to zrobił. Po ich śmierci żyłam tylko z bratem. Odcięliśmy się od rodziny. Nie mogłam tak żyć. Przyjechałam tutaj gdy miałam 16 lat. Wszystko było trudne. Poznałam chłopaków, ekipę i stałam się tą najlepszą...ale w środku pękałam. Tak bardzo tęskniłam i tęsknię. Mój brat tak jak był tak jest dupkiem. Jest tak zaślepiony wszystkim, że zapomniał że ma siostrę. Nie  miałam z nim kontaktu od ponad 4 lat, z resztą rodziny od 6. Tęsknię za nimi. Czasami chciałabym wrócić tam. Znać osobę która spowodowała wypadek, zabrać ją w tamto miejsce i zabić...ale wiem, że oni by tego nie chcieli. Jeszcze nikomu prócz Domowi nie powiedziałam tego. Tak cholernie za nimi tęsknię. Za wszystkimi-mój głos załamał się kompletnie a z oczu zaczęły lecieć łzy.
Poczułam silne ramiona, które mnie obejmowały. Jaxon dał mi buziaka w czoło i powoli położył. Przysunął do siebie.
-Cii... Już dobrze. Przepraszam, że pytałem. Już ok. Cii-szeptał-Postaraj się zasnąć i nie płacz.
Po ok. 10 minutach zasnęłam.

***

Na hali rozmawiałam z tancerzami gdy nagle wpadli chłopacy.
-Niespodzianka-krzyknęli a mnie zamurowało.
Ta. Zabrałam chłopaków do sali muzycznej. Kazałam im tam siedzieć, a oni zaczęli śpiewać. Sama wróciłam na salę do tancerzy.
-Dobra robimy nowy układ-zarządziłam patrząc na Nicka
-Znaczy ty robisz, a ja patrzę-wyszczerzył się
-Pomógłbyś chociaż raz!
Zaczęliśmy składać kroki do kupy i po około 45 minutach układ był gotowy. Pomagaliśmy tancerzom ogarnąć go gdy nagle zadzwonił mój telefon.
-Hej Lena-usłyszałam głos Scotta
-Hej. Co jest?
-Słuchaj, dzwonię bo jutro będzie dostarczany sprzęt na arenę i chciałem się zapytać czy nie chciałabyś być przy tym.
-Jako eskorta?
-A jak chcesz.
-Ok, pewnie.
-Dobra, to szczegóły wyślę ci smsem i napiszę im że przyjedziesz.
-Ok, dzięki za wiadomość.
-Spoko.
-Przepraszam ale muszę kończyć.
-Ok. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się. Przećwiczyliśmy jeszcze wszystkie układy. Justin troszeczkę się gubił ale pomogłam mu i było lepiej. Jaxon zatańczył wszystko. Kiedy podałam im jeszcze kolejność i ustaliliśmy, że jutro przeniesiemy się na scenę, która dzisiaj jest rozstawiana, mogliśmy iść do domu.

***

Wieczorem, po rozmowie z Hobbsem, który przywiózł mi lewą odznakę policji oraz kamizelkę kuloodporną i poinformował, że mogę używać obrony własnej na takich samych zasadach jak policja oraz że gliny wiedzą o sytuacji, i po rozmowie z ekipą w której uzgodniliśmy, że chłopcy będą robić za ochronę na koncercie i uzgodnieniu z Tejem kilku kwestii,  poprosiłam Justina aby opowiedział mi o Jazzy. Był to trudny temat ale musiałam wiedzieć więcej.  Justin chętnie opowiadał mi o niej. O małej, słodkiej dziewczynce, którą kochał nad życie. 
-Pamiętam jak wziąłem ją na ręce i powiedziałem "Jazzy no boyfriends, right? ". A ona powiedziała "no boyfriends".
Justin znowu zaczął ryczeć. Następnie opowiadał mi o tym jak bardzo uwielbiali robić zdjęcia. 
-Wiesz, że jeszcze tylko 3 dni treningów i koncert-zapytałam
-Wiem-mówił
-Myślałam, że się cieszysz...
-Bo się cieszę. 
-To czemu jesteś ciągle smutny? 
-Chciałbym, żeby ona mogła przyjść na koncert i zobaczyć mnie na scenie-po policzkach spływały mu łzy
-Ona widzi cię na scenie. Po prostu ma miejsca w innym rzędzie.  Nikt nie krzyczy jej do ucha i może spokojnie krzyczeć jak bardzo cie kocha.
-Dziękuję ci za wszystko. 
Po tym jak Justinowi poprawił się humor poszłam pod prysznic.  Odświeżona ubrałam bieliznę, koszulkę i... chwila! Gdzie moje spodnie?! Wyszłam z łazienki i zaczęłam grzebać w torbie.  Kurwa ani jednej pary spodni!  Co jest do chuja? ! To kurwa nie jest śmieszne.  I nagle zapaliła mi się w głowie lampka. Wyszłam z pokoju i trzaskając drzwiami krzyknęłam:
-Jaxon!!!
Zbiegłam szybko na dół i zrobiło mi się chłodno.  Wpadłam do kuchni gdzie byli oboje.
-Oddawaj-powiedziałam ciskając w nich piorunami
-Ale co? 
-Moje spodnie. 
-Ja ich nie mam.
-Niezły tyłek-stwierdził Justin
Ach tak. Wspominałam, że w tym momencie moją dolną bielizną były stringi? 
-Masz taki w cholerę kuszący zestaw.  Czarny.
-CO?!!
-Czarny koronkowy stanik i takie zajebiste czarne stringi. 
-Grzebałeś w mojej torbie?
-No musiałem jakoś zabrać twoje spodn... O kurwa-jego oczy się powiększyły i zaczął wycofywać się z kuchni. 
-Zabije!!!
-Justin oddaj Lenie jej ubrania-do rozmowy dołączył Jaxon
-A mogę sobie zostawić ten czarny stanik? -zapytał Jus
-Nie-krzyknęłam
-Szkoda, bo już go wziąłem-powiedział i zaczął uciekać
Goniłam go po całym domu, a kiedy dopadłam wskoczyłam mu na plecy. Natychmiast poczułam jak jego dłoń uderza o mój pośladek.
-Nie żyjesz-warknęłam
Justin bardzo teatralnie upadł na podłogę i udawał, że nie żyje.  Zabrałam z jego rąk moje wszystkie spodnie i stanik.
-Ej stanik oddawaj.-powiedział Justin wciąż leżąc na podłodze. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heej! Witam z nowym rozdziałem! Mam nadzieje że sie podoba wiec chciałabym żebyście napisali w komentarzu co o nim sądzicie :). Postaram sie dodawać rozdziały częściej bo chce juz skończyć ride w tym roku! Więc do następnego i proszę o komy oraz przepraszam jeśli są błędy! 

