poniedziałek, 6 marca 2017

Rozdział 37

Pod rozdziałem ważna notka, przeczytajcie!!

W drodze na komisariat wytłumaczyłam Justinowi sytuację i powiedziałam co ma mówić podczas składania zeznań.

-Zwariowałaś? Dziewczyno ty wychodzisz za mną za 4 tygodnie! Chcesz się hajtać w kiciu?-szeptał, żeby nas nie słyszeli.
-Uspokój się, nic mi nie zrobią, wszystko jest załatwione. Najwyżej posiedzę 48 i tyle. Wypuszczą mnie. Na luzie.

***

-Ross powiedz prawdę-powiedziała Elena, która prowadziła przesłuchanie.
-Mówię, pojechałam i go zabiłam. Działałam na zlecenie tamtejszej policji.

Do pokoju wszedł Hobbs.

-Rozkuj ją, jesteś wolna. Działała w porozumieniu z policją.

Elena rozkuła mnie z kajdanek i wyprowadziła z pokoju. Wiedziałam, że mogę się spodziewać wizyty Hobbsa w domu. Elena dostała od niego rozkaz zawiezienia mnie do domu, trochę śmieszne ale ok.

-To nie ty go zabiłaś, prawda-zapytała gdy byłyśmy już w połowie drogi
-Za dobrze mnie znasz, Justina też wypuściliście?
-Szybciej jak ciebie, w domu już jest.
-Postępowanie będzie się toczyć dalej?
-Wątpię, jeśli było to działanie w porozumieniu z policją.

Chociaż wcale tak nie było, po prostu ma się znajomości.

-Dostałaś już zaproszenie?
-Tak, Luke był osobiście. Będę.
-To się cieszę. Dzięki za podwózkę.
-Nie ma za co, wpadnę na kawę kiedyś.
-Ok, zapraszam- pożegnałyśmy się i wysiadłam

Ona odjechała a ja weszłam do domu.

-Lena? To ty?-usłyszałam głosy z salonu więc tam poszłam
-Ja, ja.
-Jezu, jak dobrze-Justin podszedł do mnie i mocno przytulił- I co??
-Co, nic. Postępowanie będzie zakończone. Nic nam nie będzie. Mówiłam.

***

Wieczorem położyłam się szybciej. Oparłam się plecami o zagłówek łóżka i wsmarowywałam krem w ręce. Łóżko ugięło się koło mnie pod ciężarem Luke'a. Położyłam głowę na jego ramieniu i dostałam buziaka.

-Wyobraź sobie-zaczął-jak za kilka lat będziemy sobie tak leżeć a wokół łóżka będą biegały nasze dzieci. A później wdrapią się na łóżko do rodziców.
-Tak bardzo chcesz mieć dzieci?-uśmiechnęłam się
-Z tobą mogę mieć ich nawet 10.
-Nie no nie przesadzajmy...
-Trójka?
-Dwójka?
-Trochę mało...
-Później będę wyglądać jak wieloryb-zaśmiałam się
-To co... Ale mój wieloryb.
-Jedyne czego pragnę.
-Będziesz taką...Seksowną mamuśką.
-Idź bo ci walnę.
-Seksowna mamuśka... Pasuje ci.
-Eh... Obejrzymy jakiś film?
-No pewnie, jaki?-wstał po laptopa

***

O 10 przyjechała Mia z Jack'iem.

-Jack-krzyknęłam gdy wyszłam do nich przed dom
-Ciocia!-mały przybiegł do mnie, wzięłam go na ręce a ten wtulił się we mnie mocno- Co będziemy robić?
-A co chcesz? Może pójdziemy na lody?
-Nie, Lena żadnych lodów-zarządziła Mia, która przyniosła plecak Jacka.
-Uuu, nabroiłeś?
-Nie.
-Chodź Mia, zrobię kawę.

Weszliśmy do środka. Dałam młodemu sok i ciasto i bawił się w salonie. Zrobiłam nam kawę i pokroiłam ciasto. Usiadłyśmy i rozmawiałyśmy.

-Jak się czujesz-zapytała
-Dobrze, nie narzekam. A ty jak? Młoda daje Ci w kość?
-Tylko chwilami, ale ogólnie jest bardzo dobrze.
-Brian się tobą opiekuje?
-Tak, bardzo. A widziałabyś jego minę jak mu powiedziałam.
-Skakał pod sufit?
-No prawie-zaśmiała się- A jak przygotowania do ślubu?
-Nawet nie wiesz ile chłopacy nam pomagają. Czekam na suknię a reszta... Już prawie wszystko jest. Czekam teraz na potwierdzenia przybycia, żeby wiedzieć jak z hotelem.
-A potrzebujesz pomocy z czymś?
-Nie, nie, dziękuję.
-My będziemy, to już ci mówię.
-Super-odhaczyłam ich na liście-a wy macie wszystko?
-Na wesele?-przytaknęłam na jej pytanie-Muszę kupić jeszcze garnitur Jackowi bo trochę wyrósł z tego co miał u nas.
-To ja się tym zajmę może?
-Masz dużo na głowie, dam radę-uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek- dobra muszę lecieć, mamy dzisiaj do obejrzenia 2 domy.
-Zjecie jak przyjedziecie?
-Bardzo chętnie, dzięki

***

Parę minut po wyjeździe Mii przyjechał Stephen z zakupami. Schowaliśmy wszystkie produkty.

-Jack co powiesz na lody?-zapytałam
-A pójdziemy do Mca?
-Jeśli chcesz.

Jack zaczął się ubierać.

-Jedziesz z nami?
-Do Mca zawsze!-Steph uśmiechnął się

***

Po lodach poszliśmy do sklepu Hugo Boss. Stephena obmierzyła jedna z pracownic sklepu. Przymierzył kilka fasonów garniturów.

-Co myślisz-zapytał
-Super. Jack co sądzisz?
-Bierzemy!

Zapłacił i poszliśmy do Dolce&Gabbana po garnitur dla Jacka. Wybraliśmy mu też koszulę.

-Potrzebujemy coś jeszcze-zapytał Stephen kiedy czekaliśmy na Jacka
-Nie, chyba mamy wszystko, teraz Mc i do domu robić obiad.

Po zapłaceniu poszliśmy do Mca. Chłopacy jedli a ja piłam shakea.

-Co robimy na obiad?-zapytałam
-Spaghetti?-rzucił Jack z pełną buzią
-Steph co sądzisz?
-Jestem na tak!

Siedzieliśmy i czekałam aż chłopcy skończą jeść. Nagle podeszły do nas 4 dziewczyny.

-Przepraszam-odezwała się jedna-możemy prosić o autograf?

Nie odzywałam się bo myślałam, że to do Stephena. Patrzeliśmy się na siebie nawzajem.

-Steph no odpowiedz-odezwałam się w końcu
-Lena, ale to do ciebie-uśmiechnął się

Odwróciłam się w stronę dziewczyn, które nadal stały koło nas i patrzyły się na mnie.

-O mnie chodzi-zapytałam
-Em... No pani Marlena Ross? Menadżer chłopców, tak?
-No tak, zgadza się.
-Możemy prosić o autograf?
-Ale... To chłopcy są sławni, nie ja.
-Ale pani ich zna. Prosimy.

Złożyłam dziewczynom podpisy i zrobiłyśmy sobie jeszcze zdjęcia. Dziewczyny podziękowały i odeszły. Jack skończył jeść i mogliśmy wracać.

***

Gdy wróciliśmy zaraz wzięliśmy się za obiad. Każdy miał zajęcie. Po skończeniu zostało tylko czekać na Mię i Briana. Zaczęłam rozmawiać z moim bratem o weselu. W trakcie tej rozmowy dostałam 5 smsów z potwierdzeniem przybycia na wesele. Odhaczyłam te osoby na liście po czym usłyszałam trzaśnięcie drzwi.

-Jesteśmy-krzyknął Luke

Poszłam ze Stephenem do salonu gdzie chłopacy witali się z Jackiem. Przywitaliśmy się z nimi.

-Obiad będzie jak przyjedzie Mia z Brianem.-poinformowałam ich a do pokoju weszli nasi sąsiedzi.
-Ktoś tu mówił o obiedzie?-Niall uśmiechnął się chyba najszerzej jak się da.
-Widzisz Steph mówiłam, że trzeba zrobić więcej bo jak zapach dojdzie do nich to zaraz tu będą-zaśmiałam się
-Widzisz jak dobrze nas znasz-uśmiechnęli się
-Siadajcie.

Luke pomógł mi przynieść do salonu napoje i szklanki. Podałam każdemu szklankę i usiadłam koło Luke'a po czym zaczęliśmy dyskusję. Zaczęliśmy rozmawiać o tym jak będzie wyglądała przyszłość...

-Mam nadzieję, że będziesz kochał Lenę nawet jak będzie w ciąży wyglądała jak pasztet.
-Dzięki Niall!
-Właściwie to już trochę przytyłaś, jadłabyś trochę mniej...
-I kto to mówi-zaśmiałam się
-A jak będzie po weselu-zapytał Liam
-Kupimy piękny duży dom-zaczął Luke patrząc mi głęboko w oczy-taki, który będzie Ci się podobał, w którym pomieścimy się, w każdą niedzielę będą obiady rodzinne. Nauczę nasze dzieci grania na gitarze ty grania na pianinie, chłopacy pewnie też czegoś je nauczą, będą miały piękny głos po Tobie, będziemy spędzali razem wieczory oglądając filmy, grając w gry, opowiadając sobie historie. Będziemy jeździli gdzie tylko będziecie chcieli, będzie najszczęśliwszym dzieckiem na ziemi, będzie miała najlepszych rodziców, wujków, ciocie na świecie. A gdy będzie już dorosła będzie miała wspaniałego męża i dzieci a my wspaniałych wnuków, którym damy wszystko co będziemy mogli. A chłopcy będą mieli wspaniałe żony tak jak ja.
-Skąd wiesz, że będzie miała wspaniałego męża?
-Bo jak on coś zrobi nie tak jak trzeba to tatuś z wujkami się nim zajmie, prawda chłopaki?
-Prawda-krzyknęli chórem
-A gdy żony naszych chłopców tak zrobią to porozmawia z nimi najlepsza teściowa na świecie-Luke uśmiechnął się
-A ja przepraszam ale mam takie pytanie-Harry uniósł lekko rękę-Mówisz o dzieciach w liczbie mnogiej... Ile ich chcecie-zapytał a ja zaczęłam się śmiać
-Luke chce dziesiątkę-powiedziałam a Louis i Zayn, którzy właśnie się napili wypluli wszystko i wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem-Ale myślę, że dwójka będzie odpowiednia.
-Będziemy jeszcze dyskutować na ten temat-zaznaczył Luke.

Spojrzałam na Nialla, który chciał coś powiedzieć a ja już wiedziałam o co mu chodzi.