Spóźnionego Wszystkiego najlepszego dla mnie xdd

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 30

*Justin's POV*


Dlaczego się zgodziłem, żeby jechała tam sama? Przecież wszyscy wiemy jakim psycholem on jest. Gdybym jej nie puścił...Ich stan jest ciężki. Ale Jaxona gorszy...Więc dlaczego on się pierwszy wybudził?! Jeżeli Lena się nie wybudzi...Nie wiem co zrobię. Te wszystkie pikające urządzenia. Wielka biała sala...i tylko dwa łóżka, krzesło i my.
-Lena, obudź się, proszę-powtarzałem błagalnym głosem cały czas ściskając jej rękę.
Jestem tak cholernie zły na siebie, że ją puściłem. Co chwilę do sali wchodziła jakaś pielęgniarka. Ale tym razem przyszedł pan doktor. Podszedł do łóżka i zaczął sprawdzać coś na kartkach.
-Jak się pan czuje-rzucił w stronę Jaxona
-Lepiej-jego głos był bardzo słaby
Nagle zmarszczył brwi, wciąż patrząc na karty.
-Co się stało-zapytałem
-Nic-przeciągnął-Spokojnie. Jest w dobrych rękach. Wszystko będzie dobrze-sprawdził jeszcze wyniki Jaxa i wyszedł.
Kurwa, poprosiłem o najlepszego lekarza, a dostaliśmy jakiegoś chuja, który prawie nic nie mówi. Oparłem czoło o jej leżącą na łóżku dłoń. Zauważyłem, że Lena jest chudsza niż wcześniej. Znacznie chudsza. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Złożyłem lekki pocałunek na jej dłoni.
-Proszę-wyszeptałem zapłakany
Tak bardzo chciałbym usłyszeć jej głos. Zobaczyć oczy. Porozmawiać. Czy to tak wiele? Nagle wpadł mi do głowy pomysł... Wstałem z krzesła i po tym jak ucałowałem Lenę w czoło, podszedłem do drzwi.
-Zaraz wrócę-uśmiechnąłem się do Jaxona, aby go trochę uspokoić.
Wyszedłem z pomieszczenia i natychmiast Niall oraz wszyscy chłopacy z ekipy, którzy tu byli, poderwali się z krzeseł.
-I co-zapytał Ryan
-Bez zmian...
-Mogę do niej zajrzeć-zapytał Dom
-Pewnie.
Dom wszedł do środka.
-Przepraszam na chwilę-rzuciłem i odszedłem od nich kawałek
Wyciągnąłem swój telefon. Wybrałem odpowiedni numer, przyłożyłem urządzenie do ucha i czekałem aż odbierze.
-Czego?!-warknął
-Grzeczniej! Może kurwa ruszysz dupę i przyjedziesz do szpitala?!
-Po chuj?
-Kurwa, no a jak myślisz?
-Odpierdol się!
-Kurwa, debilu, nie rozumiesz, że ona może się nie wybudzić!?
-Wyjebane!
-Dociera coś do tej twojej bani?!
-Spierdalaj-rzucił i się rozłączył
-Pojeb-mruknąłem pod nosem
Ruszyłem z powrotem w stronę sali. Wszedłem do środka. Stanąłem koło łóżka Leny i złapałem ją za rękę. Jaxon spał... Jest taka bezbronna. Trochę zimna.Obudź się...Obudź! Proszę... Ostatni raz byłem taki smutny po śmierci Jazzy. Nie chcę, żeby umarła...Nie chcę jej stracić. Zaciskałem mocno jej dłoń. Zacząłem pocierać ją kciukami. To jest tylko i wyłącznie moja wina. Nie powinienem jej samej puszczać. Kurwa, Justin, jaki z ciebie debil. Przykucnąłem koło łóżka i pocałowałem jej dłoń. Mam dosyć tego czekania! Ona musi się wybudzić! Nie mogę jej też stracić... Nie mogę! Dlaczego to wszystko spotyka nas? Czy chociaż jeden dzień nie może być normalny, spokojny? Położyłem głowę na łóżku i pod wpływem emocji zacząłem płakać. Mam to w dupie czy ktoś to widzi! Zrobię wszystko aby się obudziła. Zrobię DLA NIEJ wszystko.Tak bardzo chcę usłyszeć jej głos. Czy proszę o tak...
-Mmmm-usłyszałem mruknięcie
...wiele? Natychmiast stanąłem na równych nogach i popatrzyłem na jej twarz.
-Lena?
-G...gdzie jestem-mówiła słabym głosem
-Jesteśmy w szpitalu.
-Myśleliśmy, że już się nie wybudzisz-odezwał się Dom
-Twarda ze mnie suka-na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech a my lekko się zaśmialiśmy
-Pójdę po lekarza-Dom wyszedł
-Przepraszam-powiedziałem smutno i znów zacząłem płakać
-Nie, to ja przepraszam-mówiła wciąż słaba
-Nie, to moja wina. Tak bardzo cię naraziłem. Powinienem jechać z tobą, nie puszczać cię samej. Tak bardzo cię przepraszam. Nie wybaczyłbym sobie gdybyś zginęła!-mój głos się załamał
-Chodź tu-powiedziała a ja przytuliłem się do niej
-Kocham Cię-ucałowałem jej czoło
-Ja ciebie też. Jest ok. Nic się nie stało-potarła mój policzek
-Panie Bieber proszę się odsunąć-rzucił oschle, przewróciłem oczami i się podniosłem, jednak nadal trzymałem jej dłoń.- Dzień dobry pani Ross. Nazywam się Nathan West. Na prośbę pana Biebera, jestem pani lekarzem prowadzącym. Czy czuje się pani na tyle dobrze aby odpowiedzieć mi na kilka pytań?
-Tak-jej głos był już lepszy, czyli chyba było lepiej
-Proszę udzielać krótkich odpowiedzi, nie powinna się pani przemęczać. Jak się pani czuje w skali 0-10?
-Siedem.
-Mhm. Czy pamięta pani co się stało?
-Tak.
-Może mi to pani opowiedzieć?
-Mówił pan, że nie powinna się przemęczać-mruknąłem zirytowany pytaniem jak i jego osobą.
-Muszę wiedzieć ile pacjentka pamięta.
-Em... Pojechałam po Jaxona i gdy weszłam do budynku zobaczyłam go. Podbiegłam i zaczęłam go rozwiązywać. Zrobiło się gorąco i zobaczyłam, że budynek się pali. Przerzuciłam Jaxona przez ramię i chciałam uciec ale drzwi były zamknięte. Potem usłyszałam jeszcze głos i oddalające się auto. Potem już nic nie pamiętam.
-Dobrze. Więc tak, pani stan jest dobry, nie licząc drobnych oparzeń i sińców. Jednak niepokoją mnie 2 wyniki. Czy w ostatnim czasie zatruła się pani czymś?
-Nie, dlaczego?
-Pani wątroba nie jest w najlepszym stanie. Pali pani? Pije?
-Czasami.
-A nie zdarzyło się pani, że w ostatnim czasie po zjedzeniu czegoś lub wypiciu zaczęła pani wymiotować lub źle się czuć?
-Nie...Albo...
-Tak?
-To było już jakiś czas temu ale nie pamiętam kiedy. Paliłam na balkonie i coś mnie wkurzyło, napiłam się whiskey i straciłam przytomność. Pamiętam, że smakowała jakoś inaczej.
-Rozumiem. Czy ma pani jeszcze ten alkohol w domu?
-Tak..Nie..Znaczy nie wiem. Nie było mnie dawno w domu bo mieszkam teraz z Justinem.
-Mhm. Chciałbym, żeby dostarczyła pani próbkę tego alkoholu, jeśli go pani ma, do szpitala, do analizy. Możliwe,  że to jest przyczyna. I chciałbym panią wysłać na jeszcze jedno badanie.
-Dobrze. A kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
-Myślę, że za jakieś 4 dni.
-4 dni? Nie, nie, nie! Ja mam jeszcze tyle spraw do załatwienia, na koncert.
-Musi to trochę zaczekać.
-Nie! Słyszał pan o koncercie Justina Biebera?
-Ach tak. Moja córka chciała iść ale nie dostała biletu.
-Córka?-poczułem lekkie pociągnięcie za rękę-Ok. Dam panu dla niej bilet na koncert m&g.
-Nie. Przykro mi ale nie mogę.
-Podwójny bilet m&g. Nie chce pan spełnić marzenia córki?
-Nie chce pan, żeby spotkała się ze mną?-odwróciłem się wkoło prezentując się i z powrotem złapałem dłoń Leny.
Chwilę się zastanowił.
-Dobrze. Uda się zaraz pani na ostatnie badanie i będzie mogła pani wyjść ze szpitala.
-No i już mi się podoba.
-Przygotuję wypis. Przyślę po panią pielęgniarkę-powiedział i wyszedł.
-Podwójne m&g?-zapytałem
-No co? Mogę mieć prośbę?-skinąłem głową na 'tak'- przywiózłbyś tą whiskey? Jest u mnie w sypialni.
-Ok. Wrócę po was-uśmiechnąłem się i żegnając wyszedłem z sali, a potem ze szpitala. Włączając się do ruchu skierowałem się w stronę domu Leny.