-Tak Niall dostaniesz u nas żarcie, nie tylko w te niedzielne rodzinne obiadki-zaśmiałam się

Do pokoju weszła Mia i Brian.

-Chłopie 10 dzieci?!-Brian zrobił wielkie oczy
-Siadajcie już podgrzewam obiad.

Razem ze Stephenem poszliśmy do kuchni zająć się obiadem.

~~~~~~~~~~~~
Hej kochani!!
Słuchajcie po pierwsze przepraszam za błędy jeśli są.
Po drugie: chciałabym poznać waszą opinię na temat tego opowiadania, proszę Was bardzo wyraźcie ją w komentarzach.
Po trzecie:zapraszam Was również na Stripper.
A po czwarte: dostałam pomysł na nowe opowiadanie i chciałabym się dowiedzieć czy ktoś byłby chętny je czytać. Głównym bohaterem byłby Niall Horan, opowiadałoby o dziewczynie, która u niego pracuje. Nie mam jeszcze pomysłu jak potoczyłyby się ich losy ale myślę, że by się Wam spodobało. Proszę powiedzcie czy bylibyście chętni do czytania czegoś takiego... Wiem, że to mały opis ale jeśli bylibyście na tak to wstawiłabym Wam jakiś lepszy opis :) Proszę wyraźcie swoją opinię na ten temat w komentarzach.
Czekam na wasze opinie! Do następnego buziaki!

piątek, 10 lutego 2017

Rozdział 36

-O w mordę-rozszerzyłam oczy.
-Chcesz zobaczyć z bliska-uśmiechnął się.

Zbiegłam szybko po schodach i po ok. minucie stałam już na zewnątrz a wszyscy goście stali za mną.

-To...-Jaxon zaczął ale mu przerwałam
-Lykan HyperSport. Do tej pory powstało ich tylko 7 egzemplarzy. Jest kuloodporny, maksymalnie 395 km/h, do setki rozpędza się w niecałe 3 sekundy, dokładnie 2,8. Do napędu służy centralnie umieszczony, podwójnie turbodoładowany silnik typu boxer, generujący moc 750KM i 1000 Nm momentu obrotowego. Takie detale jak diamentowe obramowanie reflektorów i złote nici w fotelach do tanich nie należą. Mimo, że jest trochę wolniejszy od Veyrona jest droższy. Wiem-wystawiłam palec-ile kosztuje Veyron bo go mam. Tu o kosztach nie wspomnę. Nie mogę go przyjąć, to za drogi prezent- odwróciłam się twarzą do wszystkich a oni stali i gapili się na mnie z otwartymi buziami a ekipa śmiała się.- No co? Takie rzeczy się wie.
-Tak, tak, wiem, że to drogi prezent ale żeby cię uspokoić rozmawiałem z Justinem i stwierdził, że właśnie go nie weźmiesz no bo cena dlatego kupiliśmy Ci go na spółę.
-Mimo to to drogi prezent.
-Ale prezent. Zwrotu nie przyjmuję.
-Eh... No dobrze, dziękuję- podeszłam i przytuliłam ich.

Weszliśmy z powrotem do domu, poszłam szybko się ubrać a Tyna robiła kawę gościom. Zeszłam gotowa i zaraz po kolei każdy składał mi życzenia i wręczał prezenty.

-No kochana ty moja-zaczął Stephen-życzę Ci wszystkiego czego tylko sobie życzysz, ale przede wszystkim zdrowia, szczęścia i dużo miłości. Niech Ci się życie ułoży dobrze, po twojej myśli a małżeństwo-zaczął mówić na ucho przytulając mnie- i seks z Luke'iem będzie zajebiste. Rodzice byliby z ciebie dumni- dał mi buziaka i wręczył torbę.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się
-Dobra do południa wy ją chłopaki macie, od południa do 20 Luke i Steph a od 20 dziewczyny-zarządziła Tyna.
-Dobra, dobra, fajnie. Lena proszę bo dłużej nie może czekać-powiedział Tej.

Otworzyłam koszyk a w środku był piesek.

-Ale słodki!
-Jak go nazwiemy-zapytał Luke
-Hmm...Killer.
-Ale to mały piesek.
-Killer!-powiedziałam a piesek spojrzał na mnie.

***

Wieczorem była zajebista impreza. Była cała ekipa, Theo i Bradley, chłopacy, Tai, Maciek, Chris i Darcy, Iggy, Nicki i wielu innych moich znajomych. Ale! Na drugi dzień obowiązki wzywały... Mieliśmy ćwiczenia... Na torze, strzelnicy, siłowni, w terenie i z Hobbsem. Wieczorem pojechałam jeszcze do Hectora po moje pieniądze. W sobotę po południu pojechałam na teren Wojny Ras. Przygotowywaliśmy wszystko bo przez weekend trwała impreza.

-Lena!-usłyszałam wesoły głos za sobą więc się odwróciłam.
-Tai, Darcy, Maciek, Chris! Hej!-uśmiechnęłam się i przywitałam z nimi po kolei.
-Niesamowita impreza!-wyszczerzył się rudy.- Chris pójdziemy jeszcze się przejść po placu?
-Pewnie.
-Tylko się nie zgubcie. My tu będziemy.

Chłopacy poszli a ja zostałam z Tai'em i Maćkiem.

-Powiedzieliście mu-zapytałam a oni pokręcili głową- to dobrze, to będzie niespodzianka.
-A organizator nie ma nic przeciwko, że kasa z tej imprezy pójdzie na Darcy'ego? Przecież to chyba dużo kasy...
-A widzisz, żebym miała coś przeciwko?
-Ty jesteś organizatorką?
-Ja z ekipą. To my wymyśliliśmy Wojnę Ras.. Poczekajcie.-Wzięłam krótkofalówkę-Dom podstaw się na start. Czarna Honda HSC, 3.5 V6 VTEC 300 KM, nr 258.
-Ok.
-Więc cała kasa za wjazd, wygrane i z aut idzie dla niego.
-Jesteś wspaniała.

Uśmiechnęłam się tylko. Zasady proste. Przegrany oddaje auto i kasę za jaką się ścigali. Miałam informacje o wszystkich autach. Na te wartościowe podstawiałam kogoś z naszych. A skąd znałam chłopaków? Dzięki Jaxonowi. Zabrał mnie w jeden dzień na stadion jako niespodziankę. Nie wiedziałam gdzie jechaliśmy bo zawiązał mi oczy. Na miejscu czekał na nas Tai, z którym odbyłam 'trening' na motorze. Szybko złapaliśmy wspólny język, zaprzyjaźniliśmy się, pojechałam z nim na kilka zawodów i tam poznałam resztę środowiska, z którymi też szybko złapałam kontakt.

***

Zostałam w domu a chłopacy pojechali dalej w trasy. Tyna była znowu u nas. Nie rozmawiała z Justinem. Luke przyjeżdżał nawet gdy mieli dzień przerwy, często sam. Organizowaliśmy w końcu nasze wesele. Kiedy mógł to przyjeżdżał i pomagał w przygotowaniach. Oczywiście, że więcej go nie było jak był ale dawałam radę. Bardzo pomagał mi Jaxon i Stephen. Jeździli ze mną i załatwiali wszystko. Akurat dziś Justin był w domu. Chciał też coś pomóc no ale miał trasę koncertową. Ale i tak pomógł. Przyjechała dziś jakaś tam bardzo znana projektantka sukien ślubnych. Tak, tak, pomysł Justina. Przeglądałam katalog i te suknie, które przywiozła a Stephen i Jax zajmowali się zaproszeniami. Wesele będzie dość duże bo Luke stwierdził, że zapraszamy kogo chcemy więc nawet przyjaciele będą.

-Tai też będzie-zapytał Jax
-Tai, Maciek, Chris, Darcy, Piotrek i Przemek, Luke nalegał- odpowiedziałam-A macie już dla Bradleya i Theo?
-Mhm.
-Ok, gotowe, pojadę wysłać-stwierdził Steph
-Ej ta chyba będzie dobra, co?
-Ale zajebista.
-Dobra przyciśniemy z przygotowaniem sukni i za 2 tygodnie maks 3 przywiozę Ci ją.-powiedziała projektantka
-Super a co z garniturem-zapytałam chłopaków
-Za 2 tygodnie jest.

Projektantka zwinęła się i wyszła a my odhaczaliśmy na liście czy wszystko jest.

-Obrączki?
-Są.
-Sala.
-Jest.
-Florysta, dekoracje, zespół?
-Są.

Wszystko sprawdziliśmy do końca i mieliśmy wszystko. Chłopacy byli dla mnie prawdziwym wsparciem, Tyna też. Chociaż dalej przeżywała stratę dziecka, nie dziwię się.

-Ok, ale jest jeszcze jedna ważna sprawa...
-Jaka-zapytaliśmy z Luke'iem, który siedział koło mnie i mnie przytulał.
-A wieczór panieński i kawalerski-zapytał z pełną powagą Jax a my się zaśmialiśmy
-Panieńskim ja i Mia się zajmujemy-Tyna wychyliła głowę z kuchni.
-Fajnie się dowiedzieć-krzyknęłam.
-No wiem!
-To kawalerski bierzemy my-Steph pokazał palcem na siebie i Jaxa-co nie?
-Pewnie!-i przybili piątkę
-Tyna a kiedy robicie-zapytał Steph Tynę, która weszła właśnie do salonu.
-Dzień przed ślubem.
-No to my też.
-Wiecie, że zostało mało czasu?
-Noo... Jedziesz wysłać?
-Tak, tak.
-Dobra to ty jedź a ja zabieram Lenę-stwierdził Jax
-Gdzie?-zapytałam
-Nie interesuj się, dowiesz się na miejscu.

Stephenowi powiedział na ucho coś, pewnie gdzie jedziemy.

-Ja też! Zbieraj się!

Przebrałam się i pojechaliśmy.

***

Okazało się, że chłopacy zabrali mnie do galerii. Oczywiście zaraz pojawiło się koło nas pełno fanek. Nie rozumiałam tego. To chłopacy byli gwiazdami ja tylko managerem. Jax zaciągnął mnie do sklepu z bielizną gdzie, jak się okazało czekał już na nas Justin. Oczywiście musieli coś odjebać... Na czas naszych zakupów sklep był zamknięty!

-A na co tu przyszliśmy? Nie potrzebuję gaci...
-Jak to na co? Bielizna na noc poślubną sama się nie kupi!
-Chyba was pogięło!-krzyknęłam-Jakbym wiedziała, że macie taki debilny pomysł to w ogóle bym tu nie przyszła!
-Ale zobacz pracuje tutaj taka fajna pani, nie krępuj się-stwierdził Jax- I tak wiemy jak wyglądasz w bieliźnie.
-Nawet bardzo fajna-Justin zaczął świrować
-Zamknijcie się-warknęłam i wyciągnęłam telefon wybierając numer Tyny-Tyna? Błagam Cię przyjedź do galerii.