*Beau's POV*

W domu od kilku dni jest cicho, gdyby nie fakt, że Tyna co chwilę kłóci się z Jai'em. A przez kogo? Oczywiście przez Luke'a. Luke wyzywa Tynę, że jest taka sama jak Lena. Potem wciska kity Jai'owi i jest awantura. Ok, ogarniam, że jest mu ciężko, ale do cholery to jego wina. Chwilami mamy dosyć jego zachowania. A od ostatniego razu, kiedy wygarnąłem mu, że to przez niego, nie rozmawiamy. Zszedłem na dół po coś do picia ale usłyszałem cichy głos w salonie. Gdy byłem już w salonie zauważyłem Luke'a siedzącego na kanapie, który szeptał coś... sam do siebie. Stanąłem za nim i obserwowałem jego ruchy. Zaczął poruszać ręką koło siebie. Tak jakby...głaskał powietrze.
-Kochanie, tęsknię-wyszeptał i wtedy zrozumiałem wszystko.
Luke wyobrażał sobie Lenę, że siedzi koło niego a on ją głaszcze po udzie. Ale depresja...
-Dobra stary dosyć tego!-powiedziałem a on spojrzał na mnie-jako twój starszy, mądrzejszy brat, mimo że nie gadamy, pomogę ci. Mam dosyć patrzenia jak się wykańczasz. I nawet mam pomysł.
Po tym jak opowiedziałem mu większość planu zadzwonił dzwonek do drzwi, więc poszedłem otworzyć. "I teraz się wszystko zjebie"-pomyślałem gdy zobaczyłem kto to...
-Hej, sorki, że przeszkadzam ale Lena przysłała mnie po whiskey z jej pokoju.
-Em...ok. Wchodź.
Poszliśmy do jej sypialni. Gdy odnalazłem odpowiedni alkohol podałem mu go.
-A jak się ona czuje-zapytałem
-Dobrze. Wychodzi dziś ze szpitala.
-Pozdrów ją chociaż ode mnie. A po co ci ta whiskey?
-Och to do analizy. Lekarz podejrzewa, że Lena się tym zatruła.
-Aha...
-Dobra ja muszę lecieć. Dzięki wielkie!-powiedział i poszedł
-Chłopaki jutro jadę na zebranie-krzyknęła Tyna-nie będzie mnie kilka godzin.

*Marlena's POV*

Gdy poznałam wyniki omal nie spadłam z krzesła. Kurwa! Dlaczego akurat mnie to spotyka? Najgorsze co może, kurwa, być! Gdy czekałam na Jusa rozmawiałam z Domem i uzgodniliśmy, że jutro jest zebranie. Pogrzebię dziś trochę w papierach. Cieszyłam się, chociaż, że stąd wyjdę.

***

Mój telefon zaczął dzwonić, więc odebrałam. Tyna.
-No hej i jak, masz coś??-zapytała
-Nic. A u was?
-Tak samo, nawet Tej nic nie znalazł...
-Dobra, zrobimy tak, że ja wieczorem wpadnę do domu i poszperam trochę w papierach...może tam coś znajdę.
-Ok.
-Wy idźcie normalnie spać, ja mam klucze, wejdę do gabinetu i tam będę, a wy śpijcie.
-Nic nie powiem chłopakom.
-Ok.

***

Wieczorem, razem z Ryan'em, przeszukaliśmy wszystko co mamy o Walshu. Gdy wróciłam do domu Justina usiadłam w salonie i analizowałam to wszystko. Zaczęłam po prostu płakać z bezsilności... I wtedy przyszedł Justin.
-Ej, co jest, cii-zaczął mnie uspokajać, tuląc przy tym do swojej klatki
-To wszystko moja wina.
-Nie mów tak, to nie prawda!
-Przepraszam, przeze mnie mogłeś stracić brata.
-Nie mów tak, proszę.
-Ale to prawda.
-Ej! Mogłem stracić nie tylko brata! Mogłem też stracić najwspanialszą dziewczynę na świecie! I to z własnej głupoty...Bo puściłem cię samą. Przepraszam.
Justin pocieszał mnie dopóki nie usnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No heeej!!!
Jak się podoba rozdział?
Jak myślicie co wyszło na wynikach?
Komentujcie bo chce teraz przyspieszyć z dodawaniem rozdziałów bo chce już skończyć tą część ride. 
Co myślicie?
Podoba się? 
Komentujcie!
Każdy kto przeczytał niech skomentuje. Proszę!
Do następnego! Buziaki
Przepraszam jeśli są błędy!
A i... #5YearsOfOneDirection

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 29- "I teraz mam zginąć"

muzyka!!!