-A co się stało?-zapytała
-Chłopacy zaciągnęli mnie do Victoria's Secret, żeby kupić coś na noc poślubną.
-Poszaleli?! Zaraz będę!

Po 10 minutach była już z nami Tyna.

-Dobra, wy zostajecie tu, możecie sobie popatrzeć jaką bieliznę mają, Tyna idzie ze mną-zarządziłam

Po przymiarce kilku kompletów bielizny stwierdziłyśmy z Tyną, że ta, którą mam właśnie na sobie jest naj. Zawołałyśmy chłopaków.

-O kurwa, ale z Luke'a szczęściarz-stwierdził Jax
-Czemu to nie ja jestem twoim narzeczonym-zajęczał Justin
-Dlaczego jestem twoim bratem-westchnął Steph
-Jesteście debilami-stwierdziłam-Brać?
-Tak!-wszyscy krzyknęli chórem.
-Czuję, że mi staje, idź się przebrać-Justin gapił się na mnie jak głupi

Zaczęliśmy się śmiać. Przebrałam się w swoje ubrania, wyszłam z przymierzalni i wszyscy poszliśmy do kasy. Oczywiście chłopacy natychmiast odciągnęli mnie od kasy, żebym nie mogła zapłacić. Nie chciałam, żeby Justin płacił, wystarczy, że płacił za suknię ślubną, która  kosztowała od chuja. Popatrzyłam na nich oraz ich ruchy i okazało się, że płacił Jax. No tak, mogłam się tego spodziewać. Kiedy zapłacili pojechaliśmy do domu.

***

-Luke jesteś?-krzyknęłam jednak nie zastałam go.

Na lodówce wisiała karteczka od Luke'a, że pojechał do Nicki i Iggy z zaproszeniami i że wróci ok.17. Odłożyłam bieliznę do szafy w sypialni i poszłam zrobić sobie kawę. Zadzwonił dzwonek.

-O hej Dom-uśmiechnęłam się gdy otworzyłam
-No hej, jest Luke?
-Nie, pojechał z zaproszeniami, wejdź.
-Dzięki-szliśmy do kuchni-a wiesz kiedy będzie?
-Za 2 godziny. Robię sobie kawę, chcesz?
-Poproszę.
-A coś się stało, że go szukasz?
-Chciałem z nim pogadać-spojrzałam na niego gdy to powiedział
-Rozmawiałeś z Mią?
-Dlaczego nie powiedziałaś?
-Wiesz jak było. Kłótnie, zazdrości.

***

Kiedy Dom i Luke rozmawiali usłyszałam krzyki Justina na dworze. Podeszłam do okna i zobaczyłam radiowóz. O cholera! Policjant prowadził Justina do auta. Zbiegłam po schodach wołając Doma i wybiegliśmy na dwór.

-Co się dzieje?!

Hobbs złapał mnie.

-Lena nie przeszkadzaj. 
-Ale o co chodzi?!
-Justin jest podejrzany o zabójstwo.

Oczywiście! Przed bramą było pełno paparazzi.

-To nie on! To ja!

Policjant z Justinem stanęli. Hobbs spojrzał na mnie.

-Dom przynieś płytę.
-Co ty-krzyknął Justin, policjant podszedł z nim do radiowozu a Dom przyszedł z laptopem i płytą.

Hobbs włożył płytkę do laptopa i odtworzył nagranie. Tak, nagranie z kamery. Co prawda przerobione ale oni nie muszą o tym wiedzieć. Na nagraniu był moment zabójstwa Nicka. Nie było tam w ogóle Justina tylko ja.

-Zabieramy to. A ty niestety jedziesz z nami.

Gdy wsadzali Justina do radiowozu spojrzał na mnie.

-Spokojnie-powiedziałam bezgłośnie

Wsadzili nas do jednego radiowozu i odjechaliśmy
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam z nowym rozdziałem!
Mam nadzieję, że się podoba i nie ma błędów.
Jeśli są to przepraszam.
Zbliżamy się WIELKIMI krokami do końca...
Do następnego!
Buziaki!!

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział 35

Razem ustaliłyśmy, że kiedy tylko Justin i Jai będą w domu Tyna z nimi porozmawia. Nie chciała rozmawiać z nimi sama więc jako jej najlepsza przyjaciółka, która jest dla niej niczym siostra, zgodziłam się być przy tej rozmowie. No...może bała się jakiegoś wybuchu złości ze strony Jai'a.

-Lena ja nie dam rady... Możesz ty porozmawiać z Justinem?-zapytała
-Kochanie wiesz, że i tak będziesz musiała z nim porozmawiać, ale dobrze. Zrobię to dla ciebie.
-Dziękuję. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła-wtuliła się we mnie-kiedy oni wracają?
-Em...Justin za dwa dni bo ma trzy dni wolnego...a chłopacy nie wiem.

Jak na zawołanie zadzwonił telefon.

-Jezu to Jai. Proszę Cię odbierz za mnie.
-To nic nie da. Nie unikniesz tej rozmowy.

Widziałam w jej oczach...przerażenie. Ale dlaczego? Aż tak się go bała? Wzięłam telefon z jej ręki.

-Halo-odebrałam
-O hej, gdzie Tyna?
-Kąpie się.
-Oh...To ja może zadzwonię później?
-To coś ważnego? Mogę przekazać.
-Chciałem zapytać jak się czuje...
-Jest już lepiej.
-Oh no to dobrze...A ty długo w domu?
-Nie, nie. Przyjechałam dzisiaj i raczej jutro jadę...
-Zabiegana kobieta-wyczułam, że się uśmiechnął.
-Żebyś wiedział... A wszystko ok? Masz jakiś dziwny głos...
-Po prostu stęskniłem się za Tyną... Za tobą też oczywiście.
-No ja myślę-zaśmiałam się, co zrobił i on.-Na pewno chodzi tylko o to?
-Eh...Oddalamy się od siebie. Nie jest już tak jak było. A tu chłopacy mają spiny między sobą!
-Znowu? Czy nie może być chociaż chwilę normalnie? To... mówisz, że kryzysik w związku?
-No trochę...-westchnął a z tyłu usłyszałam "z kim gadasz?!" na co Jai odpowiedział "Lena".
-Jai?
-Tak?
-Luke się do ciebie spina?
-Nie... Jeszcze... Chyba jest najspokojniejszy ze wszystkich i ma wyjebane na wszystko.
-Typowo-zaśmiałam się.-Kiedy wracacie?
-Wiesz co... Za dwa dni-powiedział a moje oczy zrobiły się wielkie.
-I na ile?
-Dwa dni chyba.
-Ok... Przepraszam ale robota wzywa.
-Tak, pewnie, leć. Przekaż Tynce, że dzwoniłem i bardzo ją kocham.
-Ok. Tej mojej zgredzie przekaż pozdrowienia, buziaka i że też go kocham.
-Ok. Leć. Pa pa-i się rozłączyłam
-Co powiedział?
-Pytał jak się czujesz, wracają za 2 dni na 2 dni i że cię bardzo kocha.

***

Nadszedł ten dzień. Nie pojechałam, zostałam, żeby wspierać Tynę. Napisałam do Justina, że gdy tylko przyjedzie ma przyjść do mnie. Zrobiłam obiad dla chłopaków, żeby zjedli gdy przyjadą, dla Justina też starczy. Tyna nie chciała jeść, więc prawie siłą jej to wmusiłam. Zjadłyśmy i czekałyśmy. Porozmawiałam z Niall'em, który zadzwonił zaraz po skończeniu wywiadu, który oczywiście oglądałam. Tyna jadła ciasto, które upiekłam na deser, kiedy drzwi się otworzyły i do domu zaczęli wchodzić chłopacy.

-Hej-krzyknęli a ja widziałam jak Tyna momentalnie bladnie.
-Spokojnie-szepnęłam.-Hej-krzyknęłam-chodźcie na obiad.
-Hej kochanie-Luke obdarował mnie buziakiem.

Uśmiechnęłam się. Cieszyłam się z każdej takiej chwili bo oddalaliśmy się od siebie przez wyjazdy w trasy. Powinniśmy zacząć planować wesele a my nawet nie mamy czasu, żeby usiąść razem i porozmawiać. Cieszyłam się, że jest przy mnie, że już jest dobrze, bez kłótni ale mimo to miałam dziwne przeczucie, że coś się stanie... Coś złego, między nami... A tego nie chciałam cholernie. Chciałam, żeby było tak dobrze jak teraz albo i lepiej. Po przywitaniu się z resztą poszłam do kuchni.

-Chodźcie, chodźcie-pogoniłam ich.

James pomógł mi zanieść całe jedzenie do jadalni i chłopcy zaczęli jeść. Zadzwonił dzwonek więc poszłam otworzyć.

-Hej miśka-Justin mnie przytulił
-Hej grubasie. Aż tak się stęskniłeś?
-Cholernie-poruszył brwiami
-Głupek-zaczęliśmy się śmiać-chodź, zrobiłam obiad, chłopacy już jedzą.
-O, wrócili?
-Mają 2 dni wolnego.
-Zapomniałbym...Proszę-Justin wręczył mi stos papierów w teczkach
-Nie powiem, że tęskniłam za tym.-Odłożyłam teczki w pokoju i poszliśmy do reszty
-Elo!-krzyknął Justin i chłopacy zaczęli przybijać z nim piątki i się witać.
-Siadaj i jedz.

***

Weszłam z Tyną do salonu gdzie chłopacy gadali, grali na konsoli i w karty. Czas na rozmowę.

-Chłopaki koniec grania-rzuciłam
-Nie, jeszcze nie-wymruczał pod nosem Luke.
-Luke! Nie dyskutuj ze mną!
-Przepraszam.

Luke wyłączył grę a chłopacy zaczęli jęczeć.

-Chłopaki. Na górę-gwizdnęłam głową wskazując schody-Wrzucić brudy do kosza i ogarnąć. Jazda.-Chłopacy wstali i zaczęli wychodzić-Jai zostań.

Jai usiadł na kanapie, na drugim końcu siedział Justin. Usiadłam na stoliku więc miałam łatwy dostęp do chłopaków...tak w razie w.

-Więc... O co chodzi-zapytał Justin
-Jai dobrze wiesz, że Cię kocham-zaczęła Tyna-bardzo mocno. Ale...
-Kochanie co się stało?

Spojrzałam na Justina, który patrzył na mnie. Kiwnął głową z miną "co jest?". Podniosłam brew i zrobiłam minę w stylu "naprawdę nie wiesz?!". Zmarszczył brwi a po chwili jego oczy się rozszerzyły. Spojrzał na Tynę i znowu na mnie. Ręką dyskretnie wykonał ruch przy brzuchu, na co skinęłam głową.

-Przecież to dobrze-powiedział bezgłośnie
-Zależy dla kogo-odpowiedziałam tak samo

Zrozumiał chyba po chwili bo przeczesał włosy ręką i złapał się za głowę.

-Zabiję Cię gnoju!-krzyknął Jai i poderwał się z kanapy próbując rzucić się na Justina ale go powstrzymałam.
-Uspokój się!

Justin wstał i tak samo jak Jai zaczął chodzić po pokoju trzymając się za głowę.

-I co teraz-zapytał Justin a Tyna wzruszyła ramionami i płakała dalej.

Przytuliłam ją i pocierałam jej plecy aby się uspokoiła.

-Usuń je-usłyszałam i myślałam, że padnę!
-Jai czy ty siebie słyszysz?!-warknęłam-Rozumiem, że jesteś wkurwiony ale bez takich!
-Dobra...eee...Chcesz mieszkać tu? Czy wprowadzasz się do mnie?-zapytał Justin

Kazałam Tynie usiąść. Zauważyłam, że złość u Jai'a zastąpił ból a jego oczy zeszkliły się. Usiadł koło Tyny i zaczął coś do niej szeptać. Podeszłam do Justina.

-Co ja mam zrobić?-zapytał Justin
-Chciałabym Ci pomóc ale naprawdę nie wiem jak...
-Myślisz, że powinna zamieszkać u mnie?
-Ale ciebie i tak nie ma. Jesteś cały czas w trasie!
-Jaxon się nią zajmie jak mnie nie będzie...

Justin podszedł do nich.

-Zamieszkasz u mnie.

***

Tydzień później Justin był w domu z Tyną, która teraz mieszka u niego. Chłopacy przyjechali na tydzień. Byłam w domu na kilka dni bo zmienialiśmy cały program koncertu Justina. Wprowadzaliśmy piosenki z nowej płyty, którą Justin już wydał bo cisnął ciągle po koncertach i przed do studia. Zaczynaliśmy nową trasę. Siedziałam ze Scooterem w moim biurze ustalając szczegóły nowej trasy. Nick miał zajęcia z tancerzami. Przedstawiał im układy nad którymi pracowaliśmy po nocach. Byłam przemęczona, na nic nie miałam czasu, czułam się coraz gorzej! Nagle usłyszałam krzyk Tyny, która zabierała resztę swoich rzeczy. Spojrzeliśmy się na siebie ze Scottem i wybiegliśmy z biura. Pobiegliśmy do jej sypialni. Scooter wiedział, że Tyna jest w ciąży... z Justinem. Wpadliśmy do jej sypialni. Leżała na podłodze a obok niej krzesło. Zwijała się, pewnie z bólu, trzymała za brzuch i płakała. Justin kipiał złością, wszędzie leżały kawałki pobitych wazonów, szkło. Przykucnęłam koło niej.

-Co się stało-zapytałam ale nie dostałam odpowiedzi, spojrzała tylko na krzesło.
-Co ty kurwa zrobiłeś-wrzasnął Scott.
-Nie chciałem. Miałem pod ręką krzesło... Ja nie chciałem!
-Oszalałeś?!!-wrzasnęłam i pomogłam jej wstać-Jedziemy do szpitala.

***

-Panie doktorze co z nią-zapytałam lekarza, który wyszedł z sali.
-Pani jest rozumiem pani Ross? Siostra pacjentki?-zapytał
-Tak, tak-skłamałam chociaż nie dużo, w końcu byłyśmy prawie jak siostry.-Co z nią?
-Przykro mi...Ale pani siostra straciła dziecko...
-Jak to?-zapytałam zszokowana i usiadłam a Scott zaraz przykucnął przy mnie.

***

Wsiadłam do samochodu i ruszyłam spod szpitala z piskiem opon. Wybrałam numer Luke'a.

-Tak kochanie?-zapytał
-Jai jest w domu?!
-Tak.
-Nie pozwól mu wyjść. Zaraz będę.
-Dobrze.

Rozłączyłam się i wybrałam numer Justina.

-Halo?
-Za 10 minut masz być u mnie w domu! Gówno mnie obchodzi czy ci się chce czy nie! Jasne?
-Ok-burknął

Po 10 minutach byłam w domu. Jai siedział w salonie. Usłyszałam pukanie i po chwili w salonie był Justin. Przyszedł też Luke.

-Siadaj-skinęłam na kanapę i Justin usiadł.-Od początku. Co zrobiłeś-spojrzałam na Justina.

Powiedział jak to przyszedł do niego Jai i zaczął gadać, że Tyna nie jest z nim w ciąży i jest z nim tylko dla kasy... Jai nagadał mu jeszcze, Justin się wkurwił i przyszedł do Tyny. Zaczął rzucać czym popadło. Złapał krzesło, rzucił w Tynę i wtedy wkroczyłam razem ze Scottem.

-Co z nią-zapytali
-Dzięki wam, geniusze, Tyna poroniła.

***
*miesiąc później*

Spałam sobie spokojnie, dopóki komuś nie zachciało się mnie budzić.

-Kochanie wstawaj-Luke głaskał mój policzek
-Jeszcze troszkę-wymruczałam i przewróciłam się na drugi bok.

Usłyszałam jak drzwi się zamykają. Moje szczęście nie trwało długo... Po chwili ktoś zaczął skakać po łóżku. Ugh.

-Wypierdalać-pociągnęłam za kołdrę tak, że chłopacy spadli z hukiem z łóżka

Wyszli. Spokój. Nareszcie.

-Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!-usłyszałam

Otworzyłam oczy, przetarłam je i zobaczyłam masę osób, które śpiewały w mojej sypialni.

-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin skarbie- Luke złożył soczystego buziaka na moich ustach.

Wszyscy po kolei zaczęli składać mi życzenia i wręczać prezenty.

-No dupo-zaśmiał się Jaxon-od dziś mówię na ciebie stara dupo.
-Sam jesteś stara dupa.
-Fajne dupyy-zaczął.
-Dupy z klasą-dokończyliśmy wspólnie.
-Proszę-wręczył mi małe pudełko.
-Co to?
-Zobacz-otworzyłam i były to kluczyki-podejdź do okna.

Podeszłam. Nacisnęłam przycisk i auto dało znać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam Was z nowym rozdziałem.
Przepraszam, że była taka długa przerwa.
Jeżeli są błędy to przepraszam.
Mam nadzieję na chociaż jakieś komentarze!
Liczę na Was! 

PS.
Spóźnionego Szczęśliwego Nowego Roku!

Buziaki!!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozdział 34

***

Dwa tygodnie po koncercie już prawie wszystko było gotowe aby mogli wrócić na scenę. Tak dokładnie...Wracają w świat muzyki. Niestety od tygodnia miałam problem z Tyną, która cały czas się źle czuła...I nie wiedziała dlaczego, a kiedy chciałam ją zaciągnąć do lekarza zapierała się całym ciałem. Chłopacy mi nie pomogą bo pojechali w dalszą trasę więc jesteśmy same. Planujemy pojechać z powrotem do Rio, ale jeszcze nie teraz. Dziś wyjątkowo są chłopacy bo mają jutro koncert w Londynie więc przyjechali do domu. Ale dziś mamy misję...są dziś wyścigi a z tego co wiem będzie na nich Josh, znaczy Luke, który mi w niej pomoże.
Mój telefon nie przestawał wibrować i wydawać z siebie dźwięku bo co chwilę ktoś do mnie dzwonił. A tym 'ktosiem' byli dziennikarze, którzy chcieli umówić się na wywiad z Justinem albo 1D.

***

Wieczorem całą ekipą, to jest nasza banda łącznie z laskami, które już wróciły, ja, Tyna, Justin, Jaxon, banda 1D i Luke z resztą oraz Adi i Stephen pojechaliśmy na wyścigi. Impreza się rozkręcała, zarobiliśmy już trochę... Umówiłam się z Hectorem na jutro, że wpadnie do mnie i wyszukiwałam swojego celu. Kiedy go zauważyłam pechowo nie był sam tylko w towarzystwie dwóch lasek.
-Dobra, według umowy...Cokolwiek by się działo nie reagujecie.-powiedziałam i seksownym krokiem ruszyłam w stronę Josha.
Laski mnie zmierzyły wzrokiem.

-Żegnam szmaty-uśmiechnęłam się sztucznie...plan zadziałał. Josh natychmiast odepchnął je i uniósł mnie za tyłek w górę.
-Wiedziałem, że zatęsknisz-uśmiechnął się cwaniacko
-Oj nawet nie wiesz jak bardzo-wyszeptałam mu na ucho i je przygryzłam a on wpił się w moje usta gdy się wyprostowałam...

Jedyny problem?
Czułam, że on nie jest mi obojętny... Nie jest to te same uczucie co do Brooksa ale jednak jest. Fakt, że spaliśmy ze sobą, na co zezwalała umowa między mną a Luke'iem.
Czułam wzrok swojego narzeczonego na sobie co mnie trochę rozpraszało ale praca to praca.Czas zaczynać...
Moja ręka sprytnie wślizgnęła się pod jego koszulkę i zaczęła badać jego ciało jakby go nie znała, nie dotykała nigdy wcześniej. Poruszyłam lekko biodrami specjalnie ocierając się o krocze Josha i wyczułam, że jest gotowy. Idealnie.

-Jedźmy stąd-wyszeptałam mu w usta między pocałunkami
-Podoba mi się-wyczułam jak się uśmiechnął i zaczął iść w stronę drzwi pasażera.

Otworzył je i usadził na fotelu niczym małe dziecko. Złapał pas i go zapiął abym była bezpieczna. Ach te jego zwinne ręce...
STOP!! Lena ogarnij! Jesteś w pracy!
Zupełnie 'przez przypadek' dotknęłam jego krocza kiedy cofał swoje ciało. Zagryzłam wargę a ten zamknął drzwi i szybko przeszedł na stronę kierowcy. W tym czasie skinęłam lekko głową do ekipy dając znak, że plan działa. Teraz tylko musiałam zaciągnąć Josha w ustalone miejsce, a to będzie trudniejsze.

-To gdzie jedziemy, niunia?-zapytał gdy wsiadł

BINGO

-Hmm... Może gdzieś dalej stąd-zaczęłam kreślić dróżkę na jego udzie-może by tak... Hmm...
-A może tamten parking przy starych fabrykach? Pamiętasz? Ten na którym się pieprzyliśmy.
-Hmm...Powtórka z rozrywki? Dla mnie ok.

W razie gdyby coś poszło nie tak mam lokalizator w telefonie więc mnie namierzą. Josh odpalił silnik i ruszył a ja bawiłam się jego spodniami.

***

Gdy zajechaliśmy na miejsce pierwsza myśl 'to my się tu pieprzyliśmy?!'. Byliśmy dokładnie tu gdzie miałam go zaciągnąć. Myślałam, że pójdzie trudniej. Było łatwo. Aż za... Ale Josh zawsze był pomocny.