-Wszystko ok? Strasznie zbladłaś-Niall złagodniał
-Tak...
Kurwa, to jest jakiś żart?! W dodatku wcale nie jest śmieszny!
-Hej, mam pilną sprawę-nagle nie wiadomo skąd pojawił się koło mnie Ryan
-Co?
-Musisz iść ze mną do garażu.
-Niall przepraszam cię na chwilkę-powiedziałam i poszłam za Ryan'em
Gdy byliśmy już w garażu zauważyłam resztę męskiej części ekipy.
-Więc?-pospieszyłam ich
-Chodzi o Forda... Rozjebał się totalnie i nie ma szans na naprawę-powiedział Roman
-Em...Jak długo o tym wiecie-wkurwiłam się
-Od kilku dni. Nie chcieliśmy ci mówić bo nie chcieliśmy cię denerwować. Masz dosyć problemów na głowie-Dom był spokojny
-Mówimy teraz, dlatego że znalazłem samochód, który nam go zastąpi. Jest w dobrym stanie, dobra cena i rocznik. Idealny. I spokojnie...Jest od zaufanego człowieka-tłumaczył Ryan
-Ja nikomu nie ufam-rzuciłam
Przez chwilę panowała cisza...którą przerwał Ryan.
-Pomyśleliśmy że dobrze by było pojechać i go zobaczyć.
-Teraz?
-No najlepiej, poza tym facet ma auto, które może ci się spodobać.
-To jedziemy.

***

Chłopacy nie chcieli mi powiedzieć o jakie auto chodzi. Mówili tylko, że będę zadowolona na pewno. Ryan kierował swoim Lexusem, ja siedziałam z boku a Dom z tyłu...co wyglądało trochę śmiesznie. Sprawdziłam telefon... Miałam wiadomość od Beau'a, która mnie zdziwiła... Dostałam ją rano, gdy jeszcze mój telefon był u chłopaków.
"On usycha bez ciebie"
"Nie potrzebuje mnie, ma blondi"-pomyślałam. Zacisnęłam dłonie w pięści i przypomniało mi się, że Niall mówił, że ktoś do mnie dzwonił. Więc weszłam w połączenia i zobaczyłam coś czego nie chciałabym już widzieć nigdy. Ten numer, imię, zdjęcie... Wszystkie wspomnienia...
-To tutaj-wyrwał mnie z zamyślenia Ry.
Wysiedliśmy i po przywitaniu się z Panem Sprzedającym rozpoczęliśmy oględziny, jak się okazało, RAMa. Chłopacy sprawdzili pod maską i blachy, czy nie ma korozji, a ja weszłam trochę pod auto. Gdy skończyliśmy oględziny i naradę, uzgadniając, że kupujemy, Ryan zapytał o drugie auto. Faktycznie robiliśmy z nim kiedyś interesy. Ale co z tego... Jak się okazało, tą 'niespodzianką' było Camaro z 2012 roku. Spodobało mi się. Obejrzeliśmy je dokładnie i pojechałam ze sprzedającym na jazdę próbną. Prowadziło mi się mega dobrze. Było idealnie. Gdy wróciliśmy Ryan zaczął się targować o cenę. Gdy uzgodnił odpowiednią cenę zapłaciłam za oba auta i mogliśmy odjeżdżać. Ryan jechał Ramem,
ja Camaro a Dom Lexusem. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś nas śledzi. Jednak gdy spoglądałam w lusterko widziałam tylko czarnego Dodge'a. Gdy wróciliśmy do domu było już późno. Wjechaliśmy tylko nowymi autami na rampy i kazałam Domowi zwołać resztę na zebranie, które odbędzie się jutro. Poszłam na salę i kazałam Justinowi się zbierać. Poszedł się przebrać.
-Nick mogę cię poprosić, żebyś jutro sam poprowadził trening?
-Oczywiście.
-Świetnie, zróbcie jakieś cztery układy. Justin jutro poćwiczy w domu.
-Ok ,a Jaxon się źle czuje czy coś?
-Nie, a dlaczego?
-No bo nie było go dzisiaj.
-Ach, pojechał coś załatwić i się przedłużyło.

***
*następny dzień*

Jest po 8. Zjedliśmy już z Justinem śniadanie i poszedł pooglądać telewizję. Złapałam kluczyki i wyszłam. Przeszłam ten kawałek i weszłam na swój podjazd. Od kluczyłam drzwi i weszłam do domu. Przeszłam szybko na górę nie zwracając uwagi na nikogo. Od kluczyłam kolejne drzwi i weszłam do swojego gabinetu. Zamknęłam szybko okno bo było cholernie zimno. Podeszłam do szafki i zaczęłam szukać odpowiednich teczek. Po ok. 10 minutach do środka wpadł Luke.
-Co ty, do cholery, zrobiłaś?-wydarł się pokazując dziury w koszuli
-Równie dobrze mogłeś dostać kulkę w łeb, więc ciesz się, że to tylko koszula... a nie twoje plecy.-warknęłam wściekła.
Nie mam czasu na jego głupie problemy.
-Tyna-krzyknęłam a ona po kilku sekundach stała przede mną.
-Co jest?
-Brałaś teczkę Johna Walsha i Owena Shawa?
-Nie. Nawet tu nie wchodziłam...
To wszystko jest dziwne. Otwarte okno, zniknięcie teczek i jeszcze poodwracane zdjęcia...
-Dzwoń do Tej'a-rozkazałam.

***

-Ok. Sprawa jest taka, że Jaxon zniknął i najprawdopodobniej został porwany.
-Jak to?
-Wczoraj nie wrócił a ja dostałam smsa "Chcesz jeszcze zobaczyć Jaxona?". Do tego z mojego gabinetu zniknęły teczki Shawa i Walsha.
-Ostatni raz telefon Jaxona logował się w tym miejscu-Tej wyświetlił obraz na ekranie.
Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Jaxona.
-Daj na głośnik-poprosił Dom
-Jaxon-zapytałam
-Cóż, witaj, Leno, dawno się nie słyszeliśmy-to TEN męski głos. Kurwa!
-John.
Rozłącz się.
-Nie rozłączaj się. Właśnie uciąłem sobie pogawędkę z twoim kolegą.
-Co mu zrobiłeś?
-Posłuchaj, ty podpuszczalska dziwko. Spierdoliłaś mi życie. Wszyscy spierdoliliście mi życie. Jesteście mi coś winni. Jest teraz ze mną ten mały kutas. A ty, ten kutas i całe wasze pierdolone rodziny zapłacicie mi.
Jego pogarda mnie szokuje. Nasze rodziny? Jak to?
-Czego chcesz?
-Chcę jego pieniędzy. Naprawdę chcę tych cholernych pieniędzy. A więc teraz ty mi je dostarczysz. Chcę pięć milionów funtów. Dzisiaj.
-John nie mam dostępu do takich pieniędzy-oczywiście, że kłamię
Prycha drwiąco.
-Daję ci dwie godziny. Tylko tyle, dwie godziny. Bierzesz Biebera i jedziecie do banku. Nie mów nikomu, inaczej ten skurwysyn popamięta. Ani glinom. Ani reszcie bandy. Dowiem się, jeśli to zrobisz. Zrozumiałaś?
Próbuję odpowiedzieć, ale gardło ściska mi panika.
-Zrozumiałaś?-krzyczy
-Tak-szepczę
-Inaczej go zabiję.
Chwytam głośno powietrze.
-Zrobię ci piekło z życia-warknęłam
-Piekło mówisz? Taka jesteś mocna.. To czemu płaczesz? Przecież to tylko jeden Jaxon, którego można zastąpić milionem innych.
Skąd on wie, że płaczę?!
-Miej ze sobą telefon. Nikomu nic nie mów, inaczej najpierw potnę mu twarz a potem zabiję. Masz 2 godziny.
-John, potrzebuję więcej czasu. Trzy godziny. Skąd mam wiedzieć, że go masz?
Połączenie zostaje przerwane. Wpatruję się z przerażeniem w telefon, a w ustach czuję metaliczny posmak strachu. Jaxon, on ma Jaxona. Zaczęłam chodzić po pokoju. Przez moją głowę przelatują różne opcje. Powiedzieć komuś? Zadzwonić do Hobbsa? Na policję? Skąd John się dowie? Czy rzeczywiście ma Jaxona? Potrzebuję czasu, czasu na zastanowienie się-ale w tym celu muszę postępować zgodnie z jego instrukcjami.
-Justin masz taką kwotę-zapytał go Tej
-Tak...
-Torby-rozkazałam
Roman wyciągnął z szafy czarne torby. Schowałam broń z tyłu spodni. Założyłam bluzę.
-Justin potrzebna będzie twoja książeczka czekowa.
-Dobrze. Jest w domu.
Musimy uratować Jaxona. Musimy dostać się do banku i zabrać stamtąd pięć milionów funtów. Wyszliśmy szybko, zabierając torby. Wsiedliśmy do Audi Justina. Wsiadłam za kierownicę i ruszyłam z piskiem opon. Zajechałam szybko na podjazd domu chłopaków i Justin wbiegł do domu po książeczkę. W tym czasie nawróciłam auto. Justin wsiadł szybko i ruszyłam.

***

Budynek banku jest elegancki, nowoczesny i powściągliwy w formie. Przyciszone głosy, podłogi, od których odbija się echo, i jasnozielone szkło. Podchodzimy do informacji.
-W czym mogę państwu pomóc-młoda kobieta posyła nam pogodny, nieszczery uśmiech i przez chwilę żałuję, że oboje jesteśmy w dżinsach i bluzach.
-Chciałbym wypłacić dużą kwotę.
-Ma pan u nas rachunek?-w jej głosie słychać nutkę sarkazmu
-Tak-warknął Justin, który był niespokojny.- Na nazwisko Justin Bieber.
Jej oczy rozszerzają się lekko i nieszczerość ustępuje miejsca szokowi.
-Tędy, proszę państwa-mówi cicho i prowadzi nas do niewielkiego, skromnie umeblowanego gabinetu ze ścianami z zielonego szkła-proszę spocząć-pokazuje na dwa skórzane krzesła stojące obok szklanego biurka.-Jaką kwotę chce pan dzisiaj wypłacić, panie Bieber?-pyta grzecznie
-Pięć milionów funtów.
Kobieta trochę zbladła.
-Rozumiem. Poproszę kierownika. Och, proszę mi wybaczyć to pytanie ale czy ma pan jakiś dowód tożsamości?
-Przepraszam ale trochę nam się spieszy-warknęłam-nie można tego załatwić szybciej. Z kierownikiem?
-A pani to kto?-spojrzała na mnie i widać było, że zdusiła w sobie chęć zmierzenia mnie wzrokiem. Tylko spróbuj suko!
-To Marlena Ross. Moja dziewczyna-Justin przyciągnął mnie do siebie a ja spojrzałam na nią i zrobiłam minę "widzisz?!"-I ma rację... Trochę nam się spieszy.
-Tak, oczywiście.-wyszła szybko.
-'Moja dziewczyna'-spojrzałam na Justina
-No co.
Usiedliśmy na krzesłach. Nerwowo zerknęłam na zegarek. Dwadzieścia pięć po drugiej...Do gabinetu wchodzi pan w średnim wieku. Ma elegancki, drogi grafitowy garnitur i pasujący do niego krawat oraz koszulę. Wyciąga dłoń.
-Panie Bieber, Pani Ross. Jestem Troy Whelan-uśmiecha się i wymieniamy z nim uściski dłoni, a potem on siada naprzeciw nas za biurkiem-Wiem od pracownicy, że chce pan wypłacić dużą kwotę.
-Zgadza się, pięć milionów funtów.
Wystukuje na klawiaturze komputera kilka liczb.
-Zazwyczaj prosimy o uprzedzanie nas o takich wypłatach-urywa i posyła nam uśmiech-na szczęście przechowujemy u siebie rezerwę gotówki dla połowy mieszkańców Anglii.
-Panie Whelan, spieszymy się. Co musimy zrobić?-zapytał Justin
-Poproszę o dokument tożsamości. I potem musi pan wypisać czek i kilka dodatkowych dokumentów.-Jus pokazuje mu dowód osobisty-Dobrze więc proszę wypisać czek. A teraz przepraszam na chwilę.
Wychodzi z gabinetu. Justin wypisał szybko czek. Przed oczami pojawia mi się obraz Jaxona. Nagle wraca Whelan. Patrzy na nas.
-Dobrze się pani czuje?-pyta-może wody?
-Nie, nie. Dziękuję.
-Dobrze. Gdyby pan mógł złożyć tu podpis... i na czeku także.
Kładzie na stole jakiś dokument. Justin składa podpis najpierw w odpowiednim miejscu na czeku, potem na dokumencie.
-Wezmę to, proszę pana. Przygotowanie pieniędzy zajmie nam mniej więcej pół godziny.
Szybko zerkam na zegarek. John dał mi dwie godziny-powinnam zdążyć. Justin kiwa głową do Whelana, a on wychodzi z gabinetu.
-Co jest?-pyta Jus
-Tak się zastanawiam...A jeśli John kłamie? Jeśli wcale nie ma Jaxona?-Justin przyciągnął mnie do siebie.
"Nikomu nie mów, inaczej najpierw potnę mu twarz a potem zabiję". To jest chore! Co Jaxon mu zrobił?! Nie wiem ile czasu o tym myślałam.
Rozlega się pukanie do drzwi.
-Panie Bieber-to Whelan-Pieniądze czekają.
-Dziękujemy.-wstajemy z krzeseł.
Obciągam bluzę, zakrywając pistolet. Zerkam na zegarek. Już prawie kwadrans po trzeciej. John może zadzwonić w każdej chwili. Myśl, Lena, myśl!
-Muszę zadzwonić. Mógłby nas pan na chwilę zostawić?-pytam
-Naturalnie-wychodzi.
Wystukuję numer Jaxona.
-O, dzwoni moja wypłata-mówi pogardliwie John
Nie mam czasu na te bzdury!
-Mam pieniądze.
-Na tyłach banku czeka samochód. Czarny SUV. Dodge. Masz trzy minuty, żeby do niego dotrzeć.
Dodge! Wiedziałam, że nas śledził.
-To może mi zająć więcej niż 3 minuty.
-Jesteś bystra, jak na dziwkę,Ross. Coś wymyślisz. Nawigacja cię poprowadzi, żadnych sztuczek. Zostawiasz kasę przy wejściu i możesz zabierać Biebera. I kiedy dotrzesz do samochodu, wyrzuć swój telefon. Rozumiesz, suko?
-Tak.
-Powiedz to!-warczy
-Rozumiem.
Rozłącza się. Chowam telefon i wychodzimy z pomieszczenia. Whelan cierpliwie czeka.
-Będzie nam potrzebna pomoc w zaniesieniu toreb do auta. Jest zaparkowane na tyłach banku.
-Jest tutaj może jakieś tylne wyjście-zapytał Justin
-Nie rozumiem...Mamy, dla pracowników.
-Możemy z niego skorzystać? Unikniemy wtedy niepotrzebnego zamieszania przy głównym wejściu.
-Jak sobie pan życzy, panie Bieber. Każę dwóm pracownikom zanieść torby. I dam wam dwóch ochroniarzy. Proszę za mną.
-Mam jeszcze jedną prośbę-mówię
-Zamieniam się w słuch.