Wysiedliśmy i Josh dosłownie rzucił się na mnie. Posadził mnie na masce i zaczął całować przy tym podwijając koszulkę do góry. Naciskał na mnie przez co musiałam się położyć na gorącej masce. Oderwał swoje usta od moich i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się. Nie tak jak wcześniej. Cwaniacko.
3...2...1... Josha oderwała i rzuciła na miejsce obok mnie silna ręka Doma.

-Co jest do cholery-warknął i chciał się wyrwać ale skutecznie go powstrzymałam.
-Siadaj-warknęłam a Dom trzymał twardo wycelowaną w Josha broń.
-Wrobiłaś mnie...
-No patrz...Takie life-uśmiechnęłam się sztucznie i pochyliłam w jego stronę tak, że dzieliły nas milimetry- Odpowiesz grzecznie na kilka pytań i nic ci nie zrobimy. Utrzymujesz kontakt z Nickiem?
-Gówno wam do teeego- przeciągnął wystraszony kiedy Dom przystawił broń do jego skroni-Tak, tak.
-Świetnie. Gdzie on teraz jest?
-W Rio.
-W domu?
-Mhm... Dom zabierz to proszę...
-Będzie gdzieś wyjeżdżał?
-Nie, nic mi nie mówił...
-Dobra. Widzisz ja nie kłamię. Nic ci się nie stało... Ale stanie jak piśniesz mu chociaż słówko o tej rozmowie-zaczęłam bawić się nożem-Jasne?
-Tak. Nie mogłaś normalnie zapytać?
-A powiedziałbyś?
-No raczej.
-Ups.

***

-Poczekaj tu. Wejdę pierwsza i go zajmę a wtedy możesz wejść-powiedziałam Justinowi i zostawiłam go przed drzwiami a sama weszłam do środka.

Było cicho. Weszłam do salonu i zobaczyłam swój cel. Siedział na kanapie i przeglądał jakieś papiery.

-Hej-rzuciłam a on spojrzał na mnie
-O hej. A co tu robisz?-zapytał a ja podeszłam do niego pewnym krokiem

Stanęłam między jego nogami. Natychmiast rzucił papiery na bok i usadził mnie na sobie więc siedziałam okrakiem. Pocałunki. Szybkie i namiętne. Czułam jego język prawie w gardle. Jedyna myśl 'Fuu!! Przywal mu!'. Ale nie mogłam. Kiedy zaczął schodzić ustami na moją szyję nachyliłam się nad jego uchem.

-Mam dla ciebie niespodziankę-wyszeptałam a ten zamruczał w moją szyję-ale musisz zamknąć oczy. I nie podglądać.
-Ehh... Ok.-zamknął oczy a ja wstałam.

Odwróciłam się, Jus stał przy ścianie. Dobrze. Stanęłam tak aby Nick nie widział go gdy otworzy oczy. I przygotowałam się. W lustrze zobaczyłam Justina kiwającego, że jest gotów.

-Możesz otworzyć-powiedziałam a ten natychmiast to zrobił
-No i gdzie ta niespodzianka?!-zapytał lekko zdezorientowany

Uśmiechnęłam się cwaniacko i zrobiłam krok w bok, Nick od razu zerwał się z kanapy gdy zobaczył Justina. Uderzyłam go w brzuch mocno a ten zginając się w pół upadł na kanapę.

-Pozwoliłam wstać?! Widzisz... Justin bardzo chciał się z tobą zobaczyć i pomyślałam, że ty też chętnie się z nim spotkasz. Nieprawdaż?-powolnym krokiem obeszłam kanapę i stanęłam za nim przykładając nóż do jego gardła-Głośniej, nie słyszę odpowiedzi.
-Nawet bardzo. Zabiję i ciebie i dołączysz do tej gówniary-wycedził przez zęby a ja pociągnęłam go za włosy w dół, przez co skóra na szyi była naprężona a on patrzył na mnie.
-No patrz... Zła odpowiedź-przycisnęłam nóż mocniej i puściłam go. Justin chciał to załatwić sam.
-Czyli ją pamiętasz-powoli podchodził do nas
-Bardzo dobrze. Te jej usta robiłyby idealne lody.

Justin spiął się cały. Nie dziwię się. Cham był bezczelny.

-Gdyby żyła już dawno bym ją zaliczył-Justin nie wytrzymał i po tych słowach wycelował w niego prawego sierpowego-Skurwiel-splunął
-Widzisz Nick... Fakt, że chcesz zaliczyć wszystkie zgubił cię-uniosłam jego podbródek-dobra, nie mam ochoty się z tobą długo bawić... Dlatego nie ja to zrobię. Justin proszę bardzo.

Odsunęłam się a Justin wymierzał w niego kolejne ciosy. Nie rozumiałam tylko dlaczego Nick się nie bronił. Jus torturował go przez godzinę...aż ten zaczął błagać o śmierć.

-Jeszcze zdjęcie, uśmiech-zrobiłam im ostatnie wspólne zdjęcie-jakieś ostatnie życzenie?
-Zgnij w piekle, kurwo-wycedził
-Papa-pomachałam mu a Justin strzelił. Nick upadł a wokół niego powstała kałuża-a nawet go lubiłam. Brawo. Egzamin zdany.

Złapałam starych znajomych z Rio i pomogli pozbyć się ciała i brudu krwi. Zajęłam się nagraniem z kamer. Po prostu zabrałam je... Tak w razie coś...

***

-To jak? Wchodzisz w to?
-Czemu akurat ja?
-Bo i ty i ja będziemy mieli z tego zyski. Jesteś zaufanym człowiekiem.
-Eh...Ile razy w miesiącu?
-Gdzieś z 2...
-Dobra. Wchodzimy w to.

Hector zadowolony wyszedł.

***

Potem wyjechaliśmy z chłopakami w trasy. Raz jechałam z Justinem, raz z chłopakami. Wracałam do domu rzadko. Najczęściej po jakieś rzeczy dla chłopaków i żeby wyprać ich brudy. W międzyczasie było jeszcze wesele Briana i Mii. Potem namawiali mnie do wrócenia do pracy jako choreograf ... Jeździłam czasami na zajęcia, które prowadziłam z Ianem ale tylko wtedy gdy byłam w Londynie. Byłam akurat w domu bo musiałam zająć się kilkoma fakturami. Siedziałam na łóżku i zliczałam wszystkie liczby...A trochę tego było...

-Lena-usłyszałam pukanie i zobaczyłam głowę Tyny wystającą zza drzwi-Mogę na chwilę?
-Em...Pewnie.
-Bardzo Ci przeszkadzam?-weszła do środka
-Nie, nie. I tak muszę zrobić sobie chwilę przerwy bo zwariuję...Co jest?
-Chciałam pogadać.
-Co się dzieje?-odłożyłam faktury na bok a Tyna położyła się na łóżku kładąc głowę na moich kolanach.
-Już wiem...
-Co?
-Czemu się źle czuję...
-Byłaś u lekarza?-zapytałam a ona zaczęła się trząść i płakać-Hej, hej... co się dzieje?
-Jestem...jestem...jestem w ciąży-powiedziała i wybuchła płaczem na maxa.
-Czemu płaczesz? To cudownie!!! Gratuluję kochana!
-Nie...ma...czego...-pociągnęła nosem
-Nie cieszysz się?
-Nie!
-Dlaczego? Przecież jesteście z Jai'em szczęśliwi. Wcześniej czy później mielibyście dziecko.
-Ale...ale...
-Tyna! Ale?
-Ono nie jest Jai'a-wyznała a ja zdębiałam
-J...jak to?...nie...nie Jai'a?-teraz to ja się jąkałam-skąd wiesz?
-Jestem w 6 tygodniu ciąży...A 6 tygodni temu nie kochaliśmy się z Jai'em...
-To..to...Co chcesz przez to powiedzieć?! Tyna czyje to dziecko?!

Chwilę się wahała.

-J...Justina-szepnęła
-CO-krzyknęłam a moje oczy były wielkie jak nigdy dotąd

"O kurwa. To zajebiście"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zostało parę rozdziałów i koniec.
Jeśli są błędy to przepraszam 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 33

Stałam i gapiłam się na osobę przede mną tak samo jako on na mnie.

-Hej słońce-wyszeptał po chwili-nie przywitasz się z dupkiem?

Na jego słowa rzuciłam mu się na szyję, a on mnie mocno objął i przycisnął do siebie jeszcze mocniej.

-Tak bardzo tęskniłem. Dlaczego się nie odzywałaś?
-Nie wiem...Też za tobą tęskniłam.

Gdy mnie puszczał dał mi buziaka w czoło. Odwróciłam się i przytuliłam Jaxona. Dałam mu buziaka w policzek.

-Dziękuję-wyszeptałam
-Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.

***

Po tym jak reszta w końcu go zostawiła, mogłam na spokojnie z nim porozmawiać o tym co działo się przez te 4 lata. Będę wdzięczna Jaxonowi do końca życia. Sprowadził go. Mojego brata. Do mnie.
Kolejny dzień minął nam na próbach i sprawdzaniu czy na pewno wszystko mamy. Z resztą! Kolejny dzień, dzień koncertu, nie był lepszy. Od rana byliśmy na arenie. Wszystko szło dobrze. Wszystkie treningi...Prócz tego jednego.

-Ej jest ok!-Jaden położył dłoń na moich plecach
-Jak jest ok jak jemu nic nie wychodzi! W sali było ok a tu nie-wyrwałam się
-To może spróbuj starej metody...
-Nie wiem czy to dobry pomysł...
-Chociaż spróbuj, może akurat.
Poszłam do Justina, złapałam go za rękę i poprowadziłam na koniec najbardziej wysuniętej w stronę widzów części sceny.
-Stań tu i zamknij oczy. Wyobraź sobie, że nikogo tu nie ma, jesteś sam, sam na tej scenie. Pod sceną, przed tobą są miliony dziewczyn i chłopców, twoich fanów. Wszyscy krzyczą twoje imię, a ty stoisz nie mogąc zrobić żadnego ruchu. Ośmieszasz się. Jesteś gorszy od tancerzy, od każdego. Bez publiczności jesteś nikim! Teraz musisz zadecydować czy chcesz być kimś niewidzialnym, pośmiewiskiem-nikim czy Justinem Bieberem, dla którego żaden ruch nie jest problemem. Wybór należy do ciebie. Pomyśl, że gdzieś tam, wśród fanów jest twoja mama i Jazzy, że robisz to dla niej. Wybieraj. Justin Bieber czy nikt...
-Przecież to niemożliwe.
-Myśli czasami się spełniają-powiedziałam i odeszłam podchodząc do Jadena
-I co-zapytał
-Zrobiłam mu mały mętlik w głowie.
-Myślisz, że zadziała?
-Zaczynamy-krzyknęłam
Po tym co mu powiedziałam wziął się w garść i było ok. Dawał radę. Wychodziło mu.

 -Kelsey dzwoniła do Michaela-krzyknęłam
-Tak!