***

Dwie minuty później znajdujemy się na ulicy, kierując w stronę Dodge'a. Szyby są przyciemniane. Tak, to dokładnie ten sam. Otwieram bagażnik. Dwóch młodych pracowników banku wkłada tam ciężkie torby. Pan Whelan odkasłuje.
-Cóż, to było interesujące popołudnie, panie Bieber, pani Ross.-mówi.
Uścisnęliśmy mu dłoń i podziękowaliśmy, po czym odszedł a za nim reszta.
-Na pewno dasz radę-zapytał Justin
-Tak, nie takie sytuacje mam za sobą.
-Nie zrób sobie krzywdy.-W jego oczach pojawiły się łzy. Bez jaj! Nie rycz.
-Przywiozę go całego-obiecałam
Po policzku Justina spłynęła jedna łza. Przytulił mnie. Skrzywiłam głowę i zrozumiałam skąd John miałby się dowiedzieć, że nie zostawię telefonu. Kamery. Wyciągnęłam telefon i wrzuciłam go do kosza.
-Co ja bym bez ciebie zrobił-Justin spojrzał na mnie
-Nie miałbyś takich problemów. Dobra czas mnie goni. Jedź ćwiczyć.
-Bądź ostrożna. Kocham Cię-pocałował mnie w czoło i odszedł
-Dlaczego to brzmi jak pożegnanie? Jeszcze nie teraz!-krzyknęłam za nim

***

Nawigacja wyprowadziła mnie kawałek za miasto, do starego, opuszczonego magazynu. Zatrzymałam auto i wysiadłam. Wyciągnęłam torby z bagażnika. 'Zostawiasz kasę przy wejściu i możesz zabierać Biebera'. Ok. Złapałam wszystkie torby i rzuciłam je przy wejściu. Otworzyłam duże, ciężkie, metalowe drzwi i weszłam do środka. Moje oczy ujrzały Jaxona na samym środku pomieszczenia. Światło padało na niego. Niepewnie zaczęłam stawiać kroki. Coś mi tu nie pasuje. Zostawiłby go samego? Nic? Żadnych niespodzianek? To nie w jego stylu.. Gdy rozejrzałam się i nic nie przykuło specjalnie mojej uwagi zaczęłam biec w stronę Jaxona. Upadłam na kolana koło niego. Położyłam jego głowę na swoich kolanach.
-Jaxon, Jaxon, słyszysz mnie-uderzałam go lekko w policzki
Nic. Zero. Żadnej reakcji. I tu zaczynają się schody. Jak się okazało Jaxon był przykuty kajdankami do słupa. Skąd, kurwa, mam wziąć klucz?! Myśl, Lena, myśl! Jebany John. Kopanie nic nie da, słupa też nie mam jak się pozbyć. Wiem! Wsuwka! Odnalazłam dwie wsuwki w kieszeniach i zaczęłam majstrować przy kajdankach. Jedna otworzyła się a mi nagle zaczęło robić się cholernie gorąco. Spojrzałam w górę... Kurwa! Budynek się pali! Ten koleś serio jest chory! Przerzuciłam sobie Jaxona przez ramię. Kurwa jaki ciężki. Z trudem utrzymałam równowagę wstając. Zaczęłam biec do drzwi. Chciałam je pchnąć aby się otworzyły... ale nic z tego.  Były zamknięte a ogień był coraz bliżej...
-A mogło być nam razem tak dobrze-usłyszałam
Po sekundzie można było usłyszeć warkot silnika... oddalającego się...
-Pomagałam, zapewniałam bezpieczeństwo każdemu... i teraz mam zginąć-wyszeptałam sama do siebie.
~~~~~~~~~~
No i tak to wygląda...
Jak się Wam podoba, mam nadzieję że jest ok :)
Jak myślicie? Czy to już koniec??
Komentujcie i zamieście odpowiedź na to pytanie w komie.
Przepraszam jeśli są błędy ale pisałam na szybko!
Buziaki x

wtorek, 19 maja 2015

#VideoFor1D

Słuchajcie!
Jest sprawa!
Wszystkie Directioners czekają na koncert chłopców w Polsce.
Więc....
Wpadłam na pomysł nakręcenia filmiku dla chłopców.
Jest ich pełno na YouTube ale oczywiście tylko Polska go nie nakręciła...
Więc tu macie info: http://t.co/GcUkBW8u12
Jeżeli zbierzemy się, nakręcimy i wgl.
Ja mam 3 osoby... Mam nadzieję, że pomożecie!
Przeczytajcie i tweetujcie z linkiem do TwitLongera :)
Jeżeli macie znajomych directioners dajcie im do przeczytania to info!
Dziewczyny i Chłopacy!
Pokażmy im, że zasługujemy na koncert, że jesteśmy najlepszymi fanami na świecie!
I tweetujcie z #VideoFor1D.
Proszę Was o pomoc!
Kocham Was!

poniedziałek, 18 maja 2015

rozdział 28

muzyka

-Where are u now- zaśpiewałam równo z wykonawcą
-Skąd to znasz-zapytał zdezorientowany
-Znalazłam kartkę z tekstem gdy poszłam po twój telefon-uśmiechnęłam się szeroko-jest naprawdę świetna. Tylko czemu mi nie powiedziałeś?
-Myślałem, że będziesz zła, że zamiast szykować się do koncertu ja nagrywam.
-Masz rację, jestem trochę zła. Ale z drugiej strony to bardzo dobry powrót w branżę!
No co? Jestem z niego dumna! Po prostu. Kawał dobrej roboty. A to, że przez chwilę nie szykował się... nadrobi! Da radę. Spotkałam kilku znajomych... Faydee'ego, Caluma i bandę, Nicki, Jason też był i Nick. Martin się spisał! Impreza jest naprawdę świetna. Leżę sobie na leżaku a obok mnie, na drugim Iggy. Pijemy Cosmo a promienie słońca padają na nas. Jest bardzo gorąco...
-Właściwie to skąd znasz Justina-zapytała blondynka
-Cóż... Jesteśmy sąsiadami- powiedziałam a ona się zaśmiała
-Szczęściara z ciebie... Wspaniały chłopak, przystojny sąsiad, świetna praca...Żyć nie umierać...
Chwila! 'Świetna praca'?! Chyba nie chodzi jej o wyścigi i samochody!
-Co masz na myśli mówiąc 'świetna praca'?
-Och, przepraszam. Martin powiedział mi, że jesteś choreografką. I w ogóle czym się zajmujesz... Przepraszam, że w ogóle się go zapytałam...
-Nic nie szkodzi. Wszystko ok...
Uff...W takich momentach jestem wdzięczna Martinowi za jego dyskrecję.
-Więc jak idą przygotowania do koncertu-wypaliła nagle. To też wie od Martina?-Tak-odpowiedziała jakby czytała w moich myślach.
-Jestem trochę w tyle... ale dam radę-uśmiechnęłam się- co jeszcze ci o mnie powiedział?
-No więc...

***

-Lena trzymaj kluczyki i papiery od auta. Ja już lecę bo Jaxon po mnie przyjechał-Justin przerwał moją rozmowę z Iggy
-Chwila! Gdzie?! Po co mi te kluczyki?-byłam zdezorientowana
-Muszę pilnie jechać do rodziny. To naprawdę ważne. Samochód ci zostawiam, żebyś miała czym wrócić do domu.
-Nic mi nie powiedziałeś, że gdzieś jedziesz.
-Wiem, przepraszam... Ale to mega pilne.
-I znów nie będziesz się szykował do koncertu..-byłam wściekła. Jesteśmy cholernie w tyle a on gdzieś jedzie?!
-Lena wracam jutro, postaram się zdążyć na trening. Obiecuję!
-Ja cię kiedyś uduszę!-potrząsnęłam głową
-Też cię kocham-uścisnął mnie- A! Dzwonił do mnie Louis i prosił, żebyś zajrzała do nich jak wrócisz. Ty nie odbierałaś więc zadzwonił do mnie.
-Ok, leć już. Udanego wyjazdu.
-Dzięki. Kocham Cię-cmoknął mnie w policzek i szybkim krokiem ruszył w stronę wyjścia.
Nie zdążyłam schować papierów i kluczy do torebki, gdy Luke już był koło mnie.
-Ty chyba naprawdę chcesz, żebym był zazdrosny-zrobił jedną ze swoich słodkich min.
-Niczego innego nie pragnę-puściłam mu oczko a on mnie pocałował
-To jest właśnie to o czym ci mówiłam-powiedziała Iggy
Luke usiadł na leżaku, na którym odpoczywałam.
-I kogo tu obgadujecie-zapytał
-Wybieramy najprzystojniejszego chłopaka imprezy-zaśmiała się Iggy
-O, i na którym miejscu jestem?
-Setnym-zaśmiałam się a Luke udał urażonego.

***

Jest ok. 23. Luke z chłopakami poszli do domu już dawno. Ja dopiero wracam. Martin i Iggy próbowali mnie jeszcze zatrzymać, ale argument 'o 6 zaczynam trening' zadziałał i mnie puścili. Zaparkowałam na podjeździe chłopaków i wyszłam z auta. Jest zimno. Szybko przeszłam do drzwi domu i zapukałam.
-O hej, wchodź-uśmiechnął się loczek
-Louis dzwonił i...
-Tak, tak. Wiem wszystko-przerwał mi-to ja kazałem mu zadzwonić.
-A co się dzieje?
-Siadaj-wskazał stołek barowy-napijesz się czegoś?
-Herbaty poproszę.
-Więc...Martwimy się z chłopakami o Liam'a-mówił i szykował szklanki oraz napój-sama wiesz jaki był załamany, cichy po tym co się stało...A teraz znowu jest taki cholernie żywy, czasem nadpobudliwy.
-Może po prostu ochłonął? Zrozumiał sytuację i się uspokoił. Zaczął normalnie funkcjonować.
-Nie. On nie był taki wcześniej...
-Coś podejrzewacie?
Harry otworzył usta ale nic nie odpowiedział bo do kuchni wszedł Liam.
-Lena, witaj!
-Hej.
-Co siedzicie tu tak sami? Chodźcie do nas!
Loczek wziął kubki z herbatą i szliśmy za Liamem. Gdy weszliśmy do salonu Luke spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Hej wszystkim-powiedziałam
-Hej-usłyszałam chór
Usiadłam pomiędzy nogami Luke'a opierając się plecami o jego klatkę. Harry podał mi kubek.
-Może pogramy w karty?-zaproponował Calum-w pokera?
-Rozbieranego-zapytałam
-Pewnie-uśmiechnął się cwaniacko.
-Dawaj karty.
-Ja gram z Leną-krzyknął Luke
-Będzie striptiz-zaśmiał się Louis