Usłyszałam dźwięk swojego telefonu informujący o nowym smsie

'Czemu nie mówiłaś, że to ty?!
 Będę dzisiaj. x'

Sms był od Chrisa. No wcale, kurwa, nie mówiłam!

-Dobra zaczynamy!

***

-Kurwa gdzie oni są?! Za 2 godziny koncert!!!
-Dobra rozdzielimy się i musimy ich znaleźć.

Poszłam z Jaxonem szukać tej cholernej dwójki. Rudej i jednego chłopaka. Po ok. 5 minutach usłyszałam męski głos w krótkofalówce.

-Lena znaleźliśmy.
-Ok. Gdzie?

Podał mi numer drzwi więc ruszyliśmy w ich stronę.

-Gdzie są-zapytałam gdy byliśmy na miejscu
-W środku-wskazał na drzwi

Zmarszczyłam brwi i otworzyłam drzwi.

-Kurwa-zamknęłam je szybko-możecie skończyć to co robicie i łaskawie wyjść do nas-warknęłam

Po kilku sekundach ruda i jej kolega wyszli z pomieszczenia ze spuszczonymi głowami.

-Pojebało was-krzyknął Justin
-No właśnie-przytaknęłam mu
-Sorki no...Już się szykujemy-chcieli odejść ale Jaxon ich zatrzymał
-Chyba nie myślicie, że w takim stanie wypuszczę was-warknęłam
-Ale nam nic nie jest.
-No wcale. A kto się naćpał i schlał?? Wy!! Nie ma mowy, że wystąpicie!
-Ale....
-Żegnam-warknęłam po raz kolejny

Jaxon kiwnął im głową dając znak, żeby poszli jednak oni zostali.

-Em...Dobra zrobimy tak. Zastanówcie się nad wyjściem z tej sytuacji. Jaxon zrób kontrolę w tancerzach bo może ktoś jeszcze wypadnie. Przećwiczcie sobie kroki a ja wracam za maks.30 minut. Ok?
-Ok-usłyszałam chór

Założyłam kurtkę bo było dziś trochę chłodno i wyszłam z areny kierując się do auta.

***

-Chłopacy gotowi-krzyknęłam gdy weszłam do ich domu
-Tak, tak. Możemy jechać-stanęli przede mną
-Zayn?
-Tak?
-Gdzie masz kolczyki?
-Eee...na górze.
-To wypierdalaj po nie-uśmiechnęłam się a on poszedł- macie wszystko?

Pokiwali głowami i kiedy Zayn wrócił mogliśmy jechać.

***

-I co wymyśliliście-zapytałam gdy weszłam do pomieszczenia, w którym byli wszyscy
-Reszta jest czysta. Tylko oni. I upierają się, że wyjdą.
-Jaja chyba jakieś-wyszłam z pomieszczenia i nie zwracając uwagi na wołanie mnie, wyszłam z areny.

Wyciągnęłam papierosy, odpaliłam jednego i zaciągnęłam się w celu uspokojenia się. Nagle nie wiadomo skąd wziął się przede mną Justin i przytulił mnie.

-Lena spokojnie, uspokój się, nie pozwól, żeby ta dwójka debili zjebała ci całą robotę. Tyle się starałaś i teraz chcesz to zostawić?
-A co mam innego zrobić?
-No jest jedno rozwiązanie...
-Jakie?
-Naprawdę nie wiesz?
-Nie, nie ma mowy!
-Ale...
-Chce zostać sama.
-Lena...
-Przepraszam Cię! Przepraszam za wszystko! Tak cholernie się starałam, żeby ten koncert był świetny! Wiem, że spierdoliłam wiele rzeczy ale tak strasznie się starałam!!! Przepraszam Cię-wybuchłam
-Lenuś skarbie to nie twoja wina, tylko ich. Nie masz za co mnie przepraszać! Odwaliłaś kawał dobrej roboty. I to nie ty tylko ja spierdoliłem wiele rzeczy. Nie wiem jak Ci dziękować za to co zrobiłaś dla mnie, żeby ten koncert w ogóle się odbył! Kocham Cię...

Odwróciłam się do niego tyłem a on przyciągnął mnie do siebie. Paliłam dalej a on co chwilę trącał mnie nosem w ucho. Po kilku minutach przyszli chłopacy i zaczęła się podobna śpiewka. Kiedy skończyli poszliśmy do tancerzy.

-No i co teraz-zapytałam-Jaxon ty jako jedyny znasz układy. Zatańcz za niego.
-Ok. Ale ty musisz zatańczyć za nią. Bo jest nierówno.
-Ok.
-Ubierz to-Justin podał mi jakieś ubrania
-Nie, zakładam strój jak każdy.
-Załóż to, chce Cię odróżnić.
-Nie!
-Zrób to dla mnie-Jus zrobił maślane oczy
-Nie! Już za dużo zrobiłam. Obiecałam, że pomogę więc pomogłam. Nie ma mowy.
-Skoro nie chcesz tego zrobić dla niego to zrób to dla mnie.
-Nie.
-Lena zrobiłaś dużo. Włożyłaś w ten koncert całe serce i wiele energii. Pamiętasz jak tancerze cię wkurzali? Teraz chcesz zaprzepaścić to wszystko?-krzyknął Jax

Popatrzyłam na tancerzy.

-Radzili sobie na treningach to i teraz sobie poradzą.
-Zrób to, proszę-usłyszałam głos rudej
-Ty się lepiej nie odzywaj-powiedziałam do niej
-Prosimy. Tylko ty i Jaxon możecie uratować Justina-powiedział tancerz.
-Eh..No ok. Który to już raz ratuje Ci dupę?-zapytałam.
-Przestałem liczyć. Zakładaj to.

Ubrałam strój od Justina.

-Nie miałeś długich spodni?
-Mogę Ci dać takie jak mam do Boyfriend.
-Te dresówki?
-No.
-Eh... Macie szczęście, że jestem przygotowana na przećwiczenie układów z wami.
-Jak to?-zapytał Justin.

Pobiegłam do auta iwróciłam w długich spodniach z opuszczonym krokiem.

-Ok!-krzyknął Jax
-Ciekawe ile miejsc wolnych-wypalił Justin
-Zero. Bilety wyprzedały się w pół godziny. Jest komplet-powiedziałam a on zbladł.

***

-Boże spraw, żeby każdy z nas zapamiętał ten dzień do końca życia i aby każdy z nas zrozumiał odpowiedzialność za to co robimy-powiedział Scott, który prowadził modlitwę przed koncertem.

Nagle podszedł do mnie Justin i mocno mnie przytulił.

-Dziękuję-wyszeptał
-Dasz radę.

Justin stanął koło mnie gdy mnie puścił.

-Słuchajcie, wiem, że już to wam mówiłam, ale powtórzę. Jestem z Was cholernie dumna, z ciebie też Jus. Mam nadzieję, że dacie radę. Tańczcie tak jak na treningach a będzie zajebiście. Powodzenia! Jaxon dasz radę!-powiedziałam i zrobiliśmy jeszcze grupowego misiaka i tancerze wyszli na scenę.

Pomogłam jeszcze ekipie zapiąć Justina do skrzydeł, które Scott trzymał w garażu a my je przywieźliśmy, i po tym jak dałam mu buziaka w policzek też wyszłam na scenę. Koncert się rozpoczął. Justin razem ze skrzydłami zaczął 'wlatywać' na scenę a fani zaczęli piszczeć, wiwatować, krzyczeć i klaskać. Szaleństwo! Justin gdy już był na scenie chwilę po niej pochodził po czym powiedział 'Let's go' i wszystko się zaczęło. Szło nam fajnie. Jus mówił do fanów. Było na luzie. 'All around the world' śpiewał z Tejem, 'Take you' sam, 'Catching feelings', 'One time', 'Eenie Meenie', 'Somebody to love' też po czym miał iść się przebrać. Jednak najpierw powiedział:

-A teraz chciałbym abyście poznali kobietę, dzięki której tutaj jesteśmy. Dzięki której w ogóle to się odbywa. Uwaga! Oto Marlena Ross-po jego słowach fani zaczęli piszczeć i krzyczeć a ja podeszłam do niego.-No to na chwilę Was z nią zostawiam-Jus wręczył mi mikrofon i poszedł.
-Hej wszystkim! Jak się bawicie?-w odpowiedzi usłyszałam piski-Justin powiedział prawdę. Ten koncert prawie by się nie odbył, ale nie darowałabym mu gdyby was zawiódł. Mam nadzieję, że spodoba Wam się całe show!

Potem było 'Love me like you do', 'She don't like the lights', 'Die in your arms', na 'Where are u now' fani wariowali, 'Out of town girl', 'Be alright' i 'Fall' po czym była dłuższa przerwa, którą zobowiązałam się wypełnić. Przejęłam mikrofon a tancerze i Jus poszli.

-Słuchajcie teraz czas na niespodziankę. Em... Myślę, że może niektórzy z Was ich znają a jeżeli tak to zaśpiewajcie kawałek ze mną. Gotowi? And we danced all night to the best song ever-skończyłam a fani śpiewali dalej- oto One Direction!-krzyknęłam a fani zaczęli szaleć kiedy chłopacy wychodzili. Założyłam pasek od gitary i stanęłam z boku bo obiecałam, że zrobię chórki.

Nie wiem dlaczego ale największy szał był na solówkach Harry'ego i Zayn'a. Chłopacy zaciągnęli mnie i tańczyłam z nimi best song ever a z Niallem co chwilę się wygłupialiśmy. Liam i Louis polewali się wodą no i Niall skakał. Ta... to ten co miał operację na kolano. Widać, nie? Następne było 'Midnight memories'. Cóż, nie mogę powiedzieć, że wśród fanów było cicho... Ciekawe, że fani Justina to też fani chłopaków. Głównie pomagałam chórkami Zayn'owi. Cieszyłam się, że mamy z Niall'em gitary elektryczne. Super widokiem były tańce Liam'a i Niall'a. A fani? Istne szaleństwo. Liam najczęściej mówił coś do fanów. I jako, że miał w swoim posiadaniu pistolet na wodę nawet ja oberwałam. Harry podszedł do mnie z butelką wody.

-Dajesz-powiedział i spojrzeliśmy na Liam'a, który widząc nasze miny zaczął uciekać.

Zaczęliśmy biec za nim. Gdy go dorwaliśmy oblaliśmy wodą a ten poślizgnął się na wodzie, która była na scenie i przewrócił się ciągnąc za sobą chłopaków. Stanęłam nad nimi i zabrałam jednemu mikrofon.

-Oto właśnie One Direction-zaśmiałam się a Niall pociągnął mnie tak, że wylądowałam na nich w dodatku twarzą w twarz z Niall'em. Zaczęliśmy się śmiać.
 -Lena złaź ze mnie skarbie ile ty ważysz?!-zaśmiał się Harry
-Mniej niż ty!

Fani usłyszeli to bo mieliśmy z Harrym mikrofony przy twarzach, więc zaczęli się śmiać. Gdy wstaliśmy był czas na 'Little White Lies'. Chłopcy znów zaczęli szaleć tak jak i tłum. Fajerwerki wystrzeliły już któryś raz a Harry zaczął swoje szaleństwo. Zaczął wybijać ręką rytm i zarzucał głową. Ku mojemu zdziwieniu podszedł do mnie Zayn, który był lekko smutny. Przytulił się do mnie, a ja, żeby nie wyglądało to dziwnie zaczęłam się ruszać i szepnęłam 'tańczymy', co zrobił. Jego oczy były smutne. Byłam zaniepokojona.

-Wszystko ok?-zapytałam a on pokręcił głową na nie-porozmawiamy po koncercie, dobrze?
-Ok.

Zayn odszedł a za mną stanął Harry i udawał, że gra na gitarze co mnie śmieszyło. Przyszedł czas na 'What makes you beautiful'. Fani cały czas piszczeli. Serpentyny wyleciały w tłum a Niall zaciągnął mnie na środek sceny. Zaczepiłam Liama i powiedziałam mu bezgłośnie 'zrób to' na co zaczął się cieszyć jak dzieciak. Cieszyłam się, że wybraliśmy tylko wesołe, takie żywe piosenki. Publiczność się wyszaleje i będzie nakręcona na piosenkach Justina. Chłopacy ustawili się już pod koniec tej piosenki w grotę i Harry śpiewał swoją solówkę. Liam kiwnął żebym podeszła więc zaszłam ich od tyłu. Złapaliśmy z Liamem za szlufki spodni Harry'ego i pod koniec jego solówki ściągnęliśmy je w dół i się rozeszliśmy. Chwilę zajęło mu założenie spodni bo były bardzo ciasne. Sam nie dał rady więc poprosił mnie o pomoc co musiało wyglądać trochę komicznie. Kiedy już je wciągnęliśmy na jego tyłek zaczęłam się śmiać i podszedł Liam.

-Sorry stary-powiedzieliśmy zgodnie

Oczy Harry'ego się rozszerzyły i usta również, w uśmiechu. Zaczęliśmy się śmiać jeszcze bardziej. Kolejną piosenką było 'Why don't we go there' podczas której chłopacy szaleli jeszcze bardziej o ile to tylko możliwe. Niall skakał co chwilę, Liam tańczył, Zayn kręcił biodrami wkoło i w przód i w tył, Harry kręcił głową na każdą stronę i wybijał bit rękami, jednak po chwili mu się znudziło i zaczął łapać chłopaków za krocza...Ta. A Louis latał za Liamem z wodą. Kiedy piosenka się skończyła nadszedł czas na 'No control'. I jako tytuł i na scenie. Chłopacy wariowali, Harry zszedł ze sceny i szedł koło fanów przed barierkami. Wróciłam na swoje miejsce, napiłam się wody i znowu robiłam chórki. Kiedy była wolniejsza solówka Louisa ustawiliśmy się w rządku i zatańczyliśmy. A skoro mowa o żywych piosenkach....Nadszedł czas 'Alive'. Chłopcy dawali z siebie wszystko a tłum wariował... To ostatnia piosenka chłopaków i zaraz wchodzi Justin. nagle głosy chłopaków zmieszały się z głosem... Justina? Aaa... Musi mieć ze sobą mikrofon... No i tak śpiewali w sześciu. Nie miałam już siły a jeszcze druga połowa...Zaczęliśmy wariację. Udawali, że rzucają się sobie do gardeł, zwłaszcza Liam, robił to tak śmiesznie! A jak tak to taki z niego cichy chłopak. No no... Kiedy skończyli ukłonili się a fani zaśpiewali jeszcze kawałek 'Story of my life'.

-Justin powiedział, że nigdy nie zrobi tego koncertu. A co Beliebers mówią na nigdy?
-Never say never-krzyknęli.
-To teraz tak głośno, żeby Justin nas usłyszał
-Never say never!
-Dostaję wiadomość, że nas nie usłyszał. Jeszcze raz.
-Never say never!
-I jak? Nic?! To teraz wszyscy z całej siły na 3. 1, 2, 3.
-Never say never!!!-dosłownie wrzasnęli
-No, usłyszał.

Jus wyszedł i zaczął śpiewać 'Never say never' a po chwili dołączył do niego Jaden. Po NSN było 'Beauty and a beat' wykonywane z Nicki. Potem Jus zrobił swoje solo na perkusji. I kiedy przyszedł czas na 'One less lonely girl' złapałam go za rękę i poprowadziłam na górę pod ekran.

-Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijesz-powiedziałam

Piosenka zaczęła lecieć. Justin zaczął śpiewać a na ekranie zaczął wyświetlać się kolaż ze zdjęć Jazzy, które dał mi Jaxon, w postaci filmiku. Justin popłakał się i przytulił się do mnie ale dalej oglądał. Fani włączyli latarki w telefonach więc widok był przepiękny. Kiedy piosenka i kolaż się skończyły a Jus uspokoił kontynuowaliśmy. Teraz 'As long as you love me'. Tańczyliśmy i wszystko było ok. Potem było 'Baby', 'Believe' i 'Boyfriend'. Jus podziękował fanom i już zjeżdżał w dół ale Micheal* zaczął śpiewać 'Wait For a minute', więc Jus wszedł z powrotem na scenę. Fani zaczęli śpiewać 'One Love' i potem 'Thought of you' i kiedy już wszyscy się ukłonili i mieliśmy schodzić Jus powiedział

-Poczekajcie chwilę.

I zniknął. Spojrzałam na tłum a oni zaczęli klaskać. I wszystko byłoby ok gdyby nie jedna osoba. Nick. Tak, TEN Nick. Kurwa co on tu robi?! Fani zaczęli znowu piszczeć, gwizdać i wiwatować więc odwróciłam wzrok. Justin szedł w moją stronę z ogromnym bukietem kwiatów. Kiedy podszedł do mnie i wziął mikrofon.

-Myślę, że wszyscy się z nami zgodzicie, że Marlena zasługuje na te kwiaty i wielkie podziękowania, bo gdyby nie ona nie byłoby nas tutaj dzisiaj. Dlatego teraz proszę o ogromne brawa dla najwspanialszej kobiety na świecie.-powiedział a tłum zaczął klaskać i krzyczeć.

Jus wręczył mi kwiaty.

-Dziękuję kochana! Wszyscy Ci dziękujemy-dał mi buziaka w policzek

Odwróciłam się z Jusem w stronę tłumu i ukłoniliśmy się. Poczekaliśmy aż światła zgasną i wtedy zeszliśmy ze sceny. Zebraliśmy gratulacje od wszystkich.

-To to jest te twoje zapełnienie przerwy?-zapytał Jus wskazując na chłopaków
-Tak-pokiwałam z uśmiechem głową i zrobiliśmy grupowego misiaka.

Do Justina przyszła mama, którą zaprosiłam na koncert i go oglądała. Oczywiście mój kochany dupek trochę się rozgadał gratulując mi...

-To teraz impreza u mnie-krzyknęłam

Zebraliśmy wszystko i pojechaliśmy do mojego domu gdzie zaczął się prawdziwy melanż.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 *Micheal Ray Stevenson 'Tyga'- w ROD brat Kelsey
Hej hej!
Witam Was z nowym rozdziałem!
Od razu przepraszam za błędy!
Wiem, że nie było mnie baaardzo długo ale po prostu miałam dużo na głowie...
Przepraszam, że koncert jest tak krótko opisany a tamte treningi są tak rozpisane i tyle rozdziałów zajęły..
Gdybym miała mniej wszystkiego na głowie rozpisałabym go :/
Ale! Zbliżamy się do końca ROD!
Dziękuję tym, którzy są tu nadal, chociaż wiem, że niektóre rozdziały to totalne dno!
Dziękuję tym, którzy komentują!
Proszę Was o komentarze bo to naprawdę motywuje!
W kolejnych rozdziałach dzieje się!
Czekam na komentarze i do następnego! XX

środa, 11 listopada 2015

Rozdział 32

***
*następny dzień *

Sprzęt dostarczyliśmy bez przeszkód.  Scooter poinformował mnie, że Justin ma jutro sesję. Czyli muszę z nim jechać.  Kiedy przyjechaliśmy na arenę Jus już tu był. Chyba oswajał się z tym miejscem i całą sytuacją. Wyglądało to tak. 

-Jest ok-zapytałam
-Bardzo.
Mój telefon zaczął dzwonić. To Tyna.
-Hej, co jest?
-Hej. Mogłabyś przyjechać wieczorem do domu? Muszę z tobą pogadać.
- Em... ok. Będę około 21:30, ok?
-Ok, do zobaczenia.
Coś się stało-to pierwsze co przyszło mi na myśl. Starając się o tym nie myśleć za bardzo zaczęliśmy próbę.
***
Kurwa, żeby nie było miejsca do zaparkowania na własnym podjeździe! Kiedy już mi się to udało, wysiadłam z auta. Zaczęłam iść w stronę drzwi kiedy te się nagle otworzyły i po kolei Beau, Roman, Daniel, Ryan, James, Dom, Brian, Han, Tej, Jai i Tyna zaczęli wychodzić z domu.
-Hej, co się dzieje-zapytałam Tynę
-Wiem, że miałyśmy rozmawiać,  ale jedziemy na wyścigi.
-Jadę z wami!
-Nie-krzyknęli chórem a ja zmarszczyłam brwi
-Eee... Idź do domu. Tam wszystko jest.
-Ok. Kasę masz?-kiwnęła głową-Ile?
-Pięć tysięcy. Starczy.
- No dobra, to powodzenia.
Wsiedli do aut i odjechali. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i gdy zobaczyłam to wszystko od razu zrozumiałam,  że zrobili to specjalnie. Ściągneli mnie do domu tylko po to, żebym porozmawiała z Luke'iem. Szłam do salonu po wysypanej płatkami róż podłodze.  Wszędzie były porozstawiane palące się świeczki oraz bukiety kwiatów. Kiedy weszłam do salonu od razu rzucił mi się w oczy stół,  którego normalnie tu nie ma. Był przykryty eleganckim obrusem, na którym rozstawiona była prześliczna zastawa. Nie jestem do końca pewna czy to moja zastawa... Na środku stołu stały zapalone świece.  Gdy rozejrzałam się wokół zauważyłam, że na meblach stały oprawione w ramki zdjęcia moje i Luke'a. Podeszłam do jednego.  Tego, które zrobiliśmy jako pierwsze. Gdy zostaliśmy parą. Obok niego stało zdjęcie z zaręczyn. Nawet nie wiedziałam, że ktoś zrobił wtedy zdjęcie... Parsknęłam śmiechem kiedy zobaczyłam zdjęcie które zostało zrobione gdy Luke skakał ze mną do basenu. Zaraz po tym jak powiedziałam tak. Moją uwagę przykuł pierścionek. Dokładnie ten, który nosiłam na palcu. Leżał pod zdjęciem z oświadczyn, a koło niego róża. Przejechałam opuszkami palców po zdjęciu. Poczułam za sobą ciepło. Nie wiedziałam czy sie odezwać czy cokolwiek zrobić.  Spuściłam głowę w dół i powoli się odwróciłam. Podniosłam niespiesznie głowę i spojrzałam na jego twarz. Smutną twarz. Jedyne co wyrażała to smutek. Spojrzałam w jego oczy. Te piękne oczy.