Usiedliśmy wszyscy na podłodze. Chłopacy się podzielili. Niall i Louis przynieśli każdemu piwo. Ustaliliśmy, że jedna osoba z pary gra a druga się rozbiera...No i zaczęliśmy grać. Przez kilka kolejek miałam najmocniejsze karty, więc pozbawiłam chłopaków niektórych części garderoby.
-Ej to nie fair-zaprotestował Louis
-Czemu-spojrzeliśmy na niego
-Ja chcę zamianę par! Lena gra najlepiej!
-Dlatego z nią gram-Luke cmoknął mnie w policzek a ja się uśmiechnęłam.
-Gdzie nauczyłaś się takiej sztuki-zapytał Calum
-Cóż...Często graliśmy z Troy'em i zawsze wygrywał. Podpatrzyłam, podpytałam go i się nauczyłam.
-Jest aż taki dobry?
-Nikt nie chce z nim grać-zaśmiał się Luke
-Czemu?
-Jest magikiem...

***

-Dobra ja się zbieram-wstałam gdy skończyliśmy grę
-No co ty! Będziesz sama w dużym domu! Zostań!
-Nie, Jaxon dotrzyma mi towarzystwa.
-Ale Jaxona nie ma-uśmiechnął się Harry
-Jak to?
-No pojechał coś załatwić, powiedział, że przyjedzie rano, żeby zawieść cię na trening.
-Nie no zajebiście! Nie mam kluczy...
-Czyli zostajesz u nas! Dam ci jakieś dresy-Niall uśmiechnął się słodko.
-Nie. Dam ci koszulkę-sprzeciwił się Zayn.
Chłopacy zaczęli kłótnię o to kto da mi ciuchy do spania. Ale porażka!
-Ej! Może ja dam Lenie ubrania-powiedział Luke
-Nie! Idę po dresy-Niall ruszył na górę a my zaczęliśmy się śmiać
-Lena idziesz zapalić?-zaproponował Zayn
-Ok.
Wyszliśmy przed dom. Zapaliliśmy swojego papierosa i paliliśmy w ciszy. Ta chwila nie trwała długo bo było jeszcze zimniej więc uciekaliśmy do domu.
-Dobra czas do łóżek dzieci-zarządził Louis
-Ja cię porywam. Śpisz u mnie.-w oczach Luke'a widziałam iskry. Jak dziecko, jak dziecko...
-Pozmywam-powiedział Liam i poszedł do kuchni
-Lena-usłyszałam syknięcie
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Hazzę, który kazał mi iść za nim. Więc poszłam. Jak się okazało zaprowadził mnie do czyjejś sypialni.
-Ja już szukałem, ale może ty coś znajdziesz-powiedział gdy zamykał drzwi.
Obstawiam, że to pokój Liama. Zaczęłam szukać pod łóżkiem i na biurku. Postanowiłam skorzystać z doświadczenia i zaczęłam przeglądać szafki nocne. Otworzyłam dolną szufladę. Papiery, płyty, jakieś kable i... BINGO! Schowałam jeden woreczek do kieszeni i zamknęłam szufladę. Wyszliśmy z pokoju gdy, jak się okazało, Liam wchodził na schody. Harry prowadził mnie gdzieś. Otworzył przede mną drzwi i gdy mijałam go zapytał bezgłośnie 'masz coś' na co skinęłam lekko głową. Weszłam do sypialni i zobaczyłam dresy na łóżku. Złapałam je i chciałam otwierać drzwi do, jak zgaduję, łazienki ale Luke zrobił to za mnie. Stał w bokserkach, dopiero co wykąpany a kropelki wody spływały jeszcze z włosów po torsie. Ach...kocham taki widok.
-Pomóc ci?-zapytał
-Um..Co? Co?-zapytałam gdy oderwałam wzrok od jego torsu
-Pytałem czy ci pomóc...w kąpieli
-Ach..Nie, nie. Dziękuję.
-Proszę bardzo.
Przepuścił mnie w drzwiach po czym wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Dla pewności zamknęłam je na klucz. Podeszłam do umywalki i wyciągnęłam z kieszeni woreczek. Przyjrzałam się proszkowi... Poproszę chłopaków o sprawdzenie tego. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Umyłam dokładnie ciało i włosy. Owinęłam ręcznikiem włosy a drugim wytarłam się do sucha. Ubrałam bieliznę i dresy oraz koszulkę Niall'a. Schowałam woreczek w spodenki i gdy zebrałam swoje ubrania wyszłam z łazienki. Położyłam się koło śpiącego już Luke'a i analizowałam dzisiejszy dzień: zebranie, impreza, ten fotograf, wyjazd braci Bieber, poker, nadzy chłopacy...Hmm...Nie najgorzej! Po kilku minutach usnęłam

***

Obudził mnie budzik. 5 rano. Nie chce mi się wstawać ale muszę. Przeszłam do łazienki tak, aby nie obudzić Luke'a. Przebrałam się we wczorajszy strój. Ogarnęłam trochę włosy i twarz, i wyszłam. Zeszłam na dół i pokierowałam się do kuchni, z której dochodziły jakieś hałasy.
-Kurwa Calum!-odwróciłam wzrok, żeby nie patrzeć na niego.
-Dzień dobry.
-Ubierz się!
Cal stał całkiem nagi i coś robił.
-Ale tak mi dobrze.
-Idź się ubierz-usłyszałam Liama-co zjesz?
-Um.. Nie chcę nic. Zaraz będę iść
-Zwariowałaś! Nigdzie nie pójdziesz dopóki czegoś nie zjesz! Naleśniki? Jajecznica?
-Ugh..Jajecznica.
Liam zaczął przyrządzać posiłek, szło mu to dobrze i sprawnie. Calum wrócił ubrany i pomagał mu. Gdy ja chciałam pomóc kazali mi siedzieć i się nie ruszać... Co chwilę spoglądałam na zegarek... Robiło się coraz później a Jaxona jak nie było, tak nie ma... Po chwili Liam postawił przede mną talerz z górą jajecznicy.
-Ale ja tego nie zjem! To za dużo!-spojrzałam na nich
-Wcinaj! Zjedz chociaż połowę.
Eh...Więc zaczęłam jeść. Chłopacy usiedli koło mnie i jedli. Co chwilę ktoś przychodził. Dziwiło mnie to, że tak wcześnie wstają. Gdy nie mogłam zjeść już więcej odsunęłam od siebie talerz. Liam zmarszczył brwi.
-Mało zjadłaś...
-Więcej nie zmieszczę. Dziękuję-uśmiechnęłam się a on zrezygnował
Wybrałam numer Jaxona w telefonie i zadzwoniłam. Jeden sygnał, drugi, trzeci... I nic. Nie odbierał. spróbowałam jeszcze dwa razy i zrezygnowałam. Była 5:45... Kurwa, gdzie jesteś Jaxon?!
-Dobra chłopaki ja muszę iść.
-Ale Jaxona nie ma...
-No, sama muszę jechać. Dziękuję wam za wszystko! Podziękujcie ode mnie Niall'owi za dresy. Pa-pożegnałam się i wyszłam...Cóż...jedynym rozwiązaniem jest zabranie rzeczy na trening z domu. Przeszłam na swój podjazd i otworzyłam drzwi. Po cichutku przeszłam na górę aby nikogo nie obudzić. Weszłam do swojej sypialni. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej torbę do której włożyłam potrzebne rzeczy. Zamknęłam szafę i odwróciłam się, żeby zobaczyć Luke'a. Ale to był błąd! To co zobaczyłam uderzyło we mnie, zasmuciło ale i wywołało wściekłość. W moim łóżku, koło Luke'a leżała jakaś blondynka! O nie! Nie będzie sprowadzał do mojego domu dziwek! Byłam wściekła i musiałam się wyżyć. Nie pozwolę na takie schadzki w moim domu. Nie będzie robił co chce! Złapałam nożyczki. Otworzyłam szafę i zaczęłam ciąć jego koszule.
Gdy nie miałam już co ciąć, odłożyłam nożyczki, zamknęłam szafę i zabierając torbę wyszłam z pokoju, a potem z domu. Wsiadłam do auta i odjechałam.

***

Po 5 godzinach treningu zrobiliśmy sobie przerwę. Zaczynam martwić się o Jaxona bo wciąż go nie ma. Postanowiłam sprawdzić telefon, jednak do sali wszedł Niall.
-Musimy pogadać-syknął i łapiąc mnie za nadgarstek wyprowadził z sali.
-Ała-zaczęłam rozmasowywać nadgarstek.
-Po pierwsze trzymaj, zostawiłaś go u nas-podał mi telefon.
-Oh, dziękuję.
-A po drugie... Lena co ty kurwa robisz?! Dzwonił jakiś facet do ciebie ale Liam nie rozumiał co on gada i ja z nim rozmawiałem, ale kurwa mniejsza o to! Dlaczego, do chuja, zdradzasz Luke'a?!
Nagle mój telefon poinformował nas, że dostałam smsa. Zignorowałam minę Niall'a, która mówiła abym to zostawiła, i sprawdziłam.
"Chcesz jeszcze zobaczyć Jaxona?"

~~~~~~~~~~
wiem że nie ma odpowiedniej ilości komów ale muszę dodać żeby wyrobić się w czasie. Chciałabym skończyć ride do wakacji więc proszę was o to abyście czytali i komentowali żeby rozdziały pojawiały się częściej. Znajdziecie mnie również na Wattpadzie ale tam muszę nadrobić... Więc komentujcie wszyscy i do następnego. Zaglądajcie na twittera ROD!
Przepraszam jeśli są błędy!

Jak myślicie co się stało z Jaxonem?
Kto za tym stoi?
Dlaczego?
Czy wszystko będzie dobrze?
Komentujcie!