-To moje ulubione-powiedział cicho
-Mi też się podoba-wyszeptałam
Po chwili ciszy upadł na kolana i przytulił się do moich nóg.
- Przepraszam, tak strasznie przepraszam.  Byłem debilem.  Ubzdurałem sobie coś.  Przepraszam.  Nie wytrzymam bez ciebie dłużej! Wykańczam się psychicznie! Wiem, że na ciebie nie zasługuje... Ale nie dam rady tak dłużej. Jeszcze ta świadomość, że byłaś tak blisko a zarazem daleko, że on widział cię cały czas, rozmawiał z tobą... a ja nie... Nie dam rady tak żyć. Proszę Cię! Wybacz mi-wyszeptal. Nie odpowiedziałam nic tylko zaczęłam gładzic jego włosy-Wybaczysz mi?-podniósł głowę a w jego oczach zbieraly się łzy.
Pokiwałam tylko lekko głową.  Ucalowal moje uda przez spodnie, wstał po czym uniósł mnie i zaczął kręcić się w kółko.
- Usiądź proszę-odsunal krzesło gdy mnie juz odstawil, usiadłam-poczekaj sekundkę.
Luke ruszył do kuchni i po chwili wracał już z talerzami z kurczakiem w miodzie. Nalał jeszcze wina i usiadł. Złapał kieliszek i uniósł go w górę.
- Za nas. Dziękuję kochanie-powiedział
Stuknęliśmy się kieliszkami i upilam malutkiego łyczka.
-Smacznego skarbie.
-Sam gotowałeś?
-Tak, tylko trochę Gina mi pomogła.
Zaczęliśmy jeść.  Szczerze? Jadłam bo jadłam.  Ale chciało mi się wymiotowac... Nie piłam bo nie chciałam... Kiedy zjadłam połowę odlozylam sztućce.  Luke zrobił to samo. Uśmiechnął się i zlapal moją dłoń.
-Teraz tylko szczerość.
Uśmiechnęłam się lekko i natychmiast zakrylam twarz dłońmi.  Zacisnelam mocno oczy aby żadna łza się z nich nie wydostala.
- Kochanie co sie dzieje-zapytał i po sekundzie poczułam jak tuli mnie do swojej klatki piersiowej.
Odciagnal dłonie od mojej twarzy i ogarnął z niej kosmyki włosów.
-Co się dzieje?  Powiedz mi. Proszę...
-Ja nie chciałam.  Bylam pijana. Przepraszam.
-Lena za co?
-Chciałeś szczerości... Zdradziłam cię. -wyszeptałam i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach
-Z kim?
Nie chciałam mu mówić.
-Kochanie-spojrzał mi w oczy
Obraz zamazal mi się jeszcze bardziej.
-Beau-wyszeptałam-Przepraszam.
-Spokojnie. Nie byłaś trzeźwa. Jest ok.
-Nie chciałam.
-Ja wiem. Spokojnie skarbie. Kocham Cię.  Bardzo.
Otarł moje policzki z łez i wstał. Wyciągnął rękę. Niepewnie zlapalam ją i Wstałam. Ucalowal moje czoło i splatając nasze palce ruszył w stronę tarasu. Był pięknie przyozdobiony. Kolorowe lampki, które sprawiały wrażenie jakby unosiły się w powietrzu. Luke odszedł na chwilę ode mnie, jednak po chwili wrócił. Uklonil się lekko i wystawił dłoń.
-Mogę prosić panią do tańca-uśmiechnął się
Chwyciłam jego dłoń i weszliśmy w głąb ogrodu. Usłyszałam melodię i po kilku sekundach głos... Niall'a. Odwróciłam się i zobaczyłam naszych sąsiadów na balkonie. Parsknęłam śmiechem i spojrzałam na Luke'a, który uśmiechał się od ucha do ucha. Chłopcy zaczęli śpiewać You & I, a my tańczyc.
-Mmm-zamruczalam z podziwu.
-Ta, muszę podziękować Nickowi-powiedział i wybuchlismy śmiechem.
-Kocham Cię-powiedział gdy skończyliśmy
-Ja ciebie też... poza tym stesknilam się za określeniem Lena Brooks...
-Czyli... zgodzisz się być dalej moja narzeczoną?
- Mhm-Uśmiechnęłam sie- i na prawdę Przepraszam.  Nie chciałam, byłam pijana.  Wiem, że to żadne tłumaczenie,  ale...
-Ej na serio! Jest ok... moja pani Brooks-uśmiechnął się i namiętnie pocalowal.
- Brawo kochanie-usłyszałam i sie odwróciłam,  zobaczyłam Gine.
Zaczęłam sie śmiać.
-I co teraz-zapytałam Luke'a
-Chyba mam pomysł-pokiwal głową-chłopaki-krzyknął-jedziemy na wyścigi?
-Yeah-chlopacy zaczęli wiwatowac i krzyczeć
Przebralam się i wyszlismy. Kierowalam sie do auta. Na miejsce kierowcy.
-Nie, nie, nie. Ja kieruje-zaprotestowal Luke co mnie zdziwiło
-Eee...ok?
***
-Masz klasę stary-poklepalam Ryana po plecach kiedy przechodziłam koło niego.
Natychmiast zerwał się z laski którą właśnie bzykał na masce samochodu.  Ubral szybko spodnie i szedl z nami
-O! No proszę! I jak? Juz po bzykanku-zapytal Jai
-No Ryan właśnie skończył-zasmialam się i puscilam mu oczko.
-Startujemy-zarzadzila Tyna
Spojrzałam na start. W aucie siedział Dom a jego przeciwnikiem byl jakiś facet.
-Hector cię szukał-powiedziala
-co chciał?
-nie wiem. Nie chcial mi powiedzieć.  Ale cos o jakis wyścigach...
-hmm... no dobra.
Zaczęłam z nią rozmawiać o kolacji.  Ale wszystko przerwał krzyk.
-Luke zostaw go do cholery-krzyknął Brian
Poszłam w stronę grupki ludzi. Schodzili mi z drogi wiec po sekundzie widziałam juz cale zamieszanie.
- Luke-krzyknęłam ale to nic nie dało
Znowu rzucił się na faceta z którym się bił.  Nie ruszylo by mnie to... gdybym nie znala tamtego faceta. Sprytnie zlapalam Luke'a unieruchamiajac mu ręce i odciagnelam go od Beau'a.
- Luke kurwa-syknelam
-Powiedziałaś mu-krzyknął Beau i wiedziałam że było to kierowane do mnie-mieliśmy umowę!
Ta... jedyne co mi teraz potrzebne to kłótnia przy ludziach z wyścigów. Odwróciłam się do nich.
-Co się gapicie?-krzyknęłam-wypierdalac! -warknęłam a oni natychmiast się rozeszli.
-Obiecałas-syknal
-Związek buduje sie na zaufaniu-spojrzałam na Beau'a a Luke mnie objął.-Bez szczerości nie ma zaufania.
Zostawilismy go tam i odeszlismy
-Wszystko ok-zapytałam
- Tak.  I to bardzo. Kocham Cię.  Pamiętaj o tym. Przepraszam że nie przyjechałem do szpitala.  Przepraszam ze cie zawiodłem.
-Nic się nie stało.  Musimy się przyzwyczaić. ..nasz związek jest ciężki bo oboje nosimy w nim spodnie.
-Stara ale masz faceta-usłyszałam za sobą.
-No proszę.  Kogo moje śliczne oczy widzą-spojrzałam na nią-Alloy
-No hej. Tak myslalam ze sie spotkamy tutaj...
-Mnie zawsze tu znajdziesz-zasmialam sie- sama?
-Nie. Z Sean'em-uśmiechnęła się
Zostawilysmy ich i zaczęlyśmy rozmawiać o wielu rzeczach.
-Hej All, Lena jutro ten gowniarz przyjedzie-powiedziala Tyna gdy podeszła do nas
-Okay-rzuciłam a ona odeszła na start
"Gowniarz". Zawsze spoko. Tylko szczegół że jest starszy. Chociaż czasami zachowuje się serio jak gowniarz.
Nie wiem dlaczego ale przypomniał mi się jeden fakt... a właściwie pytanie.  Na które musiałam znać odpowiedź.
Gdy skończyłam rozmowę z Alloy ruszyłam na poszukiwania osoby która zna tą odpowiedz.
-Justin mam pytanie-powiedziałam gdy go znalazłam
-tak wiem. Co ty tu robisz? Musiałem...
-Nie! Nie to! Ale też... bo... powiedziałeś że Jax gdzieś jechał i wtedy no wiadomo co się stało, ale... Gdzie on jechał?
-Załatwić cos.
-Ale co?
-No tego to nie wiem.
-No ja pieprze.
-Pogodziliscie się?
-Tak. Em... jutro sesja! Jedz do domu! Masz wyglądać jak człowiek!
***
-A może pani by ją zastąpiła?  Zaoszczędzilibyście na czasie.  Bo na prawdę nie wiem kiedy i czy ona w ogóle przyjdzie...
-Że ja?-zrobiłam wielkie oczy
-Tak. Masz dobre ciało.  Jesteś dobra do tej sesji.
-Jakieś jaja chyba-mruknelam pod nosem-Ok! Skoro tak będzie szybciej.
Jakieś kobiety przygotowały mnie i Justina do sesji i zaczęliśmy.  Byłoby fajnie, gdyby nie fakt że na kilku zdjęciach nie miałam koszulki więc było widać moje piersi oraz że musiałam włożyć rękę w spodnie Justina.
-Super, wyślę Ci zdjęcia na maila-powiedział fotograf gdy skończyliśmy
***
-Adi-krzyknelam gdy rzuciłam mu się na szyję-stesknilam sie za tobą!
-Lenuś ja za tobą też!
Po chwili zadzwonił dzwonek więc poszłam otworzyć.
-Jaxon?
-Hej,  mam dla ciebie niespodziankę-uśmiechnął się-zamknij oczy
Wykonałam polecenie i mogłam usłyszeć kroki.
-Ok. Odwróć się-powiedział a ja tak zrobiłam i zdebialam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani moi!! Jestem z nowym rozdziałem :D
Jak myślicie kto to? Czy co to? Hmm?
Przepraszam jeśli są błędy....
Mam nadzieje ze sie podoba i będziecie czekac na nexty ♥
Dodawac postaram sie częściej żeby skończyć.
No i co?
Komentujcie Proszę was bardzo o to!
Wpadnijcie na tt @rideordienews
I do następnego
Kocham Was ♥